Recenzja filmu

Renaissance (2006)
Christian Volckman
Jerome Causse
Leslie Woodhall

Blade Runner odwiedza Sin City

Szykowany przez sześć lat animowany "Renaissance" francuskiego reżysera Christiana Volckmana jeszcze na długo przed premierą wzbudzał olbrzymie zainteresowanie widzów. Autor w licznych wywiadach ...
Szykowany przez sześć lat animowany "Renaissance" francuskiego reżysera Christiana Volckmana jeszcze na długo przed premierą wzbudzał olbrzymie zainteresowanie widzów. Autor w licznych wywiadach mówił, że jego ambicją jest zrobienie europejskiej odpowiedzi na kultowego "Łowcę androidów", a publikowane co jakiś czas w internecie zdjęcia i zwiastuny pokazywały, że idzie mu to całkiem nieźle.

Niestety, z chwilą kiedy film trafił do kin entuzjazm widzów drastycznie opadł. "Renaissance" podzielił krytyków, którzy co prawda z reguły chwalili stronę wizualną dzieła Volckmana, ale narzekali na naiwny i schematyczny scenariusz. Francuski film wchodzi wreszcie i na nasze ekrany. Co prawda tylko w jednej kopii, ale przynajmniej część z was będzie mogła na własne oczy przekonać się, czy rzeczywiści "Renaissance" można nazwać rozczarowaniem.

Paryż, rok 2054. Policjant Barthélémy Karas otrzymuje polecenie odnalezienia uprowadzonej w tajemniczych okolicznościach Ilony Tasuiev - pracownicy potężnej korporacji Avalon. W miarę jak śledztwo posuwa się do przodu Karas odkrywa, że w sprawę w mieszani są pracownicy Avalon, a porwanie może mieć związek z tragicznymi wydarzeniami jakie rozegrały się w 2006 roku.

Po obejrzeniu filmu rzeczywiście muszę przyznać, że "Renaissance" pozostawia po sobie uczucie niedosytu. Niestety, w moim przekonaniu nie tylko ze względu na scenariusz, ale również i wykonanie.

Fabuła rzeczywiście jest schematyczna. Podobnych historii kino i literatura zna już wiele, ale to co przeszkadza najbardziej to wręcz nieprawdopodobny jej stopień komplikacji. Scenarzyści, których pod projektem podpisało się aż czterech, mnożą niepotrzebnie postacie, wątki i dialogi by doprowadzić nas do przewidywalnego, choć gorzkiego finału. Zabrakło w filmie błyskotliwych dialogów i zapadających w pamięć w kwestii, które wprowadziłyby nieco życia do ponurego świata wykreowanego przez reżysera.

Od strony technicznej "Renaissance" prezentuje się już dużo lepiej, ale też nie doskonale. Winę jednak ponosi za to już nie tylko reżyser, ale również technika w jakiej film został wykonany. Christian Volckman podczas sesji motion capture nagrał ruchy swoich bohaterów i na ich podstawie stworzył później ich animowane odpowiedniki. Zdecydował się przy tym na dość ryzykowne rozwiązanie. Film zrealizował w mocno skontrastowanych ze sobą czerni i bieli praktycznie w ogóle rezygnując z odcieni szarości. Uzyskał w ten sposób ciekawy wizualnie efekt, który doskonale sprawdza się w panoramicznych ujęciach pokazujących futurystyczny Paryż, ale znacznie gorzej wypada w przypadku bohaterów Twarze sylwetki ludzi przedstawionych w "Renaissance" często skrywa cień, ich twarze pozbawione są emocji, a całość niekiedy naprawdę ciężko się ogląda.

Nie zniechęcam jednak do oglądania obrazu Volckamana. Futurystyczna wizja świata przedstawiona przez reżysera ma w sobie coś wyjątkowego. Film potrafi ująć klimatem bezpośrednio nawiązującym do takich dzieł jak "Łowca androidów", "Metropolis", czy "Sin City". Nie jest doskonały, ale z całą pewnością zasługuje na uwagę.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
92% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
Rok 2054. W Paryżu każdy ruch i każdy gest jest kontrolowany, filmowany i skrupulatnie sprawdzany. Ilona Tasuiev, młoda, piękna i inteligenta pani naukowiec, zostaje ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 57%
Wystarczy rzut okiem na plakat, by przywołać cały wachlarz skojarzeń z innymi produkcjami ostatnich lat. "Sin City" Roberta Rodrigueza, jego pierwowzór (komiks Franka ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 100%