Recenzja wyd. DVD filmu

Rajdersi (2002)
Gérard Pirès
Stephen Dorff
Natasha Henstridge

Ekstremalnie, ryzykownie, niebezpiecznie

Doskonała akcja, piękne zdjęcia i średnia gra aktorska. Na pewno nie jest to film, który wszystkim widzom przypadnie do gustu. Jedni uznają go za słaby, inni za dzieło sztuki. Zdarzają się filmy, ...
Doskonała akcja, piękne zdjęcia i średnia gra aktorska. Na pewno nie jest to film, który wszystkim widzom przypadnie do gustu. Jedni uznają go za słaby, inni za dzieło sztuki. Zdarzają się filmy, które są interpretowane na wiele sposobów, w zależności od poczucia humoru i nastroju widza. "Riders" właśnie do takich należy.

Fabuła filmu jest całkiem prosta. Grupka złodziei napada dzień po dniu na bank i furgon z pieniędzmi. Używają dość niekonwencjonalnych metod, m.in. ucieczki na wrotkach czy nurkowania. Wszystko pięknie do dnia, kiedy padają ofiarą szantażu. Tajemniczy mężczyzna żąda od nich obrabowania furgonu policyjnego przewożącego dużą ilość pieniędzy. Tak właśnie rozpoczyna się napad ich życia.

Atutem filmu jest akcja. Już od pierwszej sceny widz zdaje sobie sprawę, że na pewno nie będzie się nudził. Cały czas coś się dzieje i tylko nieliczne sceny pozwalają nam na chwile oddechu. Może się jednak wydawać, że film jest złożony bez ładu i składu tylko po to, aby cały czas akcja nie ustępowała. Lepiej byłoby gdyby twórca poszerzył film z 80 na 100 minut. Dialogi nie są zbyt rewelacyjne i nie powalają na kolana. Czasem nawet typowe i przewidywalne. W filmie można również znaleźć odrobinę humoru.

Największym plusem jaki zauważyłam w filmie jest muzyka. Doskonale dopasowana do wydarzeń, podkreśla klimat filmu. Andy Gray spisał się na medal. Na szczególne brawa zasługuje końcowa piosenka "Daydream In Blue" zespołu I Monster.

Przejdźmy teraz do gry aktorskiej. Wśród czołówki zdecydowanie wybija się Stephen Dorff. Po raz kolejny prezentuje dokonała formę i podkreśla atuty swojej roli. Widać że w gatunku akcja-sensacja Dorff czuje się najlepiej. Natasha Henstridge, wcielająca się w rolę policjantki Karen, nie popisała się zbytnio swoja rolą. Nie pojawia się w wielu scenach, a jeśli już, to nie zwraca na siebie zbyt dużej uwagi. Jeszcze większą klapę dał filmowy porucznik Jake Macgruder, czyli Bruce Payne. Aktor wciela się w rolę pozera, co mu absolutnie nie wychodzi. Stara się swoją osobą przypominać nieco Jamesa Bonda, ale raczej budzi śmiech i litość. Może lepiej powinien dać sobie spokój z tego typu filmami i wrócić do odgrywania ról seryjnych morderców.

Ogólnie film jest dobry. Mimo wszystko nie można nazwać go doskonałym, na pewno znajdą się jego zwolennicy jak i liczni przeciwnicy. Reżyser Gerard Pires nie pokazał raczej nic nowego, ale nie zawiódł przy tym swoich fanów.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
70% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij: