Mamy tu symbolikę rodem z baśni (a nawet mitu) – ale mamy też klocki, którymi lubi bawić się współczesny horror: głównie ciało, ciało, ciało. Wszystko spinają oczywiście demony psychoanalizy:
W "Pannach z Wilka" główny bohater wysiada z pociągu, przemierza sielski krajobraz i dociera do domku, w którym czeka go festiwal buzującego erotycznego napięcia. Gdyby jeszcze tylko w pociągowym kiblu wycisnął sobie pryszcza, tryskając prosto w kamerę, opis pasowałby jak ulał do "SICK".
Porównanie jest oczywiście mylące. Debiutująca reżyserka Agata Trzebuchowska, znana najlepiej jako tytułowa Ida z "Idy", odchodzi bowiem bardzo daleko od szacownego kina panów Wajdy czy Pawlikowskiego. Informacja na stronie festiwalu w Gdyni ostrzega, że film zawiera "niepokojące treści": "krew" oraz "seks". I to się zgadza. Z tym że wydzieliny nie kończą się tu na krwi i faktycznie ma to związek z seksem. Innymi słowy: nie wiem, czy widziałem wcześniej tak napalony polski film. A może po prostu nie wiem, czy widziałem wcześniej TAKI polski film.
Na pewno widziałem już jego elementy składowe. "Rodzeństwo w leśnej chatce ze staruszką" to przecież konwencja, która mieści w sobie wszystko, od "Jasia i Małgosi" braci Grimm po "Wizytę" (2015) M. Nighta Shyamalana – w "SICK" w sumie odzywa się jedno i drugie. Mamy tu przecież symbolikę rodem z baśni (a nawet mitu) – ale mamy też klocki, którymi lubi bawić się współczesny horror: głównie ciało, ciało, ciało. Wszystko spinają oczywiście demony psychoanalizy: jeśli Bruno Bettelheim pisał o "baśni menstruacyjnej", tu mamy ewidentnie "baśń kopulacyjną". Pamiętajmy, że już dziadek Freud poświęcił dużo papieru kwestii kazirodztwa.
Oto szesnastoletni Maks (Konrad Kąkol) i dziewiętnastoletnia Emma (Katarzyna Łubik) przyjeżdżają na Mazury, by zaopiekować się chorą babcią (Monika Niemczyk). Między rodzeństwem coraz intensywniej iskrzy, a ze starszą kobietą jest coraz gorzej. Ich ciała kwitną i buzują, jej ciało więdnie i stopuje. Jedne i drugie wydzielają soki – czy to witalne, czy agonalne.
W związku z tym fabułę "SICK" można by w sumie rozpisać na kolejne płyny ustrojowe: pot, ślina, łzy, sperma, wymiociny… Ale też na kolejne sensy tytułowego słowa. "Sick" znaczy przecież zarówno "chory", jak i "obrzydliwy", zarówno nazywa czynność wymiotowania, jak i jest komplementem: "sick", czyli "czadowy", "w dechę", "odjazdowy". Trzebuchowska radośnie wykorzystuje tę wieloznaczność i z premedytacją myli tropy. W taki też sposób opowiada historię: zamiast "czystej" fabuły z jasnym celem i przeszkodami, jest tu przekomarzanka, próba sił między bratem a siostrą – zresztą bardzo naturalnie, lekko zagrana przez Kąkola i Łubik. Krok w przód, krok w tył, krok w przód, skok w bok. Raz prawda, raz wyzwanie.
W rezultacie "SICK" ogląda się, jakby film reżyserował Grzegorz Ciechowski jąkający tekst piosenki "Zapytaj mnie, czy cię kocham", która gra sobie w jednej ze scen: "zapytaj mnie, zapy…, zapytaj, czy…". Ale to narracyjne "jąkanie" działa i wcale nie sprawia, że film kręci się w miejscu. Wręcz przeciwnie: wyjściowa sytuacja dyskretnie sobie ewoluuje i przepoczwarza się – a wraz nią nasze rozumienie tego, co oglądamy. Trzebuchowska nie konstruuje hiperprecyzyjnej dramaturgii, bo opowiada o czymś trudnym do zdefiniowania i zaszufladkowania. O czymś kosmatym.
Siłą rzeczy dużo "mówi się" tu więc niewerbalnie. Duszny, spocony nastrój budują długie ujęcia Macieja Edelmana, kręcące esy-floresy w klaustrofobicznej przestrzeni domku, oraz muzyka Macieja Sondija, oparta na jakichś niepokojących odgłosach, jękach i pulsującym basowym riffie. Rezultat jest bardzo sensualny: oglądasz, jakby kręciło ci się w głowie, a krew buzowała ci w żyłach. Ale ten wizualno-dźwiękowy rytm zarazem wciąga i dystansuje: gitara basowa nieraz dudni na pierwszym planie, niemal przysłaniając to, co oglądamy. W związku z tym nie ma tu efektu immersji, jakiej potrzebuje horror, żeby podprowadzić widza pod tzw. jump scare – nawet jeśli nie brakuje klasycznych migawek na przekradającą się w tle nagą babcię. Ale też Trzebuchowska celuje w inny, mniej "klasyczny" rodzaj horroru.
Widziałem już tu i tam porównania "SICK" do kina nurtu tzw. nowej francuskiej ekstremy. Zasadne o tyle, że, faktycznie, francuscy ekstremiści czerpali ze swoich bogatych transgresyjnych tradycji: surrealizmu, Georgesa Battaile’a czy markiza de Sade’a. Trzebuchowską – podobnie jak luźno łączone z tym nurtem Catherine Breillat, Claire Denis, Marinę de Van, Coralie Fargeat czy Julię Ducournau – też interesuje kwestia transgresji: horror jest tu przede wszystkim horrorem tabu. Powtórzę: "SICK" kręci się wokół tematu ciała i związanych z nim zakazów: wokół kwestii, kto, kiedy i gdzie może kogo dotykać. Na co dzień przecież nie podcierasz tyłka drugiej osobie – chyba że to osoba, która wymaga szczególnej opieki: dziecko, staruszek, chory. "SICK" bada właśnie te granice, szuka miejsc, w których zaczynają się zacierać: dzieci dojrzewają i stają się seksualne, babcia przejrzewa i zaczyna przypominać dziecko. Każdy z bohaterów w którymś momencie filmu rozbiera się przy drugiej osobie – pytanie: kiedy jest to ok, a kiedy nie? Inna sprawa, że zamiast francuskiej dekadenckiej pozy "SICK" proponuje raczej dawkę polskiej prozy.
I dobrze! Bo Trzebuchowska – chociaż celowo mąci – nie daje się ponieść mętnym metaforom i ładnie osadza historię w konkrecie. Oczywiście, opowieść o grzechu i zakazie obowiązkowo uruchamia tu symbolikę biblijną: mamy rajską przyrodę, boski autorytet, wężowe kuszenie. Ale wszystko to jest zdrowo uziemione w polskiej codzienności. Zamiast "boskiej" presji mamy zwykłą presję rodzicielską (jesteśmy w Polsce po Idze Świątek: Emma ma robić karierę w tenisie), a podchody między bohaterami toczą się w ramach prozaicznych aktywności: jedzenia jedzenia, kremowania kremem, esemesowania, googlowania wstydliwych chorób i, last but not least, kłótni, jaki film na DVD obejrzeć: "Shreka" czy może coś bardziej "edgy". Horror tkwi tu już w akcie uświadomienia sobie, jak niewiele dzieli bycie "sick" od bycia "normal".
Rocznik 1985, absolwent filmoznawstwa UAM. Dziennikarz portalu Filmweb. Publikował lub publikuje również m.in. w "Przekroju", "Ekranach" i "Dwutygodniku". Współorganizował trzy edycje Festiwalu... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.