Choć "Tony" ma w sobie wyraźny rys moralizatorski, reżyser znajduje jeden prosty trik, by go zakamuflować. Przemiana Bourdaina długo odbywa się w sposób zupełnie niepozorny, a jej sygnały zostają
Anthony Bourdain ofiarował światu cenione programy podróżniczo-kulinarne, bestsellerową książkę "Kitchen Confidential" i kilka szelmowskich bon motów w rodzaju "Twoje ciało to nie świątynia, tylko park rozrywki". Na moje życie i dietę wpłynął jednak przede wszystkim jako propagator pysznej kanapki ze smażoną mortadelą, która w światku kulinarnym stała się znana jako "kanapka Anthony’ego Bourdaina". Wspominam o niej dlatego, że "Tony" Matta Johnsona wydaje mi się perfekcyjnym filmowym ekwiwalentem tego dania: jest niby prosty, ale wyrafinowany, niepozorny, a jednak wyraźnie satysfakcjonujący.
Seacia Pavao
Spora w tym zasługa charyzmatycznego bohatera, który zachowuje się, jakby trafił do ekranowego świata na gościnne występy z uniwersum braci Safdie. Tony – podobnie jak, dajmy na to, Marty Mauser, bywa jednocześnie uwodzicielski i irytujący, a powaga, z jaką traktuje samego siebie, jest dokładnie tak wielka jak ostentacja, z którą lekceważy całą resztę świata. Nie przez przypadek, gdy go poznajemy, młody Bourdain w swoich własnych oczach wyrasta na mistrza świata w literaturze i następcę Jacka Kerouaca. Według komisji przyznającej stypendia dla młodych pisarzy okazuje się jednak tylko jednym z wielu nieopierzonych grafomanów, jakich należy ochronić przed nimi samymi.
Jak łatwo się domyślić, odrzucony Tony z gorliwością będzie starał się udowodnić niewierzącym w jego talent sceptykom, do których oprócz anonimowych profesorów zaliczają się także jego właśni rodzice, jak bardzo się mylili. Zabierając się za sportretowanie tych karkołomnych wysiłków, reżyser bierze jednak tabletkę na uspokojenie i nie idzie w ślady rozedrganych formalnie filmów wspomnianych braci Safdie. Zamiast tego wybiera dużo bardziej klasyczną ścieżkę narracyjną, którą przed nim przechadzał się choćby Alexander Payne w "Przesileniu zimowym". "Tony’ego" łączy ze współczesnym świątecznym klasykiem choćby to, że oba filmy ewidentnie mają w sobie coś z przypowieści. Istnieją jednak także dużo bardziej oczywiste podobieństwa. Nie chodzi wyłącznie o to, że i u Payne’a, i u Johnsona w głównych rolach występuje ten sam Dominic Sessa. Dużo istotniejsze wydaje się, że aktor gra dwa warianty tej samej postaci. Tony Bourdain to trochę starszy, ale jednakowo zagubiony w rzeczywistości bohater "Przesilenia", który nie miał jak wrócić do domu na święta i w odpowiednim czasie nie poddał się zbawczemu wpływowi życiowego mentora.
Seacia Pavao
Nieco spóźniony proces dojrzewania Tony’ego odbywa się na naszych oczach i wyrasta na główny temat filmu. Wskazówkę, że tak będzie, przynosi zresztą już jedna z początkowych scen, w której przemądrzały Bourdain tłumaczy rodzicom, że pracuje właśnie nad napisaniem "buildings roman". Dopiero lodowate spojrzenie matki granej przez Dagmarę Domińczyk uświadamia Tony’emu, że popełnił właśnie kompromitujący błąd językowy. Pomyłka jest oczywiście zabawna, ale przy odrobinie fantazji można potraktować ją również jako wskazówkę interpretacyjną bądź reżyserską obietnicę. Scena przy stole rozbudza apetyt na to, że sam film Johnsona okaże się kontrolowanym lapsusem, przetrąconą wersją bildungsroman, która zapewni nam wszystko, co w takich opowieściach lubimy, a jednocześnie uniknie powielania ich najbardziej banalnych schematów.
Do pewnego stopnia rzeczywiście tak się dzieje. Choć "Tony" ma w sobie wyraźny rys moralizatorski, reżyser znajduje jeden prosty trik, by go zakamuflować. Przemiana Bourdaina długo odbywa się w sposób zupełnie niepozorny, a jej sygnały zostają zagłuszone odgłosami wakacyjnej, chłopackiej przygody. Potencjalnie nieznośne refleksje o destrukcyjnym charakterze nadmiernych ambicji i pożytkach z bycia szczerym wobec siebie i bliskich siłą rzeczy zyskują większy powab, gdy świtają w głowie bohatera między kolejnym sztubackim wygłupem, niezobowiązującym flirtem czy plażowym spacerem.
Seacia Pavao
Johnson ma też ciekawy, psychoanalityczny z ducha pomysł, by znaleźć odbicie wewnętrznego konfliktu Tony’ego w dwóch postaciach z jego najbliższego otoczenia. Przypadkowa fucha, jaką młody Bourdain łapie w nadmorskiej restauracji, daje reżyserowi pretekst, by wprowadzić do fabuły wątek walki o duszę bohatera, którą toczą ze sobą powściągliwy i sumienny właściciel knajpy (Antonio Banderas) oraz hedonistycznie nastawiony do życia kucharz (Leo Woodall).
Koncept ten działa jednak wyłącznie do momentu, w którym pojedynek wydaje się wyrównany. Gdy jedna ze stron zaczyna osiągać w nim miażdżącą przewagę, nie tylko nie sprzyja to dramaturgii, ale wydaje się nieuczciwe wobec biografii samego Bourdaina. Skądinąd wiemy przecież, że przeciwstawne impulsy ścierały się w bohaterze przez całe jego tragicznie zakończone życie. Tymczasem reżyser woli zignorować ten kontekst i wybrać zaklinanie rzeczywistości. Dość powiedzieć, że widzowie czerpiący swoją wiedzę wyłącznie z filmu Johnsona łatwo mogliby uwierzyć, że Anthony Bourdain żył długo i szczęśliwie.
Seacia Pavao
Opowieści o bohaterze, który uczy się akceptować własny brak perfekcji, łatwo jednak wybaczyć pewne niedoskonałości. Tym bardziej że im więcej czasu mija od seansu "Tony’ego", tym bardziej wyblakłe staje się wrażenie rozczarowania drugą, znacznie bardziej schematyczną połową filmu. Wciąż wyraźne pozostaje za to w głowie wspomnienie łobuzersko zabawnych dialogów i beztroskiej atmosfery letnich miesięcy, które dopiero po latach zidentyfikujemy być może jako najbardziej formacyjny moment naszego życia.
Krytyk filmowy, dziennikarz. Współgospodarz programu "Weekendowy Magazyn Filmowy" w TVP 1, autor nominowanego do nagrody PISF-u bloga "Cinema Enchante". Od znanej polskiej reżyserki usłyszał o sobie:... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.