Recenzja filmu Deerskin (2019)
Quentin Dupieux

Poza szlakiem

78-minutowy film nie udaje, że chce być czymś więcej, niż absurdalną czarną komedią całkiem opartą na jednym koncepcie.
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
  • recenzja kinowa Deerskin (2019)
Mężczyzna w średnim wieku zatrzymuje się na stacji benzynowej, zdejmuje z siebie sztruksową marynarkę i próbuje ją spuścić w sedesie. Następnie dojeżdża do domu na pustkowiu, wyciąga 7500 euro w gotówce i wręcza je właścicielowi domu. Ten w zamian wręcza mu kurtkę, a do tego dodaje starą kamerę gratis. Tak rozpoczyna się nowy film francuskiego twórcy komedii Quentina Dupieux, który miał swoją premierę w tegorocznej sekcji Quinzaine des Réalisateurs w Cannes. W główną rolę wcielił się Jean Dujardin, zdobywca Oscara za pierwszoplanową rolę w "Artyście" Michela Hazanaviciusa, znany przede wszystkim z głównych ról komediowych. W tej historii jednak zdecydowanie ważniejsza okaże się kurtka jego bohatera Georgesa.

Georges przejawia niezdrowe zainteresowanie swoim nowym nabytkiem.  Nieustannie przegląda się w lustrze w pokoju hotelowym, w którym się zatrzymuje, a w miejscowym barze zagaduje o nią dwie kobiety. Ponadto opowiada im, że jest reżyserem i przybył do ich miasteczka na pustkowiu, żeby kręcić film (ma w końcu kamerę!). 

Pora jednak przedstawić główną bohaterkę. Przede wszystkim należy podkreślić, że jest zabójczo stylowa, co Georges nieustannie powtarza. Wykonana w 100% ze skóry jelenia (ang. deerskin), o jasnobrązowym kolorze, nieco przykrótka, z długimi frędzlami na piersiach i plecach. Georges tak jest nią zachwycony, że zaczyna marzyć o świecie, w którym nie ma żadnych innych kurtek.

78-minutowy film nie udaje, że chce być czymś więcej, niż absurdalną czarną komedią całkiem opartą na jednym koncepcie. Fabuła nakreślona jest minimalnie: Georges zaczyna filmować swoje poczynania, a miejscowa barmanka (w tej roli Adèle Haenel, odtwórczyni głównej roli w "Portrecie kobiety w ogniu" Céline Sciammy) pomaga mu w realizacji filmu. Postaci są niepogłębione, a nawet interpretacja obsesji Georgesa na punkcie skóry jelenia zostaje w pewnym momencie częściowo wytłumaczona. Barmanka sugeruje bowiem Georgesowi, że jego film opowiada o potrzebie schowania się w skorupie, żeby czuć się chronionym przed światem. Reżyser niepewnie przytakuje.

Imponuje fakt stworzenia filmu na tak dziwnym koncepcie bez rozwijania jakichkolwiek wątków pobocznych, w konsekwentnie utrzymanym stylu przygaszonych, ciepłych barw, które świetnie komponują się ze skórą jelenia. Warto go zobaczyć, żeby zboczyć na chwilę z filmowego szlaku na dalekie peryferia absurdu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).