Recenzja filmu (Nie)znajomi (2019)
Tadeusz Śliwa

Rozmowy kontrolowane

"(Nie)znajomi" to remake inteligentnie dostosowany do rodzimych realiów, a przede wszystkim - zgrabnie napisana opowieść o grzeszkach klasy średniej. Obsadzona bez pudła i czerpiąca narracyjną ...
Filmweb sp. z o.o.
Nic tak nie łączy, jak wspólne poczucie winy. Produkowane taśmowo przeróbki włoskiego hitu "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" w reżyserii Paolo Genovese, rozsadzają box office pod każdą szerokością geograficzną - od Meksyku, przez Koreę Południową, po Turcję. W Polsce zapewne nie będzie inaczej. "(Nie)znajomi" to remake inteligentnie dostosowany do rodzimych realiów, a przede wszystkim - zgrabnie napisana opowieść o grzeszkach klasy średniej. W tym lusterku możemy przeglądać się bez końca.


Zasady są proste: do stołu siadają trzy pary i jeden singiel, a kiedy wszyscy objedzą się już wegetariańskimi frykasami i znudzi im się nowobogacka etykieta, na stole lądują telefony. To gra w otwarte karty: każdy sms zostaje odczytany na głos, a każda rozmowa odbywa się pod czujnym okiem współbiesiadników. Niektórzy zachowują pokerową twarz, inni próbują wciągać sojuszników w akty podwójnej lojalności, jeszcze inni pocą się i nerwowo spoglądają na wyświetlacz. Wszyscy twierdzą, że nie mają nic do ukrycia i - jak nietrudno się domyślić - wszyscy kłamią. Kiedy telefony zaczynają dzwonić, a kolejne podsłuchane rozmowy zamieniają się w materiał dowodowy, iluzja dostatniego, uporządkowanego życia rozpada się jak domek z kart.

Chociaż na ekranie momentami dzieją się dantejskie sceny, zaś głównym elementem polskiego "kolorytu" jest malkontenctwo na granicy życiowej tragedii, największym dobrodziejstwem oryginalnego tekstu pozostaje pojemna, uniwersalna formuła komedii charakterów. Łatwo wyobrazić sobie podobny film jako kolejną inkarnację kina moralnego niepokoju, rozprawkę o ludziach w egzystencjalnej matni. Nic z tych rzeczy: fabularny i scenariopisarski debiut Tadeusza Śliwy ("Ucho prezesa") to przede wszystkim rozegrana na styku dzikiej komedii oraz dramatu psychologicznego połajanka wszelkich form hipokryzji. Bohaterowie pociągnięci są wyrazistą kreską, typy rozciągają się od wyliniałej królowej lodu, przez polskiego maczo z dziada pradziada, po new age’ową poszukiwaczkę złotego środka. Ale właśnie dzięki tak jaskrawym kontrastom, udaje się wyeksponować to, co w filmie najistotniejsze, czyli opowieść o niewspółmierności potrzeb - emocjonalnych, duchowych, seksualnych.


I jak to jest fantastycznie zagrane! Katarzyna Smutniak powtarza tutaj rolę gospodyni całej imprezy z włoskiego oryginału, jednak dzięki drobnemu przesunięciu fabularnych akcentów, może czerpać z zupełnie innej palety emocji. Michał Żurawski nieustannie balansuje pomiędzy ostrym jak brzytwa sarkazmem a niemal histeryczną agresją, co przekłada się na cudowne komediowe miniatury. Najjaśniejszą gwiazdą pozostaje jednak Maja Ostaszewska w roli zahukanej Żony Swojego Męża. Kiedy umęczona, na granicy implozji, wygłasza tyradę w obronie wszystkich Matek Polek przyklejonych do odkurzacza i płyty z termoobiegiem, film nabiera mocy emancypacyjnego manifestu.

Dialogi co jakiś czas zgrzytają, nie wszystkie żarty trafiają w punkt, zaś matryca filmu Genovese momentami przeszkadza twórcom polskiej wersji - dość powiedzieć, że nie wszystkie anegdoty wydają się wiarygodne w lokalnym kontekście. Nie czyni to jednak z "(Nie)znajomych" protezy lepszego kina, bezrefleksyjnie rozpisanego formatu. Film Śliwy, obsadzony bez pudła i czerpiący narracyjną energię z bezpretensjonalnego tekstu, to zaproszenie do introspekcji, od której nie rozbili Was głowa. Pamiętajcie tylko, żeby wyłączyć telefony. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (96 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię