Recenzja filmu Sportowiec mimo woli (1939)
Mieczysław Krawicz

Pan Czwartek. Przepraszam, Piątek

Zanim Eddy Murphy nieoczekiwanie zamienił się miejscami w znanej komedii Johna Landisa, a Travolta stał się Cagem - a Cage Travoltą - w filmie "Bez twarzy", sprawdzony schemat zamiany ról ...
Filmweb sp. z o.o.
Zanim Eddy Murphy nieoczekiwanie zamienił się miejscami w znanej komedii Johna Landisa, a Travolta stał się Cagem - a Cage Travoltą - w filmie "Bez twarzy", sprawdzony schemat zamiany ról wykorzystany został w jednej z ostatnich przedwojennych polskich komedii. Nakręcony i ukończony jeszcze w 1939 roku "Sportowiec mimo woli" światło dzienne ujrzał dopiero 31 maja 1940 roku, i z oczywistych powodów stał się finansową klapą. Czy zasłużenie?

Głównymi bohaterami filmu są - dziedzicznie obciążony talentem - Dodek Czwartek (grany przez świetnego Adolfa Dymszę) oraz Jerzy Piątek (w tej roli Aleksander Żabczyński). Pierwszy z nich jest mało znanym fryzjerem, drugi - bardzo znanym hokeistą. Łączą ich przede wszystkim nazwiska, które można wyjątkowo łatwo pomylić z jakimkolwiek innym dniem tygodnia. W wyniku nieporozumienia, Piątek wzięty zostaje za fryzjera, a Czwartek za wyśmienitego bramkarza hokejowego, prosto z Kanady. O dziwo, obaj mają motywację, aby brnąć w to niewinne kłamstewko, przez co mnożą się kolejne humorystyczne sytuacje.

Reżyser świadomie zdaje się być na usługach widzów i dostarcza im wszystkiego, czego ci pragną. Znajdziemy więc tu wątek romantyczny; uwielbiany w tamtych czasach slapstick; mężczyznę przebranego za kobietę; czy wreszcie szczęśliwe zakończenie nieco zaplątanej intrygi. Jednakże, ta bezpieczna formuła nie ochroniła film przed niemieckimi okupantami, którzy wycięli z niego około piętnaście minut. Niestety, efekt cenzury jest łatwo zauważalny, a momentami wręcz krzykliwy. Urywane w połowie sceny (czasem również dialogi!) szarpią narracją i wywołują konfuzję, podczas gdy montażysta sprawia wrażenie jakby pomylił zawody z kierowcą Formuły 1. Najróżniejsze skróty myślowe oraz elipsy są najpewniej niezamierzone - to wynik brakujących scen, przez które fabuła gna na łeb na szyję - ale odczuwalnie krzywdzą one film.

Innym zbijającym z tropu momentem jest scena przenosząca film na grunt musicalowy. Przedstawia ona bohaterów, którzy ni z tego, ni z owego, zaczynają radośnie śpiewać w zadziwiającej synchronizacji odpowiadającej jedynie owemu gatunkowi. "Sportowiec mimo woli" rzecz jasna musicalem nie jest, ale nie przeszkadza to twórcom, aby umieścić w swoim filmie scenę o charakterze stricte musicalowym. Jest to wybór o tyle chybiony, że wprowadza niespójność w obrębie poetyki filmu oraz ściera się z resztą scen w zgrzytającym rezultacie.

To wszystko nie miałoby znaczenia, gdyby komedia spełniła swoje podstawowe i zarazem najważniejsze zadanie - rozbawiłaby widzów. I chociaż bez wątpienia film ten jest w stanie znaleźć szerokie grono odbiorców, którzy będą śmiać się do rozpuku, gdy zobaczą nieporadne próby zjazdu na nartach w wykonaniu Dodka Czwartka, to i na tym polu twórcom zdarza się zbłądzić. Pomieszanie nazwisk dwóch głównych bohaterów jest w końcu nie tylko fabularnym katalizatorem, po którym rozwinie się cała intryga, ale także najczęściej przewijającym się żartem filmu. Właściwie, przewijał się on tak często, że teraz jestem już absolutnie pewien - nigdy więcej nie zaśmieję się, jeśli ktoś pomyli podobnie brzmiące nazwiska. Owa wtórność zawsze stanowić będzie jeden z grzechów głównych w komedii, i całe szczęście, że twórcy mają w zanadrzu jeszcze kilka innych gagów, które w dużej mierze działają dzięki niezaprzeczalnym wysiłkom aktorów oraz humorystycznym w efekcie zderzaniu ujęć.

Inną rzeczą, która działa w "Sportowcu mimo woli", z pewnością jest piękna sceneria przybierająca postać zaśnieżonych, górskich stoków (sfotografowanych na miejscu w Zakopanem) i od czasu do czasu ręcznie namalowanych gór służących za prawie-realistyczne tło (kiedy to ekipa filmowała w warszawskim studio). W obu przypadkach film zyskuje na uroku, wzmacniając jednocześnie sielankową atmosferę roztaczającą się w okół bajecznych krajobrazów Tatr. Hotel w Zakopanem okazuje się za to perfekcyjną lokacją dla tego typu lekkiej, bezpretensjonalnej komedii, której głównym celem jest przecież dostarczenie widzowi wygodnej formy eskapizmu. Jeszcze przed rokiem 1939 wizja ucieczki od życiowych problemów do magicznego Zakopanego była czymś niezwykle kuszącym dla Polaków - tym większa szkoda, że "Sportowiec mimo woli" miał swoją premierę już po wybuchu II wojny światowej, kiedy to żaden film nie był w stanie poprawić nastroju Polakom.

Najjaśniejszym punktem obrazu pozostaje jednak Adolf Dymsza, którego bijąca z ekranu charyzma oraz wyczucie czasu sprawiają, że zabawne kwestie mają szansę wybrzmieć w pełni. Sceny na stoku górskim czy te, w których pan Czwartek, odpowiadając na pytania szefa, puszcza wodze wyobraźni i zmyśla kolejne kłamstwa na potrzeby podtrzymania pozorów nowo przybranej tożsamości to pokaz komediowego talentu aktora. Równie dobrze wypada Aleksander Żabczyński w roli przystojnego amanta, i chociaż wątek romantyczny zagrany jest na pół gwizdka, przez co aktor nie dostaje największej ilości czasu ekranowego, to udaje mu się wykreować zapadającą w pamięć postać - w wielkiej mierze właśnie dzięki nieodpartemu urokowi osobistemu.

"Sportowiec mimo woli" pozostaje obrazem wartym obejrzenia, choćby ze względu na świetne kreacje aktorskie czy - nawet jeśli nieco banalną, to - umiejętnie rozpisaną intrygę. Można spekulować na temat tego, jak wiele niemiecka cenzura odebrała dziełu Krawicza, ale niefrasobliwy ton filmu oraz niedługi czas trwania projekcji gwarantują bezbolesną rozrywkę, która w większym lub mniejszym stopniu wykonuje swoje zadanie. Bez dwóch zdań, film byłby lepszy, gdyby wypełnić narracyjne luki i zrezygnować z pośpiechu towarzyszącemu opowiadaniu historii. Mniejsza częstotliwość powtarzania tego samego żartu również by nie zaszkodziła. Jednak kiedy ogląda się skaczące bicepsy Dodka Czwartka, bardzo łatwo zapomnieć o większości wad filmu i najzwyczajniej dać się uwieść aktorom oraz zabawnej historii rozgrywanej w pięknym Zakopanem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).