Recenzja filmu

4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007)
Cristian Mungiu
Anamaria Marinca
Laura Vasiliu

Opowieści ze "złotego wieku"

Film Cristiana Mungiu to arcydzieło. Nie wstydźmy się użyć tego słowa, zwłaszcza że większość krytyków i recenzentów się go boi i tym bardziej że jest ono na miejscu. W dzisiejszym kinie wciąż ...
Film Cristiana Mungiu to arcydzieło. Nie wstydźmy się użyć tego słowa, zwłaszcza że większość krytyków i recenzentów się go boi i tym bardziej że jest ono na miejscu. W dzisiejszym kinie wciąż powstają arcydzieła zdolne poruszać uniwersalne problemy i odsłaniać nowe sensy.

"4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" to film mocno osadzony w społeczno-historycznych realiach, prowokujący do dyskusji o dwóch najważniejszych problemach naszych czasów (tych na szczęście przeszłych i tych obecnych): komunizmie i aborcji. Dodatkowo jest świetnie wyreżyserowany, wyśmienicie zagrany i szokujący emocjonalnie.

Gabita (Laura Vasiliu) zachodzi w ciążę. Widziała już losy koleżanek, samotnych matek, których życie po urodzeniu dziecka kończyło się pracą u rodziców na wsi. Postanawia wiec usunąć płód i prosi o pomoc przyjaciółkę z pokoju akademickiego, Otilię (Anamaria Marinca). Razem organizują spotkanie z poleconym przez lekarzem, który ma wykonać zabieg.

Mungiu nie stara się być obrońcą ani oskarżycielem postępowania dwóch kobiet - jest za to niezwykle wrażliwym i stale obecnym obserwatorem. Nie stosuje przy tym półśrodków, bo takowych w danej sytuacji politycznej nie było. Świat był silniejszym lub słabszym odblaskiem czerni lub bieli. Z jednej strony jest więc ujęcie martwego płodu, leżącego na podłodze w toalecie, a z drugiej prawo do samostanowienia kobiet o swoim życiu. Przypomnijmy, że podczas dyktatorskich rządów byłego prezydenta Rumunii, Nicolae Ceausescu, kobiety stały się maszynami do rodzenia dzieci. Chcąc stworzyć "złoty wiek" i wzmocnić siłę swego narodu, Ceausescu wprowadził całkowity zakaz (złamanie go groziło wieloletnim więzieniem) dokonywania aborcji i powszechnie nawoływał do rozmnażania się (kłaniają się poglądy jednej z obecnych partii politycznych). Jednak "złoty wiek" przyniósł dokładnie odwrotne do zamierzonych skutki. Podziemie aborcyjne z każdym miesiącem rozrastało się do niebotycznych rozmiarów i pochłaniało kolejne ofiary (liczba ofiar wskutek źle przeprowadzonych "operacji" sięgnęła 500 tysięcy). Wszystko to doprowadziło do uprzedmiotowienia kobiet, sprowadzenia ich do pierwotnej roli bez żadnej alternatywy. Wsparcie mogły one znaleźć tylko w sobie, gdyż mężczyźni albo je wykorzystywali (postać lekarza), albo zwyczajnie nie rozumieli (chłopak Otilii). Mają tylko siebie i skłonne są do nadzwyczajnych poświęceń. Dlatego właśnie Otilia odda swoje ciało obleśnemu doktorowi, na łasce którego znalazły się obie dziewczyny. Sytuacja ta wymaga solidaryzmu, bo przecież nikt oprócz innej kobiety nie pomoże.

Film Mungiu to nie tylko opowieść o skrajnej samotności kobiet, lecz także niezwykle celna metafora komunizmu jako wszechobecnej, wszechwładnej siły, wykradającej prywatność nawet z najbanalniejszych życiowych sytuacji i czynności. I nie chodzi tu nawet o wszelką kontrolę, ciągłą legitymizacje w każdym miejscu (egzamin w szkole, każde wejście do hotelu, mimo zarezerwowanego pokoju), a wnikanie pozornie niewinnej inwigilacji, między rodzinę i przyjaciół - co obrazuje genialna scena telefonu Otilii do Gabity z pozornie niewinną asystą jej (Otilii) chłopaka i jego ojca. Zresztą cale przyjęcie, na którym rozgrywa się wyżej wymieniona sytuacja jest jednym wielkim odbiciem, niby uśpionych, quasi-idei, odbierających wolność wypowiedzi i zachowań. Duszność i absurdalność tego świata sprawiają, że staje się on miejscem wegetacji wyplenionym z barw i radości życia.

W świetle ustroju politycznego głębszego wymiaru nabierają pytania o etyczne konsekwencje podejmowanych wyborów. Pytania, w jaki sposób jesteśmy w stanie określić granicę, kiedy embrion staje się człowiekiem; czy decyzje o aborcji można uznać za prawo wolnej jednostki, czy za zwykłe morderstwo? Komunizm nie zakładał możliwości zadawania pytań, nakładał na wszystkich i wszystko cudowną otoczkę "złotego wieku", kokon, który skutecznie maskował wszelkie problemy i roztaczał aurę wszechobecnej szczęśliwości. Tylko na twarzach ludzi nie było widać uśmiechów.

Sebastian Pytel
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
76% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
Festiwal w Cannes to z pewnością jedna z nielicznych imprez, która w jakichś niewielki sposób może równać się z Oscarami. Podobnie jak z galą odbywającą się co roku w Los ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 50%
Od tego filmu oczekiwałem bardzo dużo. Złota Palma w Cannes zobowiązuje. Zdobycie tak ważnej nagrody może niekiedy jednak podłamać nasze zdanie o filmie po wyjściu z ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 20%