Recenzja gry Tales of Vesperia (2008)
Eiji Kikuchi
Kiyoshi Nagai

W starym, dobrym stylu

10 lat to szmat czasu – tyle przyszło nam, zachodnim graczom i graczkom, czekać na utratę przez "Vesperii" statusu ekskluzywnej produkcji Microsoftu. Recenzenckie laury gra zbierała u nas za ...
Filmweb sp. z o.o.
10 lat to szmat czasu – tyle przyszło nam, zachodnim graczom i graczkom, czekać na utratę przez "Vesperii" statusu ekskluzywnej produkcji Microsoftu. Recenzenckie laury gra zbierała u nas za sprawą wersji na Xboksa 360 i chociaż ukazała się również na PS3, to jednak tamto wydanie nie opuściło nigdy Japonii. Jest to więc wspaniała okazja dla tej kultowej pozycji, by poszerzyć grono odbiorców. Czy jednak po tak długim czasie gra w dalszym ciągu się broni?

photo.title

Streszczanie fabuły "Vesperii" to zadanie bardzo niewdzięczne – jest to bowiem historia, jakich wiele w świecie japońskiego fantasy. Opowieść o Yurim Lowellu – eksrycerzu, niepokornym samotniku o dobrym sercu, który zrządzeniem losu wplątuje się w kosmicznej skali intrygę, nie brzmi porywająco. Jej siła tkwi jednak w plejadzie różnorodnych, rewelacyjnie nakreślonych postaci. Dobroduszna, acz naiwna szlachcianka Estelle, młody zakompleksiony łowca Karol czy sarkastyczna czarodziejka Rita – każda z postaci brzmi w zarysie banalnie i odtwórczo, ale w fabule ma do pokonania konkretną drogę. Dzięki temu obecne w historii klisze wyjęte żywcem z młodzieżowego anime, nie rażą tak bardzo. W budowaniu ich relacji bardzo mocno pomaga "Vesperii" klasyczna talesowska prezentacja: poza standardowymi cut-scenkami dialogowymi gęsto występują tu skity – krótkie, opcjonalne scenki między postaciami, które dotyczą zarówno głównej osi fabuły, jak i zupełnych dygresji. Ich obecność bawi i dodaje luzu, a jednocześnie pozwala docenić świetnie pracującą dynamikę między postaciami. 

photo.title

Podróż wesołej kompanii Yuriego – jak to w RPG-u – usłana jest przeciwnikami. W trakcie potyczek z napotkanymi wrogami kierujemy w czasie rzeczywistym jedną z czterech preferowanych postaci. Jednocześnie mamy do dyspozycji aktywną pauzę, którą możemy wykorzystać do wydawania rozkazów pozostałym członkom drużyny (domyślnie zajmuje się tym komputer). Sam system walki najpełniej można określić jako skoordynowana młócka: w swoich założeniach wydaje się prostacka, jednak już po chwili okazuje się, że składowych do ogarnięcia jest tutaj całkiem sporo. Oprócz rozlicznych standardowych ciosów specjalnych i czarów (tak zwanych Artes), mamy też specjale wymagające refleksu i łączące kolejne sekwencje ataków. Opanować musimy również zarządzanie paskiem energii specjalnej czy żonglowanie przeciwnikami oraz dobieranie odpowiedniej strategii reszcie ekipy. Jednocześnie wszystkie te elementy nie są nam narzucone i na standardowym poziomie trudności korzystanie z całego wachlarza dobrodziejstw nie jest koniecznością. Połączenie przystępności i głębi to gigantyczny plus systemu walki w "Vesperii". Odnajdzie się tu zarówno mało ambitny amator fabuły, jak i osobnik nałogowo czeszący milionowe combosy. Potyczki pozostają diabelnie szybkie i efektowne, a większość z nich trwa zaledwie od kilkunastu do kilkudziesięciu sekund. Jednocześnie gra zachęca do nauki systemu, bo pod koniec każdej z nich są przyznawane graczowi dodatkowe mnożniki punktów za styl – warto zatem się postarać. 

photo.title

Twórcy portu, warszawski Qloc, oszczędzili oprawie graficznej rewolucyjnych zmian i skupili się na maksymalnym usprawnieniu rozdzielczości oraz podbiciu liczby klatek (oryginał działał w zawrotnym 720p/30fps i borykał się ze sporymi spadkami). Mimo pewnej zachowawczości trudno jednak powiedzieć, by w ciągu tych dziesięciu lat grafika kompletnie się postarzała. "Vesperia" już w dniu premiery grała na nosie realistycznej oprawie zachodnich hitów i bardzo mocno odwoływała się do stylistyki poprzednich części serii (w szczególności do "Symphonii"). Oparta na cell-shadingu i prostej geometrii grafika ma w sobie estetyczny kunszt, którego niejedna z następujących po niej odsłon może jej zazdrościć. "Definitive Edition" to wspaniały dowód na gigantyczne znaczenie artystycznej warstwy projektowania oprawy.

Ogrywana przeze mnie wersja na Nintendo Switch, choć technicznie jest najsłabsza, posiada kilka oczywistych zalet. Największą bolączką jest oczywiście framerate, który w bardziej wymagających lokacjach potrafi spaść w okolice 20 klatek animacji, nawet pomimo widocznego skalowania rozdzielczości gry. Na szczęście twórcy postarali się, by problem nie dotknął systemu walki – w trakcie potyczek obserwujemy tu stabilne 60 klatek, z niewielkimi i bardzo rzadkimi odstępstwami. I chociaż na switchu najmniej widać technologiczny skok w jakości obrazu względem oryginału, to możliwość zawieszania gry w dowolnym momencie to, przy systemie rzadko rozmieszczonych punktów zapisu, prawdziwe błogosławieństwo. Jednocześnie rozgrywka w "Talesach" z błyskawicznymi potyczkami i spokojnym tempem eksploracji, jest idealnie dopasowana do modelu grania mobilnego. Więc jeżeli tylko 4k i utrzymanie poza walką 60 klatek animacji nie jest sprawą priorytetową, edycja na Switcha wydaje się najatrakcyjniejszą opcją.

photo.title

Grając w mobilną odsłonę "Vesperii" na Switchu, naprawdę warto pamiętać jednak o podpięciu do konsoli słuchawek. Dyrygent serii, Motoi Sakuraba, wyczarował tu jedną z najlepszych aranżacji w swoim przebogatym dorobku. Eksplorowanie okraszone jest tu pełną gamą łagodnych, onirycznych utworów, natomiast w trakcie większych potyczek nie brakuje naprawdę szalonych, chwytliwych kompozycji. Mimo zatrzęsienia lokacji motyw muzyczny każdej z nich wyróżnia się i rewelacyjnie współtworzy jego klimat. Warto wspomnieć też o możliwości gry z japońskimi głosami, co jest fajnym smaczkiem, którego bardzo brakowało w oryginalnym wydaniu. Przy czym trzeba nadmienić, że i angielska lokalizacja stoi na bardzo wysokim poziomie, a Troy Baker w roli Yuriego sprawdza się – bez zaskoczeń – znakomicie. Boli jedynie podmiana niektórych aktorów (w tym – protagonisty) w nowych scenkach, których kwestie nagrano po latach. 

photo.title

"Tales of Vesperia: Definitive Edition" to wydanie trzymające niezły balans między wiernością względem oryginału a nowościami dla starych fanów. Ci, którzy przygodę z grą mają już za sobą, za sprawą wersji z X360 nie będą się nudzić, ponieważ ta oferuje nowe wątki i grywalne postacie, z kolei obszerny samouczek i prosta w założeniach fabuła pozwoli odnaleźć się mniej doświadczonym graczom. 10 lat, które upłynęły od premiery, to świetny moment, aby przypomnieć światu o tej znakomitej produkcji, zwłaszcza że sama formuła nie zestarzała się mocno. W dobie mody na retro, reedycja "Vesperii", gry mocno zaczepionej w stylistyce generacji PS2, pasuje jak ulał.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Jacek Borowski
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra