Sceny akcji nie nudzą i jest ich na tyle dużo, że seans mija całkiem szybko, nie są jednak szczególnie nowatorskie. Ercell zastawia pułapki, używa szabli, sztyletów i broni palnej, stając się
Sukces "Piratów z Karaibów: Klątwy Czarnej Perły" otworzył drogę do kolejnych czterech (póki co) części cyklu, ale nie sprawił, że mainstream zaczął obfitować w tego typu opowieści. Po latach statystyki próbuje poprawić "Urwisko" – świeża premiera Amazona, nad którą pieczę jako producenci sprawowali bracia Russo. Nie zapowiada się jednak, by film Franka E. Flowersa miał na nowo rozpalić zainteresowanie pirackimi przygodami.
Amazon MGM Studios
Fabuła "Urwiska" opowiada o Ercell, mieszkance Karaibów, która skrywa pewną tajemnicę. Nieszczęśliwie dla niej Amazon zdradza ten sekret już w zapowiedziach, zatem i ja nie będę dyskretny, uwaga: bohaterka była kiedyś piratką. Teraz prowadzi spokojne życie, które zostaje zaburzone przez powrót kapitana Connora, człowieka łaknącego złota i przede wszystkim zemsty. Ercell jest zmuszona zrobić wszystko, aby ocalić swoją rodzinę, w tym syna i szwagierkę.
Po drodze na jaw wychodzą nowe fakty o przeszłości Ercell i kapitana, ale nikt nie próbuje tu ukryć, że fabuła jest drugorzędna. Twórców wyraźnie interesują przede wszystkim kolejne sceny akcji i ich inscenizacja. "Urwisko" niby osadzone jest w przeszłości, ale nie ma to większego wpływu na historię – podobną można by było opowiedzieć w dzisiejszych realiach, podmieniając tylko złoto na banknoty, statki na auta, a bardziej archaiczne bronie na współczesne. To nie tyle piracka opowieść, co film akcji przywodzący na myśl "Johna Wicka" czy powiązaną z nim "Ballerinę". A więc skupiony na postaci, która odhacza kolejne etapy konfliktu z przeciwnikami i niemal w pojedynkę pokonuje ich siłą i sprytem, przelewając mnóstwo krwi (ma nawet pseudonim, pod którym jest znana w odpowiednich kręgach).
Amazon MGM Studios
Jeśli zatem spodziewacie się filmu o piratach, w którym ujrzycie bitwy morskie czy wspaniałe okręty, możecie się rozczarować – w "Urwisku" na pełnym morzu jesteśmy tylko w prologu (przy czym rozgrywa się on w nocy, więc i tak niewiele widać) i w trwających po kilka sekund retrospekcjach. Resztę czasu spędzamy na lądzie.
Same sceny akcji bynajmniej nie nudzą i jest ich na tyle dużo, że seans mija całkiem szybko, nie są jednak szczególnie nowatorskie. Ercell zastawia pułapki, używa szabli, sztyletów i broni palnej, stając się jednoosobową armią stawiającą czoło załodze złowrogiego kapitana. Dobrze się na to patrzy, ale nie ma mowy o innowacji rodem z czwartego "Wicka", który co chwila zaskakiwał świeżością (pamiętne ujęcie z góry czy schody w sekwencji paryskiej). Znów sprowadza się to do faktu, że twórcy nieszczególnie wykorzystują to, gdzie i kiedy osadzona jest akcja.
Broni się jednak Priyanka Chopra Jonas w roli głównej, przede wszystkim w scenach konfrontacji, które stanowią lwią część jej występu. Aktorka dzielnie rzuca się na ściany, zalicza upadki, walczy wręcz i używa broni. Wszystko to przychodzi jej bardzo naturalnie, a ekranowa charyzma sprawia, że jej postaci chce się kibicować. Grający jej oponenta Karl Urban wygląda z kolei trochę tak, jakby "Urwisko" kręcił w przerwach od realizacji "The Boys", podkręcając nieco bardziej to, co pokazuje w roli Rzeźnika (w pewnym momencie pada nawet charakterystyczne OI!).
Nie dziwię się, że "Urwisko" już dzień po premierze trafiło na pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych filmów na Prime Video. Teoretycznie ma wszystko, co może przyciągnąć widza chcącego odprężyć się wieczorem na kanapie: znane twarze, liczne sceny walk nieskomplikowaną fabułę. Jest jednak ryzyko, że już kolejnego ranka ów widz nieszczególnie będzie pamiętać, co oglądał, zwłaszcza że zakończenie jest przewidywalne i w związku z tym mało satysfakcjonujące. Filmy pirackie muszą jeszcze poczekać na kolejny wielki moment, a póki co bracia Russo mogą odhaczyć kolejny akcyjniak nakręcony pod ich skrzydłami.