Choć rzadko odnoszę się do kwestii wyceny gier względem ich zawartości, tak w przypadku "Pokemon Friends" trudno mi nie kręcić głową z niedowierzaniem. Nie tak to powinno wyglądać a sam tytuł być
Pokemony, niczym papier, powoli przyjmują wszystko. Poza główną serią uraczono nas karcianką, foto safari, bijatykami, aplikacją "wspomagającą" sen a nawet swoistym symulatorem kawiarni i grą MOBA. Monetyzacja marki trwa w najlepsze a mądre głowy z The Pokemon Company wymyśliły, że w tej wielkiej puli dziwności brakuje gry logicznej. A że od premiery chociażby ostatniej odsłony "Big Brain Academy" minęło już trochę czasu, wydanie kolejnego męczyciela mózgu zdawało się być strzałem w dziesiątkę.
"Pokemon Friends" nie wymyśla koła na nowo. Wszystko kręci się wokół błyskawicznego rozwiązywania zagadek. Na każdą rundę składają się trzy zróżnicowane łamigłówki. Po jej zakończeniu otrzymujemy losowo wybraną włóczkę. Tę z kolei ładujemy do "Plush-O-Matic", maszyny przerabiającej materiał na pluszowe Pokemony. Maskotki produkowane są losowo a szansa na ich stworzenie podejrzanie przypomina mechanizmy obecne na co dzień w grach z rodzaju gacha.
Poza czysto kolekcjonerskim aspektem, zbierane Pokemony przydadzą się nam w dwóch sytuacjach. Możemy nimi udekorować wirtualny pokój albo rozdawać mieszkańcom miasteczka. Zaspokojenie ich potrzeb będzie pracochłonne, gdyż niejednokrotnie wymagać będą od nas wielu sztuk tych samych Pokemonów, zwierzaków konkretnej wielkości lub gatunku. W zamian otrzymamy od nich urocze akcesoria służące do dodatkowego urządzania naszego mieszkanka.
Skoro już omówiłam podstawy, przejdźmy do najważniejszej kwestii, czyli zagadek. Nie będzie pewnie dużym zaskoczeniem, jeśli napiszę, że są one kierowane przede wszystkim do dzieci. Poziom trudności jest banalny i przez większość łamigłówek przefruniemy bez większego problemu. Są jednak wyjątki od tej zasady. Złapałam się na tym, że z moją wyobraźnią przestrzenną nie wszystko jest tak, jak powinno i parę razy zdarzyło mi się wtopić ze wskazaniem prawidłowego rozwiązania.
Wśród dostępnych łamigłówek znajdziemy m.in. zapalanie żarówek z Pikachu, liczenie Froakie, otwieranie zamków z Klefki, focze labirynty, zgadywanie kształtów wycinanych przez Greninję i wiele, wiele innych. I tu pojawia się pierwszy zgrzyt. Podstawowa (płatna) wersja na Nintendo Switch zawiera zaledwie 30 zagadek. Zanim się zorientujemy, szybko staniemy się zakładnikiem monotonii i powtarzalności. Co prawda możemy pokusić się o kupno DLC, które odblokuje nowe wyzwania, ale koniec końców większość z nich operuje na tych samych schematach.
By spełnić zachcianki mieszkańców, musimy mieć dużo różnorodnych pluszaków. Do ich stworzenia potrzebujemy włóczki, która generowana jest losowo. Chcielibyśmy pozyskiwać jej jak najwięcej, ale od intensywniejszego grania odstraszają powtarzalne a momentami niemal irytujące zagadki. Ewidentnie nie przemyślano dobrze modelu biznesowego tej gry. Zwłaszcza, że jest ona darmowa na telefonach komórkowych. Dodatkowo posiada ona szereg ograniczeń prowadzących do tego, że by faktycznie cieszyć się grą i tak należy kupić pakiet podstawowy.
Nie spina mi się to jako całość i choć rzadko odnoszę się do kwestii wyceny gier względem ich zawartości, tak w przypadku "Pokemon Friends" trudno mi nie kręcić głową z niedowierzaniem. Nie tak to powinno wyglądać a sam tytuł być może funkcjonowałby lepiej, gdyby na wszystkich platformach funkcjonował jako free-to-play z dobrym i przemyślanym modelem gacha. Choć z drugiej strony, patrząc na grupę docelową, czyli dzieciaki, utrwalanie w nich hazardowych przyzwyczajeń również nie prezentuje się zbyt dobrze.
Pomysł z kolekcjonowaniem pluszaków marketingowo prezentuje się świetnie. Szkoda tylko, że wykonanie jest mocno po łebkach a zamiast wciągającej gry logicznej otrzymaliśmy brzydko mówiąc toaletowy zapychacz, o którym zapomnimy do premiery kolejnej dużej gry z serii Pokemon.