Recenzja filmu

Skalor: Planeta Robotów (1985)
Wally Burr
Pat Fraley
Victor Caroli

Survival na planecie robotów

Zarówno zabawki, jak i animacja sygnowane marką Robotix odniosły klęskę, ale ich twórcą oddać trzeba, że mieli niezwykle oryginalny pomysł i jedyne, czego im zabrakło to nieco więcej szczęścia.
Wielkie roboty podzielone na dwie walczące ze sobą frakcje, lata 80., głos Petera Cullena - jakie macie skojarzenia? "Transformers"? Tak, ale nie tylko. Identyczny opis pasuje także do "GoBots" oraz "Robotix" - legend polskiego VHSu.

"Skalorr - planeta robotów" - pod takim tytułem, razem z "Ogniem i lodem" Bakshiego, krążyła na polskich rynkach kopia tej mało znanej animacji opartej o serię jeszcze mniej znanych zabawek. W odróżnieniu od "GoBots" nie jest to jednak byle podróbka przygód najsłynniejszych robotów wszech czasów, lecz oryginalne podejście do tematu gigantycznych maszyn. Każda z nich funkcjonuje dzięki transferowi życia z ciał mieszkańców planety (przynależących do dwóch zwaśnionych raz - protektonów i terrakorów), którzy przeczekują zagładę ich świata w kapsułach hibernacyjnych głęboko pod ziemią. Mechy nie przemieniają się w samochody, nie zostały stworzone jako maszyny bojowe, lecz jako ciężki sprzęt budowlany, a przede wszystkim nie są zadowolone ze swojego nowego położenia. Kto z was byłby, gdyby pewnego dnia obudził się jako ogromny robot? Kolosy ze Skalorru różnią się od podobnych postaci tragedią wpisaną w ich istnienie, a także próbą odnalezienia nowej tożsamości w robo-cielskach.

Historia opowiedziana w "Robotix" jest oryginalna nawet jak na dzisiejsze standardy. Sporo w niej intrygujących smaczków, np. brak wyjaśnienia powodu ucieczki bandy facetów, którzy rozbijają się na Skalorr w pierwszych minutach filmu; potężny komputer (Compucore, w polskiej wersji Kompumama...) sterujący życiem całej planety czy nieźle zawiązana intryga z podmienianiem tożsamości poszczególnych robotów, przez co każdy w końcu staje się potencjalnym zdrajcą. Na szczęście główny wątek nie jest oparty o banalną walkę dobra ze złem. Odwieczna wojna dwóch ras zostaje zawieszona w imię zachowania życia na Skalorze, jednak po przeniesieniu osobowości najważniejszych postaci obydwu stron sporu w mechaniczne konstrukcje, konflikt odżywa i przypadkowo wplątani zostają w niego ludzie pochodzący najprawdopodobniej z Ziemi. Chociaż nie ma wątpliwości, kto jest dobry, a kto zły, nikt nie walczy ze złych pobudek. Każdej ze stron zależy wyłącznie na przetrwaniu, a kiedy walczy się o życie, wszystkie chwyty są dozwolone.

Twórcom nie udało się jednak uciec przed kilkoma schematami animacji z tamtej epoki. Największą bolączką jest całkowita jednostronność postaci, są albo złe do szpiku kości, albo anielsko dobre. Na przeciw siebie stają więc stuprocentowy Aryjczyk o dumnym imieniu Exeter Galaxon i czarnowłosy brodacz zwany Kanawk. Większość postaci nie dostaje nawet tyle, ich obecność na ekranie jest całkowicie bezosobowa (zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi). W konsekwencji "Robotix" faktycznie ma tylko trzech bohaterów: protektonów, terrakorów i ludzi. Pominięto indywidualne odczucia, tylko śladowo ukazano, kim były osoby, które przemieniono w roboty. Dobrym przykładem jest zaskakujący okrzyk Argusa: "Moja ukochana Narra", za czym nie idzie żadne rozwinięcie, retrospekcja czy jakiekolwiek inne nawiązanie do związku pomiędzy tymi postaciami.

Na uznanie zasługuje natomiast animacja. Jak na połowę lat 80. jest bardzo detaliczna, a postapokaliptyczny świat Skalorru pełen jest budzących niepokój scenerii. Niewiele produkcji sprzed trzech dekad może poszczycić się tak pięknymi tłami. Na uwagę zasługuje także realizm funkcjonowania gigantycznych maszyn. Nie są skoczne jak Optimus Prime i nie wykonują z łatwością ciosów karate jak Daimos. Przy każdym ich ruchu czuć ciężar, słychać jak pracują tłoki, a gdy walczą, sypią się śruby i odpadają części. Śmiem twierdzi, że nigdy wcześniej animowane roboty nie były tak bardzo robotami jak w "Robotix". Ponadto każdy ma skrajnie inną, niekoniecznie humanoidalną budowę, własny sposób poruszania się, odmienne syntezatory mowy. Niezbyt udanym pomysłem było tworzenie robota z mimiką (Narra), ale poza tym na Skalorr mieszkają jedne z najbardziej intrygujących machin w historii animacji.

"Robotix" wyraźnie zestarzało się i trzeba mieć bardzo otwartą głowę, żeby zachwycić się nim w 2014 roku. Z jednej strony podwyższam ocenę filmu z sentymentu do taśmy z domowej roboty podkładem lektorskim, z drugiej faktycznie można odnaleźć w historii protektonów i terrakorów cechy, jakich nie ma ani we wcześniejszych, ani we współczesnych filmach o robotach. Docenił to zresztą Marvel i swego czasu wydał komiks oparty o "Robotix". Gdyby tak jeszcze Marvel Studios porwało się na filmową adaptację...
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij: