"Requiescant" to bardzo interesujący przykład spaghetti westernu. Nad dziełem czuwał sam Pier Paolo Pasolini: nie tylko jako scenarzysta i aktor, jak dowiemy się z listy płac, ale również jako
"Requiescant" to bardzo interesujący przykład spaghetti westernu. Nad dziełem czuwał sam Pier Paolo Pasolini: nie tylko jako scenarzysta i aktor, jak dowiemy się z listy płac, ale również jako przyjaciel reżysera. Nieuniknione było pojawienie się w filmie ideologicznych akcentów. By przemycić propagandowe treści zastosowano pewne środki właściwe zapata westernom. Całość jednak nie przynależy do tego gatunku, pozostając przede wszystkim kinem zemsty.
Głównym bohaterem okazuje się niepozorny młodzieniec: jedyny ocalały z masakry dokonanej przez bezlitosnego Fergusona na meksykańskich chłopach. Jako dziecko został on przygarnięty przez mieszczańską rodzinę. Gdy jego siostra trafia do niewoli nadchodzi moment spłaty długu wobec przybranych rodziców. Chłopak nadaje sobie imię Requiescant i wyrusza odbić porwaną, po drodze wymierzając sprawiedliwość wszystkim złoczyńcom.
Brzmi jak typowe spaghetti? Jednak znane nazwiska wśród twórców postarały się, by tak nie było. Prócz wspomnianej warstwy ideologicznej "Requiescant" wyróżnia się ponurym klimatem, który tylko chwilami zostaje zakłócony przez humorystyczne wstawki (zupełnie nietrafione zresztą). Jesienne barwy zdobią pola i ruiny, w których bytują udręczeni Meksykanie. Tymczasem przepych otacza bandytów bezkarnie nadużywających swoich praw. Niepokojący nastrój przejawia się wśród rozrywek jakimi raczą się czarne charaktery. Należą do nich pijaństwo, bicie kobiet i robienie z nich żywych dźwigni dla strzeleckich celów. W jednej ze scen główny bohater postanawia w odwecie zagrać z nimi w podobną zabawę. Owocuje to jedną z najlepszych sekwencji w całym filmie, stanowiącą westernową wersję rosyjskiej ruletki.
Aktorsko to na prawdę uczta. Największe wrażenie robi amerykańskich rodzynek w obsadzie, Mark Damon. Gra on bezlitosnego Fergusona, którego cechuje nie tylko brak empatii, lecz również wiara w kapitalistyczną ideologię, sprowadzającą jego poddanych do poziomu pozbawionych racji narzędzi. Raz po raz z jego ust możemy usłyszeć monologi broniące jego stanowiska, a dzięki temu Damon może dać pokaz swojego talentu. Kreacja jego przeciwnika, w wykonaniu Lou Castela wypada również przekonująco. Nie jest on ani typowym twardzielem, ani głupkowatym cwaniaczkiem. To pewny swych racji rewolwerowiec, który wie kiedy nie ma szans i musi się wycofać. Castel nadał swojej postaci indywidualne rysy. To się ceni.
W ostatecznym rozrachunku otrzymujemy rzecz oryginalną, na tyle na ile oczywiście potrafi być oryginalny spaghetti western. Pozostały tu bowiem stałe wyznaczniki gatunku, lecz podano je z całą masą dodatków. Finalnie taka produkcja zadowala zarówno miłośników Pasoliniego, jak i wielbicieli strzelanin. Cel twórców został tym samym osiągnięty.