Mimo że w dalszej części bohaterowie muszą walczyć o przetrwanie, to momentów podnoszących ciśnienie nie ma tu wiele. Za to tych, w których wybuchamy śmiechem – całkiem sporo. Nie widzę sensu w
On (Dylan O'Brien) jest przystojny, popularny i właśnie przejmuje firmę po ojcu. Ona (Rachel McAdams) od lat haruje na obiecany awans, a poświęcając całe życie tabelkom w Excelu, zaniedbuje siebie i relacje z innymi. W idealnym scenariuszu on zauważyłby jej zalety, a ona rozkwitła u jego boku, pokazując swój pełny potencjał – razem prowadziliby lukratywny biznes i zadbali o szczęście domowego ogniska. W "Pomocy" Sama Raimiego dzieje się jednak coś innego – on chce się jej za wszelką cenę pozbyć, by awansować kumpla, a ona dalej naiwnie wierzy, że jeśli udowodni swoją wartość, to wszechświat wyciągnie do niej pomocną dłoń. W momencie, gdy uświadamia sobie, że będzie inaczej, los rzeczywiście daje jej osobliwy znak – doprowadzając do katastrofy samolotowej i zsyłając na bezludną wyspę u boku pomiatającego nią szefa.
Kto oczekuje po seansie "Pomocy" rasowego horroru lub thrillera, ten może się srogo zawieść. Wszystko jest tu podporządkowane specyficznej przerysowanej konwencji: cała groza sytuacji została bowiem wzięta w ironiczny cudzysłów. Widać to już w sposobie zaprezentowania postaci – ich cechy fizyczne i charakterologiczne są kiczowato wyolbrzymione. O tym, że nie powinniśmy traktować wszystkiego zbyt poważnie, świadczy najlepiej scena katastrofy samolotowej – zbudowana na komediowym fundamencie, wykorzystująca absurdalne pomysły i bezceremonialnie przekłuwająca balonik suspensu. Później te środki zostają wykorzystane jeszcze kilkukrotnie (np. w scenie z dzikiem).
Mimo że w dalszej części bohaterowie muszą walczyć o przetrwanie, to momentów podnoszących ciśnienie nie ma tu wiele. Za to tych, w których wybuchamy śmiechem – całkiem sporo. Nie widzę sensu w szukaniu tu wiarygodności – chodzi o dobrą zabawę, a ta często z pełną premedytacją poświęca logikę na rzecz spektaklu. Choć Sam Raimi wielokrotnie w przeszłości łączył horror i komedię (chociażby w serii "Martwe zło"), raz nawet opowiadał już o skutkach katastrofy samolotu (w znacznie poważniejszym "Prostym planie"), to humor w "Pomocy" jest nadrzędny i smoliście czarny. Reżyser z jednej strony wyśmiewa korporacyjne konwenanse, pokazując, że poza biurem role mogą się szybko odwrócić, a z drugiej – bawi się również konwencją kina survivalowego, czyniąc z szarej myszki heroinę, która poradzi sobie w każdych warunkach dzięki namiętnemu oglądaniu reality show o przetrwaniu.
To spektakl rozpisany na dwójkę aktorów. Rachel McAdams i Dylan O'Brien zgrabnie dostosowują sposób gry do zmieniającej się tonacji filmu. Każde z nich ma tu wiele twarzy, bo każde próbuje w nietypowej sytuacji ugrać coś dla siebie, często wbrew interesowi drugiego rozbitka. To ciągła zabawa w kotka i myszkę, w którą zostaje wciągnięty również widz: próbujący przewidzieć kolejne ruchy postaci, odgadnąć ich prawdziwe intencje i zdecydować się, komu tu kibicować. Nominowana do Oscara za "Spotlight" McAdams doskonale odnajduje się zarówno w roli zahukanej pracownicy korpo, jak i gotowej na wszystko lwicy, której przyjemność sprawia polowanie na dzikie zwierzęta. Wyzwolona z biurowych godzin pracy odnajduje radość z życia, promienieje po zrzuceniu ciężkiego makijażu i sztywnego formalnego stroju. O’Brien z kolei najlepszy jest w roli ofiary pozbawionej wszystkiego, co świadczyło o jego podmiotowości – w pamięć zapada zwłaszcza sekwencja montażowa, w której aktor doskonale wygrywa kolejne emocje, będąc zdanym (niczym w "Misery") na łaskę opiekującej się nim kobiety.
"Pomocy" można zarzucić wiele: powierzchowną satyrę na korporacje i obecną tam mizoginię, zbytnie umiłowanie niezręcznego humoru (mamy tu najbardziej obrzydliwą scenę resuscytacji od czasu "Coś" Johna Carpentera) czy wreszcie niewykorzystanie gatunkowego potencjału. Jednocześnie, gdy podejdzie się do tego filmu nie jak do kina grozy (marketing produkcji może wyrządzić jej krzywdę), a do czarnej komedii, to można się na nim dobrze bawić. Oczywiście najlepszy jest wtedy, gdy Raimi zdejmuje nogę z hamulca i przypomina o swoich B-klasowych korzeniach. Wspomniane sceny z samolotem czy dzikiem (wierzę, że to sztuczne CGI to świadoma decyzja, a nie wypadek przy pracy), a także krwawa jatka w trzecim akcie są pokazem bezczelnego humoru i brawury. Szkoda, że reszta produkcji nie ma równie ożywczej energii – w "Pomocy" mamy tylko migawki "starego Raimiego", a chciałoby się go zobaczyć więcej.