Recenzja filmu

Strategia mistrza (2015)
Stephen Frears
Ben Foster
Chris O'Dowd

Bez hamulców

Kariera Armstronga obfitowała w tyle nieprawdopodobnych zdarzeń i zwrotów akcji, że starczyłoby ich na miniserial. Szkoda więc, że scenarzysta John Hodges i reżyser Stephen Frears postanowili ...
W jednej ze scen "Strategii mistrza" Lance Armstrong rozmawia z kolegami z drużyny o tym, kto zagra główną rolę w jego filmowej biografii. Wśród kandydatów wskazuje między innymi Matta Damona. Dekadę temu trudno było o lepsze połączenie. Armstrong - wówczas wybitny sportowiec, przyjaciel prezydentów i filantrop - wygrał z nowotworem, a potem siedem razy z rzędu wyjeździł sobie tytuł zwycięzcy Tour De France. Z kolei bohaterowie Damona uosabiają cnoty, które Amerykanie cenią najwyżej: prawy charakter, skromność i solidność. Biografia nie doszła do skutku, ponieważ  w 2012 roku Armstrongowi udowodniono stosowanie dopingu, co zaowocowało dożywotnią dyskwalifikacją i odebraniem wszystkich trofeów. Zamiast hollywoodzkiej hagiografii powstała więc "Strategia" – opowieść o kulisach największego oszustwa w dziejach kolarstwa. Gwiazdę "Marsjanina" zastąpił Ben Foster sprawdzający się wyśmienicie w rolach psychopatów i złoczyńców. Czy można wyobrazić sobie bardziej gorzkie i ironiczne zarazem post scriptum do historii niegdysiejszego bożyszcza?



Na trasie wyścigu jak i poza nią filmowy Armstrong jest napędzanym mieszanką ambicji i kompleksów stachanowcem.  Gdy onkolog z grobową miną obwieszcza kolarzowi, że będzie musiał amputować mu jądro, w odpowiedzi słyszy tylko: do dzieła. Zmagania z chorobą są dla bohatera doświadczeniem granicznym. Momentem, gdy składa sobie obietnicę, że "nigdy więcej nie przegra". Armstrong wraca do sportu z tytułową strategią mistrza: zatrudnia rzutkiego  agenta, zakłada fundację i zaczyna na potęgę faszerować się środkiem dopingującym EPO. Jego sława szybko wykracza poza krąg fanów wyścigów rowerowych. Sportowiec staje się uosobieniem amerykańskiego snu jak i wzorem do naśladowania dla osób cierpiących na nowotwory. Ujawnienie  jego sekretu zakończy się czymś więcej niż kompromitacją idola. Będzie obaleniem pomnika.

Kariera Armstronga obfitowała w tyle nieprawdopodobnych zdarzeń i zwrotów akcji, że z powodzeniem starczyłoby ich na miniserial. Szkoda więc, że scenarzysta John Hodges i reżyser Stephen Frears postanowili upchnąć je w 100-minutowym filmie. W efekcie "Strategia" przypomina szaleńczą gonitwę, w której twórcy próbują za wszelką cenę zaliczyć jak najwięcej punktów kontrolnych. Symptomatyczny jest tu wątek osobisty. W jednej krótkiej scenie bohater poznaje przyszłą żonę, w drugiej - jeszcze krótszej - bierze z nią ślub, a potem jego ukochana... znika z ekranu bez słowa wyjaśnienia. Z kolei, gdy w filmie na kilka sekund  pojawiają się dzieci czempiona, widz nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. W tej historii nie chodzi, oczywiście, o rodzinne dramaty, lecz o głód prędkości, rywalizację, a także obsesję na punkcie sławy i zaszczytów.  W karuzeli zdarzeń gubią się jednak kluczowe dla filmu pytania o moralne konsekwencje kłamstw Armstronga oraz o to, jak napływ wielkich pieniędzy zmienił świat sportu.



Słabości scenariusza wynagradza przede wszystkim świetna, zniuansowana kreacja Fostera. Jego bohater to nie tylko cyniczny i uparty drań, który przeciwników zastrasza szantażem bądź pozwami sądowymi. To również rzutki biznesmen z powodzeniem sprzedający fanom i sponsorom markowy produkt – swój wizerunek. Choć niełatwo  jest go lubić, nie sposób nie docenić jego uporu i niezłomności. Na rowerze i w życiu Armstrong nie uznawał hamulców.
1 10
Moja ocena:
6
Łukasz Muszyński
Sekretarz redakcji Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się", twórca... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
72% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (67 głosów).
Udostępnij: