Recenzja filmu Wdowy (2018)
Steve McQueen

Ukryte działania

W przeddzień wyborów do Kongresu ("Wdowy" miały premierę na TIFF, a we wrześniu i w październiku były prezentowane na licznych festiwalach w USA), będących przedsmakiem zbliżającej się kampanii ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wdowy (2018)
Choć najnowsze dzieło Steve'a McQueena spełnia się jako film gatunkowy, znany z zaangażowania w sprawy obywatelskie reżyser nie zrezygnował ze swej autorskiej wizji kina. Trzymający w napięciu heist movie jest bowiem nadbudową dla dramatu społecznego, w którym zakulisowe działania polityków odciskają realne piętno na życiu mieszkańców Chicago. W przeddzień wyborów do Kongresu ("Wdowy" miały premierę na TIFF, a we wrześniu i w październiku były prezentowane na licznych festiwalach w USA), będących przedsmakiem zbliżającej się kampanii prezydenckiej, autor "Głodu" i "Zniewolonego" dekonstruuje amerykański sen, obnażając cynizm i nepotyzm kryjące się pod przepełnionymi obietnicami lepszej przyszłości sloganami, jakie wygłaszają kandydaci na deputowanych. 

photo.title

Jack Mulligan (Colin Farrell), faworyt wyścigu po władzę namaszczony na swego następcę przez ojca, kreuje się na pragmatyka zaangażowanego w rozwiązywanie codziennych problemów obywateli. Mimo że sam mieszka w luksusowej posiadłości na obrzeżach okręgu, za swą misję uważa umożliwienie rozpoczęcia działalności gospodarczej kobietom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej. Niespodziewanie jego pozycji zaczyna zagrażać Jamal Manning (Brian Tyree Henry). Mimo że trudno mu ukryć powiązania ze światkiem przestępczym, oficjalnie nie ciąży na nim żaden wyrok, a wizerunek "chłopaka z blokowisk" procentuje zaufaniem wyborców, którzy czują, że w końcu mogą oddać głos na kogoś, kto zna ich bolączki z autopsji. Kiedy w wyniku zuchwałego napadu Jamal traci przeznaczone na kampanię dwa miliony dolarów, jego szanse na zwycięstwo stają pod znakiem zapytania. 

Na szczęście życiowe doświadczenie nauczyło go, aby nigdy się nie poddawać – nawet śmierć odpowiedzialnego za rabunek człowieka nie jest więc przeszkodą w odzyskaniu pieniędzy. Mężczyzna składa wizytę Veronice Rawlings (Viola Davis), wdowie po złodzieju, sugerując, że na pewno znajdzie ona sposób, aby mu pomóc… Tak właśnie kobiety przejmują typowo męski gatunek, jakim jest heist movie. Pod kierunkiem Steve'a McQueena i współodpowiedzialnej za scenariusz Gillian Flynn nie jest to jednak naiwna opowiastka w stylu glamour (jak "Ocean's 8"), lecz pełnokrwisty thriller z feministycznym zacięciem, którego bohaterki – tytułowe wdowy – do tej pory niezbyt zainteresowane działalnością mężów-kryminalistów, muszą skonfrontować się z ich przeszłością. Jak zauważa Veronica, stereotyp słabej płci działa na ich korzyść, nikt bowiem nie podejrzewa, że będą miały jaja, aby zorganizować skok wart pięć milionów dolarów. 

photo.title   photo.title   photo.title

Co więcej, jako przedstawicielki mniejszości etnicznych i narodowych, bohaterki reprezentują grupę niezwykle istotną dla biorących udział w wyścigu po władzę polityków, której potrzeby nie są jednak traktowane priorytetowo, gdy przychodzi do rozliczenia obietnic wyborczych. Na ironię zakrawa więc fakt, że w ostatecznym rozrachunku to właśnie ich działania okazują się mieć największy wpływ na wyniki wyborów. Ze względu na mocne zakorzenienie w realiach Stanów Zjednoczonych polscy widzowie mogą potraktować przedstawione we "Wdowach" tło polityczno-społeczne jako urozmaicenie dynamicznej akcji. Dla Amerykanów z pewnością będzie to głos, który odbije się czkawką przeciwnikom ruchu #metoo i zwolennikom znanego z seksistowsko-ksenofobicznych zapędów prezydenta Donalda Trumpa
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).
Ewelina Leszczyńska
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)