Recenzja filmu Facet (nie)potrzebny od zaraz (2014)
Weronika Migoń

Stara miłość nie rdzewieje?

Choć Weronika Migoń nie wie, że kołdry w kształcie litery L (jego do pasa, ją po pachy) są już niemodne, to ma talent do obyczajowych mikroscenek, w ciekawy sposób nicuje emploi kolejnych ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeśli po kilku minutach polskiej komedii romantycznej bohaterka zostaje rażona piorunem, to wiedzcie, że coś się dzieje. To najbardziej ekstremalne rozwiązanie fabularne w filmie debiutantki Weroniki Migoń, ale nie jedyna niespodzianka. Choć plakaty i zwiastun nie pozostawiają wątpliwości co do gatunkowych korzeni "Faceta (nie)potrzebnego od zaraz", zaś romantyzmu i humoru w filmie nie brakuje, to jednak całość wywodzi się z nieco szlachetniejszej tradycji niż większość kom-romowej konfekcji znad Wisły.

photo.title

Zapatrzona w amerykańskie kino niezależne Migoń bierze tyle, ile może udźwignąć: zblazowaną bohaterkę, offbeatowy rytm, melancholijny nastrój, konwencję słodko-gorzkiej komedii charakterów. Jej inspiracje są dość oczywiste, ale trudno czynić z tego zarzut wobec kina, które na tle bitych od sztancy produkcyjniaków wydaje się powiewem świeżości. Pomysł na film o dziewczynie, która dokonując remanentu w życiu miłosnym, bierze na spytki byłych facetów, jest prosty, ale sprawnie nakręca akcję. Tym, co wyróżnia utwór Migoń, jest hipsterskie pazłotko oraz ciekawa forma, odzwierciedlająca zarówno świat wewnętrzny głównej bohaterki, jak i humorystyczne paradoksy męsko-damskich relacji. Z jednej strony mamy więc Warszawę ograniczającą się do Placu Zbawiciela i kina Iluzjon, zachwyty nad Antonionim i szukanie duchowego pokrewieństwa z Etgarem Keretem. Z drugiej – podaną lekko, okraszoną świetną muzyką i niepozbawioną wdzięku historię o kidultsach – dorosłych dzieciakach, uwięzionych w permanentnym okresie bezdecyzyjnym.

photo.title

Wynikająca najpewniej z przekory decyzja o obsadzeniu w głównej roli Katarzyny Maciąg okazała się strzałem w dziesiątkę. To ciekawa aktorka, która ma na swoim koncie dobre występy w koszmarnych (jak "Korowód" Stuhra) albo nierównych (jak serial "Głęboka woda") produkcjach. Choć uroda predestynuje ją do wiodących partii w gatunkowych evergreenach (od horroru, przez melodramat, po komedię romantyczną), to kryje się w niej również przekonująca, targana sprzecznościami charakteru neurotyczka. Jej wspólne sceny z korowodem polskich amantów (od Żebrowskiego przez Małaszyńskiego po wschodzącą gwiazdę, Marcela Sabata) wyciągają na wierzch wszystkie plusy i minusy tekstu. Generalnie, w filmie lepiej sprawdzają się żarty sytuacyjne niż słowne. Te ostatnie podawane są zwykle z literacką pretensją, która wypada wyjątkowo niekorzystnie w zderzeniu z autotematyczną warstwą filmu – "Facet" jest najsłabszy, gdy reżyserka zaczyna się asekurować i wkłada w usta jednego z bohaterów tyradę o wysysającym energię twórczą i kastrującym z ambicji światku filmowym.

photo.title

Choć Weronika Migoń nie wie, że kołdry w kształcie litery L (jego do pasa, ją po pachy) są już niemodne, to ma talent do obyczajowych mikroscenek, w ciekawy sposób nicuje emploi kolejnych aktorskich osobowości i potrafi rozśmieszyć bez używania wulgaryzmów. W krainie polskich debiutów to już dwieście procent normy.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (156 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)