Recenzja filmu Pitbull. Nowe porządki (2016)
Patryk Vega

Pewnego razu na dzikim Mokotowie

Nowy "Pitbull" jest większy, głośniejszy, lecz nie gryzie tak mocno jak poprzednik. Mimo to wciąż warto wybrać się z nim na spacer. Posmakować brudu miasta, podnieść poziom testosteronu i ...
Filmweb sp. z o.o.
Kino? Pies je... A nie, tu się ugryzę. Pójdziemy czasem ze starą, jeśli gra Vin Diesel – rapował na płycie "Trzeba było zostać dresiarzem" Ten Typ Mes. Gdyby świetny album ukazał się po premierze  drugiego "Pitbulla", zamiast szybkiego i wściekłego mięśniaka na wzmiankę w piosence zasłużyłby raczej Patryk Vega. Nowe dzieło twórcy "Służb specjalnych" z miejsca podbije serca wszystkich entuzjastów siłki, tribali i sportowego przyodziewku. Reżyser nie udaje, że chodzi mu o coś więcej niż krwawe porachunki, koszarowy humor oraz jak najefektowniejsze odmalowanie realiów świata stołecznych policjantów i "gangusów". Słowem, proste męskie przyjemności. 

photo.title

Nie każdy fan oryginału będzie jednak usatysfakcjonowany. I to nie tylko dlatego, że starzy bohaterowie wracają w okrojonym składzie na drugim planie (Gebels) albo w epizodach (Igor, Barszczyk). Pierwszy "Pitbull" oraz jego serialowa kontynuacja portretowały polską policję w niespotykany wcześniej sposób. Bez tanich póz, szpanerstwa i małpowania amerykańskich filmów sensacyjnych. Vega pokazywał, że praca w wydziale zabójstw to zajęcie fatalnie opłacane, rzadko przynoszące satysfakcję, a zarazem mające destrukcyjny wpływ na życie prywatne. Kinowy sequel wydaje się bardziej konwencjonalny. Przypomina bowiem western, w którym Dziki Zachód zastępuje dzielnica Mokotów, gwiazdę szeryfa nosi wytatuowany drwal z irokezem (dobry Piotr Stramowski), a wyjętym spod prawa bandziorem jest Bogusław Linda wcielający się w gangstera zwanego pieszczotliwie Babcią. 

Vega lubi podkreślać w wywiadach, że każda scena i dialog z "Nowych porządków" zostały zaczerpnięte z życia. Można dyskutować, czy przaśno-groteskowy, skąpany w przemocy świat to odbicie rzeczywistości za murami kina czy raczej powidoki lat 90. (i ukłon w kierunku osławionego "Miasta prywatnego"). Postaci są jednak barwne, dialogi – mięsiste, a zmieniające się w ekspresowym tempie zdarzenia – chwilami tak nieprawdopodobne, że najpewniej musiały zdarzyć się naprawdę. Problem Vegi polega na tym, że nie jest w stanie przekuć tego kapitalnego materiału w spójną historię. Kolejne sceny połączone są luźnym ciągiem przyczynowo-skutkowym, w scenariuszu brak punktów zwrotnych i stopniowo budowanej dramaturgii, zaś psychologiczne rysunki bohaterów w ogóle nie zostały pogłębione. Szkoda, ponieważ Krzysztof Czeczot jako psychopatyczny Zupa oraz Maja Ostaszewska w roli wyszczekanej, emanującej agresywnym seksapilem Olki stworzyli kapitalne kreacje. Kto wie, być może Vega ma w planach serial telewizyjny, który w satysfakcjonujący sposób rozwinie ledwie naszkicowane wątki z filmu. 

photo.title   photo.title

Reasumując, nowy "Pitbull" jest większy, głośniejszy, lecz nie gryzie tak mocno jak poprzednik. Mimo to wciąż warto wybrać się z nim na spacer. Posmakować brudu miasta, podnieść poziom testosteronu i przypomnieć sobie klimat starych, niepoprawnych politycznie filmów akcji ze złotej epoki VHS. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (396 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie