Recenzja filmu

Exotic (2026)
Sonja Orlewicz-Zakrzewska

Baboczułość

Twórczyni "Exotic" ma piękne intencje – chciałaby, aby każdy z bohaterów i odbiorców filmu przestał uparcie porównywać się do innych, otwierając się szczerze na własne pragnienia. 
Baboczułość
Sporadycznie wychodzę z seansu polskiego filmu naładowana dobrą energią. Nieczęsto znajduję w jego napisach końcowych dedykację dla Jonasa Mekasa, Paris Hilton, Kendricka Lamara, Patti Smith czy Britney Spears. Jeszcze rzadziej oglądam na żywo pokaz Exotic Pole Dance w pełnej sali kinowej. Z tych i kilku innych powodów, premierę debiutu Sonji Orlewicz-Zakrzewskiej na 26. Nowych Horyzontach, wzbogaconą występem tancerki Martyny Dominikowskiej, muszę potraktować nadzwyczaj wyjątkowo.


Debiutanci lubią czerpać inspiracje z własnego życiorysu. Czasami robią to, bo nie mają niczego ciekawego do powiedzenia. Na szczęście nie dotyczy to Orlewicz-Zakrzewskiej, która swoją żywą pasję do akrobatyki na rurze przekuła w uniwersalną, ultradziewczyńską historię o wyboistej drodze do samoakceptacji. Dzięki Jaśminie Polak, odtwórczyni roli Mili, a prywatnie przyjaciółce reżyserki, scenariusz "Exotic" zyskał przewrotny i zabawny punkt wyjścia. Gdy ta pierwsza nieoczekiwanie "wystawiła" kumpelę w przeddzień ich wspólnego wyjazdu na obóz pole dance, druga, po niespełna dwóch miesiącach treningów, zdecydowała się pojechać sama. Po pierwszym udanym turnusie, przyszedł kolejny wraz z pomysłem na debiut, a później trzeci i czwarty, podczas którego powstał film.

Już w pierwszych minutach opowieści Orlewicz-Zakrzewska odsłania nam swoje najmocniejsze karty: naturalne dialogi, żywiołowy casting oraz milenialski humor balansujący na granicy żenady, krindżowego mema i radosnej głupawki. "Exotic" stoi monologiem wewnętrznym Mili, która jak na neuroatypową przedstawicielkę pokolenia Y przystało, uprawia uporczywy overthinking, żonglując w głowie filozoficznymi rozterkami o życiu i żartami o defekacji. Aksamitny głos Jaśminy Polak mimowolnie więc kojarzy się widzom z mniej lub bardziej błyskotliwymi komentarzami lektora telewizyjnych reality shows. "Exotic" nie trafi w gusta każdego – jeden okazyjnie parsknie śmiechem, drugi od konwulsyjnego chichotania zrobi się czerwony jak burak (np. facet siedzący obok mnie w kinie). Scenariuszowi nie brakuje dłużyzn, poza tym czuć, że twórcy bardzo chcą przeczytać w recenzjach, że ich film jest: "cool", "świeży", "arcyzabawny". Mimo to "Exotic" jawi się jako pierwsza polska produkcja od lat, którą narracyjnie i koncepcyjnie można by przyrównać do "Fleabag" czy "Dnia świra".


Dzięki autobiograficznej prawdzie Orlewicz-Zakrzewska bezpretensjonalnie i czule opowiada w "Exotic" o rzeczach dotyczących niemal każdej z nas. W pierwszej kolejności o wstydzie – za swoje ciało i każdą odstającą fałdkę na brzuchu; za głupie myśli przychodzące do głowy i bycie społecznie niezręczną; za niskie poczucie własnej wartości oraz talent do bycia najostrzejszą krytyczką siebie. Wstyd to zresztą najlepszy przyjaciel głównej bohaterki filmu. Mila niby akceptuje własne słabości, ale gdy tylko pojawia się okazja, by siebie za coś zbesztać, dziewczyna nie daje za wygraną. Niby ma wspierającego chłopaka, Aleksa (Bartosz Bielenia), ale ten pod maską hypemana-feministy kryje politowanie wobec jej nowego hobby i wszelkich przejawów emancypacji. Ich (nie)szczery związek bawi i smuci jednocześnie, tak jak i wszystkie momenty, w których bohaterka usiłuje rozwinąć skrzydła.   

Nadmorski obóz pole dance przynosi protagonistce szereg niebanalnych atrakcji. W pokoju czekają ją nowe damsko-damskie znajomości w postaci młodej mamy, Sandry (Magdalena Koleśnik), oraz imprezowiczki z Ibizy, Lucy. Pierwsza cudem znalazła czas na samorozwój – w pieluchach, znoszonych dresach i obiadkach dla męża dawno zatraciła już swoją kobiecość i życiowe aspiracje. Druga, stawia na brutalną szczerość wobec innych, ale sama pozostaje zamkniętą księgą. Fałszywa pewność siebie oraz akcent rodem z "Żon Hollywood" to część performatywnej osobowości, która ma uchronić ją od wszelkiej krzywdy. Pod czujnym okiem mistrzów i mistrzyń dyscypliny Mila uczy się nowych układów oraz własnego seksapilu. W czasie posiłków obserwuje zamyślonego Kelnera (Hubert Miłkowski) oraz nieśmiałą Kelnerkę (Karolina Kowalska), którzy zamiast zmywać gary i serwować schabowe staruszkom, marzą o wyzbyciu się wstydu na rurce, i to w kilkunastocentymetrowych kozaczkach na platformie. 


Choć każda z postaci wydaje się do bólu przerysowana, z łatwością zyskuje sympatię widzów. Może dlatego, że twórczyni "Exotic" ma piękne intencje – chciałaby, aby każdy z bohaterów i odbiorców filmu przestał uparcie porównywać się do innych, otwierając się szczerze na własne pragnienia. Słowem klucz staje się tu "pozytywność" odmieniona przez najróżniejsze znane nam przypadki. Sekspozytywność, psychopozytywność, neuropozytywność, ciałopozytywność – do wyboru, do koloru. Nazywaj to jak chcesz, po prostu bądź sobą – płynie morał z debiutu Orlewicz-Zakrzewskiej, która jako pierwsza w rodzimej kinematografii tłumaczy, że pole dance to coś znacznie więcej niż "kręcenie dupą" (cyt. użytkownika portalu internetowego). Reżyserka odziera temat ze społecznego tabu, pokazując, ile psychicznych i fizycznych znojów znoszą na co dzień profesjonalni tancerze i tancerki, by stworzyć niepowtarzalne show na styku tańca, performansu i fitnessu. 

Filmowczyni zdaje sobie sprawę z polaryzującej magnitudy rury, dlatego nie waha się stawiać ważkich pytań: czy pole dance odbiera kobietom sprawczość lub podmiotowość? Czy pozowanie z odjechanym motocyklem w seksownych kozakach czyni z nas blachary, a skąpy strój – jawnogrzesznice? Mila doskonale zna odpowiedzi, ale przez podcinającego jej skrzydła chłopaka zaczyna powątpiewać we własny feminizm oraz poczucie wartości. Aby dodać otuchy bohaterce oraz przekonać wszystkich nieprzekonanych, debiutantka oddaje głos Jonasowi Mekasowi, ojcu chrzestnemu amerykańskiego kina eksperymentalnego, który w swoim youtubowym pamiętniczku sprzed niemal 20 lat mówi: "zmiana zdania jest najlepszą rzeczą na świecie". Na koniec przesyła wiadomość do wyszydzanej przez media Paris Hilton, która w 2007 roku po trzech tygodniach odsiadki wyznała światu, że jest "odmienioną kobietą". "Ja Ci wierzę, Paris" – kwituje Mekas. Czyż to nie wzruszające mrugnięcie okiem do fanów arthouse’u i zarazem wszystkich powątpiewujących w siebie kobiet? 


"Exotic" wychodzi poza ramy ironicznego komediodramatu, aspirując do socjologicznego portretu polskości i jej niechęci do zmian. Zakopując międzypokoleniowe podziały, buńczuczna reżyserka skutecznie zachęca nas do wyzbycia się wstydu i praktykowania siostrzeństwa. Dlatego ostrzegam: bardzo możliwe, że pierwszą rzeczą, jaką zrobicie po wyjściu z seansu, będzie uderzenie w parkiet do piosenki "Lubelski Full" lub zapisanie się na obóz pole dance. Jesteście na to gotowe?
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?