Recenzja filmu

[Rec] (2007)
Jaume Balagueró
Paco Plaza
Manuela Velasco
Ferrán Terraza

Na litość boską!

Amerykańskie kino jest dobre. Tak uważa duża część kinomaniaków. Często odrzucają oni europejskie produkcje, które w oczach krytyki są cenniejszymi utworami. Motywy, którymi się kierują są różne. ...
Amerykańskie kino jest dobre. Tak uważa duża część kinomaniaków. Często odrzucają oni europejskie produkcje, które w oczach krytyki są cenniejszymi utworami. Motywy, którymi się kierują są różne. Tak samo nieraz oceniają dwie ciekawe produkcje całkiem inaczej. Co nimi kieruje? Aktorzy, podłoże techniczne, czy może błędne spojrzenia? Często można spotkać się z komentarzami typu - "podróbka oryginału", "...ale to już było". Nie zawsze jest to trafne myślenie... Przykładem tego może być "[Rec]"...


Na początek kilka słów na temat całokształtu. Dzieło zostało stworzone przez Jaume'a Balaguero. Jest to jego ósma produkcja. Reżyser ten jest znany z kręcenia intrygujących, hiszpańskich horrorów. W swoim dorobku ma bardzo dobre filmy grozy, takie jak: "Delikatna", która została urozmaicona interesującą historią, "Ciemność", która mogła nieco zaskoczyć odbiorcę, oraz "Bezimienni", czyli połączenie mrocznego thrillera z horrorem. Żaden z tych filmów nie może być nazwany wspaniałym, gdyż widoczne są w każdym z nich usterki. We wszystkich reżyser postawił głównie na historię, a dopiero później na wykonanie. Jednak teraz Balaguero stworzył coś całkiem innego. Produkcję, która zarówno może wystraszyć widza, zszokować, zniesmaczyć, jak i jest idealna pod względem wizualnym. Mowa o nominowanym do czterech statuetek i uhonorowanym szesnastoma nagrodami "Rec". Film nie otrzymał bardzo prestiżowych odznaczeń, ale warto wspomnieć, że został doceniony na Festiwalu w Sitges, gdzie zupełnie zdominował konkurencję i podbił serca wielu osób. Historia, która została w nim przedstawiona jest ciekawa, jak na horror. Film rozpoczyna się niepozornie. Ángela jest reporterką telewizyjną. Musi nakręcić program o pracy strażaków. Kiedy otrzymują zgłoszenie, udaje się razem z nimi na miejsce wypadku. Tam wychodzi na jaw, że pozornie błaha sprawa, okazuje się czymś całkiem innym. Produkcja jest średnio-mocna, jeśli chodzi o ilość scen przemocy oraz krwi. Aktorstwo trzyma wysoki, nawet ośmielę się powiedzieć, że bardzo wysoki poziom. Rewelacyjne zdjęcia i ciekawy scenariusz jeszcze bardziej przemawiają na korzyść całokształtu. Jednak mimo tylu plusów, film jest przez wielu "deptany".


Ludzie często sądzą, że są nieomylni i nie dopuszczają do myśli innych, odmiennych od swoich przekonań. Nieraz powinni chociaż zastanowić się nad wszystkim.
Wielu zwolenników, jak i osób potępiających dzieło Balaguera podchodzi do wszystkiego wielce niedorzecznie. Nonsensowny sposób myślenia sprawia, że "[Rec]"[/film] dużo traci w czyichś oczach.

Są widzowie twierdzący nieodparcie, że ta produkcja jest podobna do "
Blair Witch Project". Nawet spotkałem się z wypowiedziami sugerującymi, że to odnowiona wersja tego arcydzieła. Trudno mi jednak racjonalnie zrozumieć, dlaczego te dwa filmy są do siebie podobne. Na czym polega ich analogiczność? Czy chodzi o to, że obie produkcje są nagrywane kamerą z ręki? Jednak to przecież technika kręcenia. Na tej podstawie nie można porównywać filmów. To tak jakby mówić, że "Pretty Woman" i "Siedem" to podobne utwory, bo oba były kręcone profesjonalnie z wielu kamer. Po za tym, nie ma żadnego innego podobieństwa "Blair Witch Project" do "[Rec]". Być może to, że widz boi się dźwięków, jednak to też nie jest wyznacznik, który ma znaczenie w porównywaniu filmów. To całkiem inne produkcje. Dlatego nie rozumiem całej afery, że dzieło Balaguera to podróbka oryginału. Takie poglądy oglądających mogą być spowodowane tym, że są po prostu nieprzyzwyczajeni do takiej techniki przekazu. Jednak, żeby na tej podstawie porównywać film...? Na własnej niewiedzy? Śmieszne... Film można porównywać na podstawie scenariusza, gry aktorskiej itd., ale nie pracy kamery! Tego nawet krytycy i osoby przyznające nagrody nie biorą pod uwagę. No bo przecież to nonsens.


Film jest jeszcze porównywany do innych produkcji o tematyce zombie. Między innymi stawiano go obok "Świtu żywych trupów", "Nocy żywych trupów", "Resident Evil" czy "Day of the dead". Kiedy po raz pierwszy spotkałem się z takim porównaniem byłem troszkę zdziwiony i uznałem to za prowokację. Jednak to nie był ostatni raz. Takich przypadków pojawiło się niestety dużo więcej. To kolejna omylna rzecz. Każdy film ma w sobie coś podobnego do jakiejś innej produkcji. To nieuniknione, gdyż filmów jest prawie milion. A to, że tutaj akurat twórca nawiązał do motywu zombie, nie czyni "[Rec[/film]]" podobnym do innych. Horror dzieli się przecież na kilka podgatunków, o czym wierniejsi fani mocnego kina powinni wiedzieć. Są różne dyskusje na temat sprecyzowania, ile rożnych rodzajów filmów grozy istnieje. Najwięcej osób horrory dzieli na - slashery, shockery, splattery, ghost movies, zombie movies i nurt kanibalistyczny. Niektórzy dopisują tutaj jeszcze utwory mondo, snuff oraz kino exploracji. Tak więc, głupim stwierdzeniem jest mówienie, że "[Rec]" to mało oryginalny obraz, bo jest o zombie. Tak samo można by powiedzieć, że mało oryginalne jest "Man behind the sun" i "Mie men can an zhi nie sha", bo to gore zawierające elementy shockera, a przed nimi były już inne produkcje tego typu. Zresztą "[Rec]" nie jest jedynie filmem o zombie. Opowiada o grupie osób, w której po kolei ktoś ginie. To podstawowa cecha slasherów. Tak więc, dlaczego nikt nie mówi, że pomysł na "[Rec]" jest ściągnięty z "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną" albo z "Coś"? Przecież tam też jest kilka osób i giną pojedynczo. Być może dlatego, że widzowie wiedzą, iż jest to podgatunek horroru i absurdem byłoby porównywanie tych filmów ze sobą na tej podstawie. Niestety większość nie ma pojęcia, że zombie to także podgatunek kina grozy. To chyba najracjonalniejsze wytłumaczenie takiej niekompetencji.


Kolejną troszkę dziwną rzeczą jest porównywanie "[Rec]" do później zrealizowanego "Cloverfielda". Dla niektórych nawet fakt, że dzieło Jaume'a Balaguera ujrzało światło dzienne w 2007 roku nie zmienia poglądu, iż to częściowa imitacja "Projekt: Monster". Warto jeszcze dodać, że w tym przypadku, dość mocny horror jest porównywany z thrillerem s-fi. Dziwne jest szczególnie to, że jak ktoś mówi o "[Rec]" to często pada określenie, że ma coś z filmu "Projekt: Monster". Natomiast, kiedy rozmawia się o "Projekcie: Monster" to rzadko ktoś wspomina, że jest on podobny do "[Rec]". To zagadka niczym dla Sherlocka Holmesa. Ogólnie to obie produkcje porównuje się ze względu na pracę kamery, która jak już wcześniej pisałem - nie powinna być czynnikiem, przez który oba dzieła są zestawiane. Na tysiące znanych filmów tylko "Cloverfield", "Blair Witch Project" i "[Rec]" są kręcone kamerą z ręki. Ogólnie takich filmów jest dużo mniej. Załóżmy, że nawet jeśli film opierał się na motywach z innych dzieł (mimo, że tak nie było), nie oznacza to, że należy go zniszczyć. To mało istotna rzecz. Może mieć wpływ na ocenę, ale nie całkowicie.


