Recenzja filmu Funny Games (1997)
Michael Haneke

Okrucieństwo nie do przyjęcia

Filmu Michaela Haneke nie warto polecać każdemu. Funny games to widowisko niezbyt miłe dla oka wrażliwego widza, a dawka okrucieństwa zawarta w spektaklu z udziałem dwóch młodych mężczyzn ...
Filmweb sp. z o.o.
Filmu Michaela Haneke nie warto polecać każdemu. Funny games to widowisko niezbyt miłe dla oka wrażliwego widza, a dawka okrucieństwa zawarta w spektaklu z udziałem dwóch młodych mężczyzn znęcających się nad trzyosobową rodziną może okazać się trudna do zniesienia. Brutalna zabawa, w której stawką jest ludzkie życie, to jednocześnie intrygująca gra z widzem - obserwatorem tego koszmarnego widowiska. 

Przez przeszło 100 minut oglądamy, jak mężczyźni w białych strojach torturują psychicznie i fizycznie młode małżeństwo i ich synka. Przed oczami pojawiają się nam obrazy, które nikomu nie powinny sprawiać przyjemności, a jednak nie zamierzamy przerywać, na własne życzenie bierzemy udział w tym widowisku śmierci.
Charakterystyczna jest scena, kiedy w kluczowym dla przebiegu akcji momencie jeden z bandytów chwyta pilota i cofa taśmę, zwracając się przy tym bezpośrednio do widowni, która, żądna ekscytujących wrażeń, najprawdopodobniej oczekuje bardziej krwawego zakończenia.

Kiedy pojawia się nadzieja na wyswobodzenie bohaterów z rąk oprawców, sytuacja natychmiast się odwraca. Przedmioty, które mogłyby uratować rodzinę, jak telefon czy nóż, okazują się być zepsute lub bezużyteczne.
Czarne charaktery wygrywają. Od początku do końca to Paul i Peter są stroną dominującą w tej teatralnej egzekucji, którą z premedytacją zaaranżowali.
Wracamy do punktu wyjścia. Dla ofiar nie ma żadnej nadziei. Nie ma również racjonalnego wytłumaczenia dla zachowania bandytów. Pojawiające się pytanie, dlaczego to robią, pozostaje bez odpowiedzi, a udzielane przez nich wyjaśnienia to powtórki najbardziej wyświechtanych motywów.

Haneke udało się zrealizować trzymający w napięciu dreszczowiec z moralizatorskim podtekstem i nie jest to w żadnym wypadku zarzut, bo film jest sprawnie zrealizowany, inteligentny i skłania do myślenia. Niemała to zasługa aktorów, zwłaszcza Susanne Lothar w roli żony.
Czym tak naprawdę jest film Haneke? Negatywną oceną współczesnego kina, ukazującego przemoc jako atrakcyjne widowisko, czy próbą przerzucenia odpowiedzialności na widzów zafascynowanych medialnym okrucieństwem. Reżyser nie daje nam gotowych odpowiedzi na pytania, co wyzwala niczym nieuzasadnioną agresję i kto ponosi winę za taki stan rzeczy. Zamiast tego pokazuje obraz, w którym mordowanie jest zabawą i nie jest to dzieło odosobnione, bo takich prowokacyjnych filmów ukazujących śmierć jako atrakcyjny spektakl jest mnóstwo, można tu wymienić choćby "Urodzonych morderców" Olivera Stone'a, czy "Kill Billa" Quentina Tarantino.

W przypadku Funny games warto przede wszystkim zwrócić uwagę na sposób ukazania brutalności, która często jest świadomie ukryta, bo część budzących grozę wydarzeń dzieje się nie na naszych oczach, ale gdzieś poza ekranem.
Mimo to oglądając film mamy wrażenie, jakby ktoś siłą wtłaczał brutalne obrazy do naszych głów udowadniając, że nie ma przed tym ucieczki. To wstrząsające studium przemocy stanowi niemałą dawkę emocji. Pocieszające jest to, że gdy egzekucja stanie się trudna do strawienia, zawsze można posłużyć się pilotem. 

Film możemy oglądać w niemieckiej wersji językowej, jak również z polskim lektorem. Na płycie znajdziemy biografie reżysera i głównych aktorów oraz 8 zwiastunów filmowych.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (257 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)