Recenzja filmu

Lawendowe wzgórze (2004)
Charles Dance
Judi Dench
Maggie Smith

Za późno na miłość

Akcja filmu toczy się w Kornwalii w 1936 roku. Europa wrze, ale tu życie toczy się swoim rytmem i rzadko zdarza się coś niezwykłego. Aż do dnia, kiedy Janet i Ursula - dwie siostry w podeszłym ...
Akcja filmu toczy się w Kornwalii w 1936 roku. Europa wrze, ale tu życie toczy się swoim rytmem i rzadko zdarza się coś niezwykłego. Aż do dnia, kiedy Janet i Ursula - dwie siostry w podeszłym wieku znajdują na plaży rozbitka, który okazuje się Polakiem uciekającym z Europy. Andrea, podobnie jak Janet, władający trochę niemieckim, staje się w domu sióstr mile widzianym gościem, a w miarę upływu czasu - domownikiem. Okazuje się, że młodzieniec jest niezwykle utalentowanym skrzypkiem, który dzięki swojej muzyce zjednuje sobie sympatię mieszkańców wioski. Jest wśród nich malarka, Olga, piękna i interesująca kobieta, która postanawia pomóc młodemu człowiekowi w karierze. Prędzej czy później młodzieniec będzie musiał opuścić dom sióstr, ale nie będzie to łatwe, zwłaszcza że dla Ursuli chwile spędzone w jego obecności zdają się mieć ogromne znaczenie.

"Lawendowe wzgórze" w reżyserii Charlesa Dance wchodzący na nasze ekrany w cyklu "Plus dla Konesera" to film szczególny. Kameralna, utrzymana w bajkowej konwencji historia opowiada o uczuciach, które przychodzą za późno, kiedy wydaje się, że na nic już nie warto czekać. Mimo swej romantyczno-nostalgicznej otoczki "Lawendowe wzgórze" nie jest kinem familijnym, za dużo tu niuansów i subtelnie zarysowanych emocji. Wiele w filmie opiera się na niedopowiedzeniach, spojrzeniach, gestach. Niewiele mówi się tu o uczuciach, ale to one są na pierwszym planie.

Trudno mówić o ogromnym wrażeniu, jakie pozostawia ten obraz, ale ma on niewątpliwie wszystkie cechy, które powinien posiadać kameralny film o miłości, a przy tym skutecznie ucieka od sentymentalizmu. Choć zdarzają się sceny, kiedy ta proporcja między poetyckim opisem pewnych stanów a próbą wyciśnięcia łez zostaje zachwiana, to jest ich niewiele i na szczęście filmu nie dopadł syndrom przesłodzenia.

Największą zaletą "Lawendowego wzgórza" jest świetne aktorstwo, zwłaszcza Judi Dench w roli przeżywającej spóźnioną namiętność Ursuli jest doskonała.
Pełne uroku zdjęcia i wspaniała muzyka klasyczna dopełniają całości, tworząc niepowtarzalny klimat, jaki cały czas obecny jest w tej subtelnej, spokojnej opowieści. Polecam wszystkim miłośnikom kameralnego kina.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
95% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (103 głosy).
Udostępnij: