Recenzja filmu

Gettysburg (1993)
Ron Maxwell
Jeff Daniels
Tom Berenger

Gdyby mity mogły ożyć

W apogeum amerykańskiego kina dramatycznego, czyli latach 90., amerykańscy twórcy zdążyli nakręcić heroiczno-batalistyczny fresk,  o przełomowej bitwie własnej wojny domowej. Film, który w
W apogeum amerykańskiego kina dramatycznego, czyli latach 90., amerykańscy twórcy zdążyli nakręcić heroiczno-batalistyczny fresk,  o przełomowej bitwie własnej wojny domowej. Film, który w następnej dekadzie nie miałby już racji bytu, nie byłby politycznie poprawny, a jeśli nie powstał wcześniej, to być może także nie był politycznie poprawny. W latach 90. wiele rzeczy przemykało przez autocenzurę amerykańskiego kina.
Nie ma tu wymuszonych sądów nad słusznością jednej czy drugiej strony. Każdy ma swoje racje, które zostają wypowiedziane z wielu ust. Mamy południowych heroicznych romantyków i apologetów poszanowania prawa, czy umiłowania małej ojczyzny. Mamy idealistów z Północy, abolicjonistów, imigrantów wolnego wyboru. Najwięcej po obu stronach zapewne takich, którzy zmęczeni, starają się przeżyć wojenną awanturę i są gdzie są, bo nie wypada inaczej.

Miarą próby filmu, szczególnie kostiumowego czy historycznego, jest autentyczność. Pomijając drobne nieścisłości historyczne, świat przedstawiony prezentuje się, jakby czas się cofnął. Charakteryzacje aktorów wyglądają, niczym wyjęte z tamtego świata. Różnorodność i fantazyjność zarostu na twarzy przyprawiłaby dzisiaj niejednego barbera o zawrót głowy. Nawet statyści, w dużej liczbie zresztą rekonstruktorzy z zamiłowania, wyglądają imponująco i różnorodnie - w szczególności południowcy. Twarze są usmolone, mundury brudne. Pejzaże to zachowane do dzisiaj tereny parku historycznego wokół Gettysburga. Cała pirotechnika została odtworzona realnie. Długie szeregi piechoty i sceny zbiorowe, to prawdziwi ludzie. Być może walki w kłębowisku masy żołnierzy nie zawsze wyglądają realnie na zbliżeniach, ale wierzę, że trudno było to lepiej ogarnąć i powtarzać duble z setkami statystów.

Aktorom uwierzyłem praktycznie w ciemno i ani razu nie miałem wrażenia, że któryś mnie nabiera. Część gra oszczędnie, bez szarżowania, niczym pojedynczy trybik w całej bitewnej machinie, jak choćby Jeff Daniels, jako pułkownik Chamberlain. Jego przeciwieństwem jest barwny Stephen Lang, jako generał Pickett. Dialogi Toma Berengera (gen. Longstreet) z Martinem Sheenem (gen. Lee), to czysta przyjemność w formie i niejako ciekawski rzut oka za kulisy bogów - generałów. Na uwagę zasługuję świetnie napisana epizodyczna postać szpiega Harrisona (Cooper Huckabee), czy niezapomnianego, dobrodusznego generała Armisteada (Richard Jordan).

Na wyróżnienie zasługuje pompatyczno-bombastyczna muzyka Randy'ego Edelmana, która mimo, że pobrzmiewa gęsto, a film jest długi, przez swą różnorodność nie męczy, a wręcz przeciwnie - do końca podbija dramatyzm bitwy.

W kategoriach męskiego kina historyczno-wojennego - absolutnie nie można przegapić.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Gettysburg
Wielkie dzieło, tak w skrócie można określić ten film. I nie tylko pod względem czasu trwania, choć 4... czytaj więcej