Recenzja filmu

I stanie się koniec (1999)
Peter Hyams
Arnold Schwarzenegger
Gabriel Byrne

Nieukniona konfrontacja

Pamiętamy, jaki niepokój wywoływało w nas nadejście nowego milenium, jak wiele wtedy piosenek powstało w tym temacie, ile było strachu, ostrzegania przed zawieszeniem komputerów. Zwiększyła się ...
Pamiętamy, jaki niepokój wywoływało w nas nadejście nowego milenium, jak wiele wtedy piosenek powstało w tym temacie, ile było strachu, ostrzegania przed zawieszeniem komputerów. Zwiększyła się produkcja filmów o tematyce apokaliptycznej, jednym z nich jest właśnie "I stanie się koniec" Petera Hyamsa.
Zgodnie z legendą wybrana kobieta w ostatni dzień roku 1999 pocznie Antychrysta. Wysoko postawieni duchowni wiedzą o tym i z lękiem próbują zaradzić tej sytuacji. Następuje wśród nich rozłam, ponieważ jedna grupa uważa, że kobietę należy chronić, a druga, że zabić.

Do całej historii zostaje wplątany przypadkowo prywatny detektyw Jericho. Jest on człowiekiem, który wskutek tragicznych przeżyć, stał się rozgoryczony i pozbawiony wiary. Wybraną kobietą okazuje się 20-letnia Christine, którą opiekują się wyznawcy Szatana. Dziewczyna żyje w nieświadomości, dopóki nie zaczną prześladować ją koszmary i wizje. Kiedy Szatan przychodzi po nią pod koniec roku, by spłodzić Antychrysta, Jericho pomaga jej uciec, ale czy przed Szatanem da się w ogóle uciec?

Gabriel Byrne jako Książę Ciemności jest wyjątkowo mroczny, demoniczny, a jednocześnie obdarzony zaskakującym magnetyzmem. Najciekawsza staje się konfrontacja jego i Arnolda Schwarzeneggera jako Jericho, który jest bliżej przejścia na ciemną stronę, niżby się mogło wydawać. Niesłusznie obaj panowie zostali nagrodzeni Złotymi Malinami, ponieważ ich aktorstwo jest porządną robotą, rzadko można zobaczyć Schwarzeneggera, który częściej przeżywa konflikty moralne, aniżeli działa.

Klimat tego horroru jest wyjątkowo mroczny; przeważnie zdjęcia w ciemnej tonacji odzwierciedlające wszechobecny chaos i panikę przed zbliżającym się świętem. Sfera wizualna to niewątpliwie mocna strona; urzeczywistnienie koszmarnych wizji, monumentalny pejzaż oszalałego miasta, bardzo efektowne sceny, jak rozgrywka Jericho i Szatana w pokoju, konfrontacja zła i dobra w Kościele. Co ważne, tego typu zdarzenia, poprzedza napięcie, chwilowe wyciszenie.

Nie nazwałabym "I stanie się koniec" typowym filmem akcji (co można by sądzić po obsadzeniu Schwarzeneggera), w którym jak w "Constantine" stara się zwalczyć zło silną pięścią i pistoletem. Tutaj najważniejsza walka następuje w samym człowieku, okazuje się jak potężne demony może kryć nasza dusza.

To, co wyczuwalne w "I stanie się koniec" to zagubienie, brak oparcia, świadomość własnej maleńkości, strach przed apokalipsą - niby tylko amerykański film, ale czy nikt z nas nie doświadczył takich uczuć? Zwłaszcza tuż przed zbliżającym się rokiem 2000, kiedy wchodziliśmy w nowe tysiąclecie...
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
69% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (36 głosów).
Udostępnij:
9 stycznia 2000 roku. Taką datę pokazuje komputer, na którym właśnie piszę te słowa. A więc koniec się nie stał. Przynajmniej dla tych, którym udało się nie umrzeć ze ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 46%