Recenzja filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi (2015)
Guillermo del Toro

Smakowita uczta klimatyczno-wizualna

Wprawdzie przedstawiona historia niczym specjalnym nie zaskakuje i nie jest też wybitnie oryginalna, ale to nie ona stanowi główną siłę filmu. Mamy tu bowiem do czynienia z prawdziwą ucztą ...
Filmweb sp. z o.o.
Guillermo del Toro to twórca znany  nie tylko z podejmujących trudne tematy, mrocznych  produkcji, takich jak "Labirynt Fauna (2006)", ale też z bardziej widowiskowych i rozrywkowych obrazów pokroju "Pacific Rim (2013)", czy "Hellboy (2004)". Nowy film, uznanego już, meksykańskiego reżysera, "Crimson Peak. Wzgórze krwi (2015)" zalicza się do pierwszej z wymienionych grup, doskonale wpisując się w ramy horroru klimatycznego w stylu, firmowanego nazwiskiem del Toro, "Sierocińca (2007)".

Już na samym początku twórcy serwują nam przedsmak tego, co nadejdzie, kiedy to zakrwawiona główna bohaterka Edith (Mia Wasikowska) opowiada o swojej umiejętności widzenia duchów, przywołując wspomnienia z dzieciństwa. Po tragicznej śmierci matki, która zmarła na cholerę, dziewczynkę nawiedził jej duch, przychodząc z enigmatycznym stwierdzeniem: "Strzeż się Crimson Peak". Wiele lat później, dziewczyna stara się zostać pisarką, ale pojawienie się w mieście tajemniczego baroneta Thomasa Sharpe’a (Tom Hiddleston) wywraca jej życie do góry nogami. Dalszy rozwój wydarzeń pozwala nam prześledzić losy bohaterów i dowiedzieć się w jaki sposób Edith znalazła się w wyjściowym punkcie filmu.

Wprawdzie przedstawiona historia niczym specjalnym nie zaskakuje i nie jest też wybitnie oryginalna, ale to nie ona stanowi główną siłę filmu. Mamy tu bowiem do czynienia z prawdziwą ucztą klimatyczno-wizualną, która właściwie stała się już firmową cechą del Toro. Osadzenie akcji w XIX wieku dało pole do popisu twórcom kostiumów i scenografii i trzeba przyznać, że wywiązali się ze swojego zadania znakomicie. Podobnie ma się sprawa ze specami od efektów specjalnych, którzy nie mieli może aż tak dużo pracy jak ich, wspomniani wcześniej, koledzy, ale wykreowane przez nich duchy robią wrażenie i w kilku scenach potrafią wywołać ciarki na plecach.

Doskonała oprawa wizualna wspomagana dobrą muzyką tworzy niepowtarzalny nastrój, co w połączeniu z rewelacyjnym graniem na emocjach widza, pozwala zapomnieć o pewnych niedoróbkach i naiwnościach scenariusza. Pomaga też świetna gra aktorska, sprawiająca, że przedstawione postacie są autentyczne, a ich losy nie pozostają nam obojętne. Mnie wizja reżysera urzekła i wraz z bohaterami przeżywałem ich historię, nie nudząc się przy tym nawet przez chwilę. Trzeba jednak zaznaczyć, że poetycka i baśniowa stylistyka implikuje tu dość wolne tempo akcji, co nie każdemu może się podobać.

Jak przystało na del Toro, film porusza ciężkie tematy i mimo horrorowej otoczki, jest przede wszystkim dramatem. Co nie znaczy oczywiście, że miłośnicy grozy nie znajdą tu nic dla siebie. Oprócz budowanego starannie napięcia i poczucia niepokoju mamy klasyczne straszenie dźwiękiem, na szczęście odpowiednio zbalansowane i niezbyt nachalne, zaś dla fanów mocniejszych wrażeń jest nawet kilka brutalnych i dość graficznie przedstawionych scen.

Na "Crimson Peak" szedłem do kina, nie wiedząc o nim praktycznie nic, nie miałem więc żadnych specjalnych oczekiwań. Dostałem emocjonujące, niezbyt lekkie kino z tajemnicą i duchami w tle, które wciągnęło mnie od samego początku i sprawiło, że dwie godziny minęły niemal niezauważone. Guillermo del Toro po raz kolejny udowodnił swoje umiejętności, a ja z niecierpliwością czekam na jego kolejne dzieła.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (38 głosów).
meliotta
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)