Recenzja filmu Pod wiatr (2017)
Timur Makarevic

Stracone pokolenie

To, co w założeniu powinno być ciekawą wizualizacją przeżyć wewnętrznych bohatera, na ekranie wypada nieporadnie. Symbolika jest zbyt nachalna, podana w sposób nadmiernie ostentacyjny, co ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Pod wiatr (2017)
Od wojny na Bałkanach minęło już ćwierć wieku. Ci, którzy byli wtedy dziećmi, zdążyli dorosnąć i zbudować sobie nowe życie. Tak jak bohater filmu "Pod wiatr", Vedran Garibćic (Boris Glibusic). Ma dom, pracę, znajomych. Pozornie wszystko jest z nim w porządku. A jednak reżyser pokazuje, jak krucha jest stworzona przez niego konstrukcja. Jak głębokie są rany, z których nikt w jego otoczeniu nie zdaje sobie nawet sprawy. Bo Vedran nie mieszka w Bośni i Hercegowinie. Przed laty wyemigrował do Szwecji i to tam, w otoczeniu ludzi, którzy o wojnie wiedzą tylko z podręczników historii, stworzył sobie dom: niewielkie mieszkanko z roślinką, o którą dba z troską graniczącą z obsesją.


Kiedy poznajemy Vedrana, jego życie niespodziewanie znajdzie się na zakręcie. A wszystko przez telefon z ojczyzny informujący go, że odnaleziono i zidentyfikowano szczątki jego zabitych podczas bałkańskiego konfliktu rodziców. Bohater musi wrócić do kraju, by sfinalizować formalności związane z pochówkiem. Dla Vedrana jest to traumatyczne doświadczenie, choć mężczyzna do wylewnych nie należy i pozornie zachowuje spokój. Chaos emocjonalny reżyser Timur Makarevic stara się pokazać nie wprost. Powierzchowny spokój bohatera kontrastowany jest z hałaśliwym życiem prowadzonym przez nowe pokolenie Bośniaków, którzy wojny nie pamiętają lub urodzili się już po jej zakończeniu. Napięcie ma budować również montażowa zbitka obrazów drzew, szumu wiatru i towarzysząca temu melodia.

Niestety to, co w założeniu powinno być ciekawą wizualizacją przeżyć wewnętrznych bohatera, na ekranie wypada nieporadnie. Symbolika jest zbyt nachalna, podana w sposób nadmiernie ostentacyjny, co sprawia, że nie wywołuje oczekiwanego efektu na widzach. Wynika to najprawdopodobniej z braku warsztatowego obycia Makarevica, który do tej pory pracował przede wszystkim jako montażysta i "Pod wiatr" jest jego pełnometrażowym fabularnym debiutem.

Problemem jest również wymowa filmu. Patrząc na to, jaką formę przybiera fabuła, można dojść do wniosku, że nie jest to do końca dramat pesymistyczny, że Makarevic widzi światełko w tunelu, drogę do odrodzenia. Ten optymizm nie jest oczywiście niczym złym. Wymagał jednak podejścia do niego z dobrze przemyślanym planem. "Pod wiatr" niestety spłaszcza problemy psychologiczne bohatera, oferując łatwe rozwiązania, które w przyjętej konwencji wypadają fałszywie, śmiesznie.


Całości nie ratuje też Boris Glibusic. To prawda, że stało przed nim trudne zadanie. Vedran to postać mało ekspresyjna. Wymagała więc skupionej gry, pełnej niuansów i plastycznej gry ciałem, a w szczególności sprawnego wykorzystania mimiki twarzy. Glibusic jest jednak bierny, a jego spojrzeniu brakuje intensywności, która byłaby w stanie przekazać widzom wszystko, czego jego bohater nie potrafi ubrać w słowa.

Sam pomysł na "Pod wiatr" nie był zły. Próba pokazania długoterminowych skutków wojennej traumy doznanej przez cywila, do tego dziecko, to koncept wart rozwinięcia. Niestety zabrakło skutecznej strategii twórczej, która potrafiłaby przekształcić całość w ważny emocjonalnie i intelektualnie film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie