Recenzja filmu Sala samobójców. Hejter (2020)
Jan Komasa

Hejters gonna hejt

Mateusz Pacewicz, scenarzysta "Hejtera", konstruuje z pytań wielokrotnego wyboru cały tekst. Nie zastępuje jednej odpowiedzi inną, nawleka motywacje bohatera na fabularny łańcuszek niczym ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
Chociaż Tomek (Maciej Musiałowski) opuszcza prawniczą uczelnię w niesławie plagiatora, na odchodnym prosi swoją promotorkę o autograf ("Zmieniła pani moje postrzeganie prawa" – deklaruje). Ostatnia deska ratunku? Samokrytyka, rzutem na taśmę? A może wysublimowane szyderstwo? Odpowiedź poznajemy już w kolejnej scenie, kiedy bohater wykorzystuje sygnaturę idolki, by urobić swoich bogatych mecenasów – inteligencką rodzinę z tradycjami, bywalców okrzepłej warszawskiej socjety. Czyli jednak cynizm? 

photo.title

Mateusz Pacewicz, scenarzysta "Hejtera", konstruuje z pytań wielokrotnego wyboru cały tekst. Nie zastępuje jednej odpowiedzi inną, nawleka motywacje bohatera na fabularny łańcuszek niczym wielobarwne koraliki. Zaś dzięki precyzyjnej reżyserii Jana Komasy wszystkie te barwy zmieniają raz po raz oblicze pierwszoplanowej postaci. Tomek nie ma wyboru – w świecie, do którego z racji klasowego rozdania nie należy, musi dynamicznie działać, ale też pozostać w ukryciu. Azyl znajduje "w internetach", na farmie trolli prowadzonej przez korporacyjną harpię (Agata Kulesza). Zaczyna się niewinnie, od podcięcia ścięgien internetowej królowej fitnessu. Ale że apetyt rośnie w miarę jedzenia, Tomek wspina się po społecznej drabinie coraz szybciej, ściąga za nogawki coraz większych, zaciska ręce na szczebelkach coraz mocniej. Gdzieś poniżej Polska – politycznie rozdarta, pulsująca nienawiścią, otulona dymem z rac, rozwibrowana niczym ul. 

Pytanie – od którego uciec nie można – o aktualność "Hejtera", rozbraja się w zasadzie samo; wystarczy spojrzeć na to, czym oddycha światowe kino. "Parasite", "Joker", "Na noże", "Nędznicy"… Tomek, podobnie jak bohaterowie wielu filmów ubiegłego sezonu, wyłania się z wolnorynkowego niebytu, by wyszarpnąć bogaczom z rąk złote widelce. Wbrew rozpowszechnianym tu i ówdzie teoriom, nie jest ani inkarnacją Filipa Mosza z "Amatora", który zamienił kamerę na smartfon, ani Lutkiem Danielakiem AD 2020, "Wodzirejem" nowej ery. To postać zszyta z kolektywnego strachu przed społeczną marginalizacją. I choć nie wszyscy jesteśmy psychopatami, to wszyscy możemy się w Tomku przejrzeć – zarówno jako beneficjenci kapitalistycznego układu, jak i ludzie, którzy znaleźli się po niewłaściwej stronie tęczy. I właśnie z tego powodu cały świat dookoła Tomka może pozostać zaledwie szkicem współczesności, rozpadać się na fotogeniczne toposy i figury, wznosić na banalnych opozycjach. Panny z dobrych domów, otyli reakcjoniści uzbrojeni w klawiatury, hipokryci z politycznego frontu, kabotyni sączący winko w galeriach sztuki – wszyscy zamieszkują tu rzeczywistość rodem z konkurencyjnych serwisów informacyjnych, zaś Pacewicz i Komasa sprawiedliwie leją ich bacikiem ironii. Ich asem (Jokerem?) w rękawie jest w końcu facet, na którego można zaprojektować dowolną frustrację, postać jednocześnie metaforyczna i wiarygodna psychologicznie. Twarz Musiałowskiego, której reżyser poświęca mnóstwo czasu, zamienia się na ekranie w pole psychomachii na sto dwa. Powieki drgają, kąciki ust unoszą się w grymasie złości, w oczach widać pustkę, nadzieję albo gorejącą determinację. Zazwyczaj wszystko naraz. 

photo.title

Postacią, która łączy "Hejtera" z pierwszą "Salą samobójców" grana przez Kuleszę Beata Santorska. To ona po śmierci syna przehandlowała resztki moralności za realną władzę nad ludzkim życiem i ciekawe, że to właśnie na jej drodze staje ktoś taki jak Tomek – ktoś, kogo mogłaby obarczyć całą winą, ale zamiast tego traktuje go jak zasłużoną karę. Wątek tej "sztafety cierpienia" nie tylko uzasadnia tytuł (no bo umówmy się, ta cała gra wideo w filmie to ponownie chybiony pomysł), ale też zamienia humanistyczny dyptyk Komasy w coś więcej niż sumę swoich składowych; mianowicie w spójną przypowieść o niewidzialnych ludziach oraz ich ledwie słyszalnym głosie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (163 głosy).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry