Recenzja filmu

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007)
Cristian Mungiu
Anamaria Marinca
Laura Vasiliu

Ważne pytania

Festiwal w Cannes to z pewnością jedna z nielicznych imprez, która w jakichś niewielki sposób może równać się z Oscarami. Podobnie jak z galą odbywającą się co roku w Los Angeles, tak i w ...
Festiwal w Cannes to z pewnością jedna z nielicznych imprez, która w jakichś niewielki sposób może równać się z Oscarami. Podobnie jak z galą odbywającą się co roku w Los Angeles, tak i w francuskim kurorcie oglądamy istne targowisko próżności. Wielkie gwiazdy paradują w pięknych strojach, udzielają mnóstwa wywiadów oraz dają pożywkę dla brukowców i kolorowych pism. Jednakże Złota Palma to jedyna nagroda, o którą mogą powalczyć filmy zarówno niszowe, jak i te popularniejsze i bardziej komercyjne. I co najważniejsze - doceniane jest tam kino wartościowe, mądre, ciekawe, poruszające problemy codziennej egzystencji. Nie inaczej było w roku 2007 roku, kiedy to miał miejsce wielki sukces rumuńskiego kina. Cristian MungiuCristian Mungiu wraz ze swoim skromnym projektem "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" zostawił w tyle chociażby Quentina Tarantino z "Grindhouse: Death Proof" oraz braci Cohen z ich oscarowym hitem "To nie jest kraj dla starych ludzi".

W filmie Mungiu przenosimy się do jednego z rumuńskich miast, kiedy dominującym ustrojem był tam komunizm. Poznajemy historię dwóch młodych studentek - Gabity i Otilli. Ta pierwsza zachodzi w ciążę i wiedząc, że grozi jej wydalenie z uczelni oraz samotne wychowywania dziecka, postanawia usunąć płód. Nie jest to wcale takie proste, gdyż wprowadzony zakaz aborcji utrudnia dokonania bezpiecznego i taniego zabiegu. Z pomocą przychodzi Otillia, która znajduje odpowiedniego człowieka...

Wygrana w Cannes nie była jakąś wielką sensacją. Film, w swojej konwencji i budowie przypomina kilku poprzednich triumfatorów, chociażby pełnego szczegółów i długich ujęć "Słonia" Gusa van Santa oraz dramatycznej, w pełni tego słowa znaczeniu, z całą gamą surowości i prostoty, produkcji Larsa von Triera - "Tańcząc w ciemnościach". Mungiu w rewelacyjny i wstrząsający wręcz sposób przedstawia realia komunizmu, bohaterów, którzy muszą o wszystko walczyć. W ich realiach z niemożliwością graniczy zarezerwowanie pokoju w hotelu, ludzie są podwójnie chłodni i samotni. Świetnie ukazują to zdjęcia, dokładne, pełen szczegółów, symboli, ale jednocześnie szare, ponure i wręcz mroczne. Kamera dotrzymuje kroku bohaterom, co powoduje, że film ociera się wręcz o dokument. Obserwujemy dosłownie, bez żadnych przekłamań, jeden dzień z życia prostych mieszkańców Rumunii. Mungiu potwierdził, że i takie studium może być ciekawsze od historii superbohaterów czy herosów. Może dlatego, że niektóre motywy są nam bardzo bliskie. U Rumuna nawet niepozorna scena w autobusie, kiedy to kontroler sprawdza bilety, jest niezwykle ciekawa. Ruchy kamery zmieniają się jak w kalejdoskopie, w zależności od charakteru sceny. Podczas długiej i smętnej rozmowy o niczym jest statyczna, tak jak bohaterka, która jest bezradna wobec kpin pod jej adresem, ale ujęcia są także kręcone z ręki, gdy obserwujemy chaos, zagubienie, strach.

Reżyser robi to, co do niego należy - przedstawia nam dogłębnie całą historie, jej tło, niczym kelner podaje nam smakowite danie, ale to od nas zależy, jak je skonsumujemy. Pokazuje dane punkty widzenia, ale nie zajmuje stanowiska, to pozostawia nam. Z jednej bowiem strony mamy dwie kobiety, które decydują się na haniebny, niemal barbarzyński czyn, czyli aborcje. Z drugiej jednak są one osamotnione, nie mają jakiegokolwiek wsparcia, mężczyźni w tym filmie są pokazani jako ludzie kompletnie znieczuleni na współczucie, pomoc czy duchowe wsparcie.

"4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" to film godny uwagi każdego konesera kina. Skromny, niezależny niemalże projekt Mungiu, kryje w sobie wiele emocji, nie pozostawia widza obojętnym i zmusza go niejako do odpowiedzi na wiele pytań. Ważnych pytań.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
50% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
Film Cristiana Mungiu to arcydzieło. Nie wstydźmy się użyć tego słowa, zwłaszcza że większość krytyków i recenzentów się go boi i tym bardziej że jest ono na miejscu. W ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 76%
Od tego filmu oczekiwałem bardzo dużo. Złota Palma w Cannes zobowiązuje. Zdobycie tak ważnej nagrody może niekiedy jednak podłamać nasze zdanie o filmie po wyjściu z ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 20%