  Produkcja nie posiada żadnej muzyki. Możemy ją usłyszeć dopiero przy napisach końcowych. Brak muzyki sprawia, że widz zwraca uwagę na każdy odgłos, nawet lekki szmer. Do tego należy dołożyć rozwijającą się z minuty na minutę akcję wraz z pogłębiającą się atmosferą. To sprawia, że na tym filmie można się nieźle wystraszyć, a to ostatnimi czasy rzadkość. Wspaniały klimat i świetny montaż zapewniają oglądającym mocną dawkę emocji. Były nawet doniesienia o omdleniach na salach kinowych podczas seansu. Otóż, ten "film straszy" na kilka sposobów. Przerażająca jest zarówno fabuła, która zostaje nam przedstawiona, jak i każda genialnie wymyślona sytuacja. Przy każdym nagłym krzyku albo ruchu bohatera przeszywają nas ciarki. Do tego dochodzą jeszcze nieczęste, ale bardzo wyszukane jump-scens. Ponadto wszechogarniająca ciemność i widok z oczu jednego z uczestników całego zajścia... To tworzy niezapomnianą na długo atmosferę osaczenia. A to właśnie wyznacznik strachu, bo przecież nie są nim hektolitry krwi oraz sceny gore, tylko jakaś tajemnica..., coś czego nie widzimy. To właśnie powoduje napięcie.


Reklamą promującą film jest nagranie pokazujące reakcję widowni na film podczas festiwalu w Cannas. Z wyrazu twarzy oglądających możemy wywnioskować, że film trzyma w napięciu i nie jest zły. Wszystko zdaje się wspaniałe... świetny trailer... Jednak w tej kwestii także zdarzają się niedowiarki. Część osób sądzi, że to, co zostało pokazane w reklamie, to intryga. Specjalnie spreparowany materiał... Podstawieni ludzie... Dlaczego wszędzie musimy doszukiwać się spisku?! To staje się już przykre.


Film jest dobry i nawet osoba, która pozornie nudziła się na nim, powinna to przyznać. Dla mnie "Gwiezdne wojny" to nuda, nie podobały mi się, ale to arcydzieło i pod względem technicznym oraz całościowym nie mam im nic do zarzucenia. Historia nie dla mnie... Nie lubię science-fiction. Jednak w moich oczach ten film, jako jeden z niewielu w gatunku, zasługuje na maksymalną notę i zainteresowanie. Tak samo oglądający "[Rec]" powinni do niego podchodzić. Jednak ludzie są różni... i jeśli nawet nie mają temu filmowi nic do zarzucenia, ale jednak nie podoba im się, to mieszają go z błotem, prowokując tym samym innych. Prowokujące nie jest "obdarowanie" filmu najniższą oceną, ale fakt, że osoba wystawiła ją z własnej głupoty. Gdyby faktycznie film się jej nie podobał i uargumentowałaby to, wtedy fani nie mieliby tego za złe, ale komentarz typu "film do kitu, wielkie go*** 1/10" drażni każdego. Najgorsze jest to, że większość osób nie prowokuje. Pisze to najnormalniej, żeby podzielić się swoim zdaniem i ocalić innych przed obejrzeniem, a mniej inteligentni prowadzą później konwersację na temat "denności" produkcji. Czy tak mają wyglądać wszystkie dyskusje? Paranoja...


Film może bardzo przestraszyć, jeśli się go ogląda samemu w środku nocy, w ciemnym pokoju, w którym jedynym źródłem dającym światło jest monitor. W taki sposób właśnie powinno się oglądać horrory. Ja tak zawsze robię z tym gatunkiem filmu. Przy "[Rec]" było tak samo. Szczerze mówiąc, mimo iż widziałem w życiu wiele na prawdę mocnych produkcji, nigdy nie bałem się tak, jak wtedy. Dopiero po godzinie od obejrzenia produkcji przestały przechodzić mnie ciarki, a po kilku dniach opuścił mnie dziwny nawyk oglądania się za siebie. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że jakieś dzieło, może aż w takim stopniu wpłynąć na psychikę... Film stał się dla mnie arcydziełem i numerem jeden na liście strasznych utworów. Z czystym sumieniem mogę go polecić każdemu. Mam nadzieję, że zdjąłem większości bielmo z oczu i część czytających to osób przemyśli wszystko jeszcze raz i doceni wybitność tej ciekawej produkcji.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
65% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Udostępnij:
Od czasu gdy trójka studentów zaopatrzona w kamerę udała się do lasu nieopodal Burkittesville, minęło już prawie 10 lat. Jak powszechnie wiadomo, dotarli oni do celu swej ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 80%
"Czegoś takiego jeszcze nie było", "Totalna rewolucja w historii filmów grozy", "Po "Labiryncie Fauna" i "Sierocińcu" kolejny fenomen hiszpańskiego kina grozy". To tylko ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 50%