Recenzja filmu

Roxanne (2013)
Valentin Hotea
Şerban Pavlu
Diana Dumbrava

Inwigilacja wczoraj i dziś

Na pierwszy rzut oka "Roxanne" nie robi większego wrażenia. Hotea spokojnie opowiada o życiowych dylematach Taviego. Kreślone przez niego relacje między bohaterami przywodzą na myśl seriale typu ...
Rumuńskie "Roxanne" ma szansę na dobre przyjęcie w naszym kraju. Film porusza bowiem kwestie, które znamy z własnego podwórka. Robi to też w sposób na tyle przewrotny, by uratować całość przed popadnięciem w odmęty telewizyjnego dramatu społecznego.

Akcja filmu Valentina Hotei rozgrywa się w 2009 roku. Główny bohater, Tavi, zgłosił się do rumuńskiego odpowiednika naszego IPN. U schyłku komunizmu w tym kraju był prześladowany przez bezpiekę. Teraz chce się dowiedzieć, kto na niego doniósł. Zamiast tego w dokumentach znajduje zapis zeznań Roksany, jego ówczesnej dziewczyny, a obecnie żony szkolnego przyjaciela. Ze złożonych przez nią wyjaśnień wynika, że w 1989 roku była w ciąży i że to Tavi jest ojcem. Mężczyzna jest zdumiony. Nie miał pojęcia, że 20-letni obecnie Victor może być jego synem. Nie potrafi przyjąć tego do wiadomości, zaczyna więc własne śledztwo, wciskając się w życie Victora, Roksany i jej męża.




Na pierwszy rzut oka "Roxanne" nie robi większego wrażenia. Hotea spokojnie opowiada o życiowych dylematach Taviego. Kreślone przez niego relacje między bohaterami przywodzą na myśl seriale typu "Na wspólnej" czy "M jak miłość". Tavi ma tu na głowie dawną miłość, która przez 20 lat go okłamywała, nową miłość, z którą nie potrafi przekroczyć kolejnego progu związku, matkę cierpiącą na Alzheimera i syna, o którym nie wiedział i który nie ma pojęcia o jego istnieniu. Gdyby tylko do tego sprowadzał się film Hotei, to nie byłby warty uwagi.

Reżyser miał jednak sposób na zwiększenie zainteresowania widza. Polegał on na sprytnej prezentacji zachowań bohatera. Tavi wchodzi w skórę agenta bezpieki. Zamiast jednak dokonywać wiwisekcji cudzych żyć na potrzeby państwa czy partii, robi to na osobisty użytek. Bezceremonialnie śledzi więc Victora i sprytnie wkupuje się w jego łaski. Co chwilę pojawia się u boku Roksany i jej męża pod różnymi pretekstami i manipuluje nimi (otwarcie lub skrycie) tak, by zdobyć interesujące go dane osobowe. W ten sposób reżyser nadaje bardziej ludzki charakter zachowaniom służb specjalnych komunistycznego reżimu, a samego Taviego czyni postacią moralnie dwuznaczną. Jest równie słaby jak ten, kto na niego doniósł. Obaj byli motywowani uczuciami, a nie wyższą racją.




Ciekawym kontrapunktem jest też wątek tracącej pamięć matki Taviego. Dzięki włączeniu go do filmu Hotea może zadać widzom pytanie o sens rozliczania się z przeszłością. "Roxanne" pokazuje, jak jedno kłamstwo stało się fundamentem świata dla wielu osób. Aby je teraz odsłonić, trzeba zaryzykować zniszczenie wszystkiego, co zostało na nim postawione. Czy gra warta jest świeczki, skoro prawda jest ulotna? Czy warto rozdrapywać rany, gdy ewentualna satysfakcja będzie trwała chwilę i koniec końców popadnie w zapomnienie?

W ten sposób o ostatecznej wartości "Roxanne" przesądza nie tyle sama filmowa historia, ile raczej pytania, jakie zasadza w widzu. Zastanawianie się nad odpowiedziami jest ciekawsze od samego seansu. Ale bez obejrzenia filmu pytania te mogłyby się nigdy nie pojawić i nie byłoby nad czym dywagować.
1 10
Moja ocena:
6
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
75% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
Udostępnij: