Recenzja wyd. DVD filmu

Verbo (2011)
Eduardo Chapero-Jackson
Alba García
Miguel Ángel Silvestre

Cierpienia młodej Sary

Bycie nastolatkiem to niezwykle trudne, życiowe zadanie, które większość musi zaliczyć w trakcie swojej podróży do dorosłości. Jedni wspominają ten okres z rozrzewnieniem, nieskrywaną, głęboką ...
Bycie nastolatkiem to niezwykle trudne, życiowe zadanie, które większość musi zaliczyć w trakcie swojej podróży do dorosłości. Jedni wspominają ten okres z rozrzewnieniem, nieskrywaną, głęboką nostalgią, nie rzadko spotęgowaną syndromem wieku minionego, ale ciągle szczerą. Są również tacy, którym udało się nigdy tego etapu nie ukończyć, nigdy nie wyrośli z fazy buntu i kultywują w sobie młodzieńcze ideały nie przejmując się mijającym czasem. Orbitują oni pomiędzy tymi, których zjadł establishment i proza życia codziennego. Jeszcze inni postanawiają jak najszybciej o tym okresie swojego życia zapomnieć. Kojarzy  się on im z ciągłymi upokorzeniami, niepewnościami, strachem przed zachodzącymi zmianami  i zbliżającą się dorosłością, w której nie widzą sensu swojego istnienia. Wiadomo, większość nastolatków nosi w sobie mniejszą lub większą złość na zastaną rzeczywistość. Bycie niezrozumianym niesie ze sobą ryzyko przykre w konsekwencjach dla zdrowia psychicznego i samopoczucia.

Główna bohaterka Verbo, Sara (Alba Garcia), mieszka w domu, gdzie ojciec jest tylko nocnym gościem, który wykrada się do pracy wczesnym rankiem i jedynym źródłem kontaktu z nim jest telefon. Matka, również zapracowana kobieta sukcesu, nie ma zbyt dobrych relacji z córką, której nie potrafi/nie chce zrozumieć. Nie pomaga jej w tym jednak sama Sara, melancholijna piętnastolatka z problemami wieku nastoletniego. Szukająca sensu w swoim życiu i w szukaniu tym ponosząca jedynie porażki. Jedyny przyjaciel jakiego posiada również jest raczej zamkniętym w sobie wielbicielem gier video. Klasa Sary ma ją za nie zbyt bystrą wariatkę. Nauczyciel prawdopodobnie ma o niej takie samo zdanie, ale na wyrażanie tej opinii dobitniej nie pozwala mu pedagogiczna etykieta. Jedyne, w czym Sara odnajduje sens, to powstające w jej otoczeniu graffiti tajemniczego Liriko, którego dzieła fotografuje i skrzętnie kolekcjonuje. Pewnego razu dochodzi do wniosku, że wszystkie obrazy układają się w jedną całość, która jest zaszyfrowaną dla niej informacją. Historia zaprowadzi ją ostatecznie nad skraj przepaści, w którą skok to droga do całkiem innej rzeczywistości.

Myślę, że nie warto zdradzać więcej ponieważ, bądź co bądź, fabuła filmu do pewnego momentu jest naprawdę interesująca, a sposób prowadzenia narracji sprawia, że jesteśmy ciekawi dalszego ciągu opowieści. Duża w tym, jak dla mnie, zasługa  grającej główną rolę Alby Garcia, która dobrze odnajduje się w postaci zagubionej nastolatki. Warto również podkreślić, że to debiut młodej aktorki i moim zdaniem warto śledzić jej obiecującą karierę.

Co więcej z rzeczy dobrych? Może muzyka, na pewno ciekawe zdjęcia i chyba tyle. Ewentualnie na plus można również dodać elementy animacji wplecione w film jako swojego rodzaju innowację czy też niecodzienną odmianę. Jak już wspominałem, początek wielce obiecujący, przywołujący na myśl estetykę flagowego produktu Hiszpanów ostatnich lat czyli horrorów. Mroczny, dołujący klimat, potęgujący napięcie i zwiastujący nadejście rzeczy, których nie chcemy doświadczać będąc sami w domu wieczorem. Odrealniona, idealnie pasująca do konwencji postać głównej bohaterki. Potęgowana atmosfera odrzucenia przez środowisko powoduje, że w pewnych momentach naprawdę możemy poczuć się trochę jak Sara. Świetny punkt wyjścia do poprowadzenia ciekawej historii o kondycji duszy człowieka nastoletniego czego nomen omen film dotyczy.

Parafrazując klasyka: prawdziwy film poznaje się po tym, jak się kończy, a nie jak zaczyna. Cała powaga sytuacji i klimat mniej więcej od połowy filmu dostają w twarz potężnym sierpowym od bredni w klimacie fantasy-science fiction. Nie neguje w żadnym wypadku tych dwóch gatunków filmowych, co więcej umiejętne przejście na drugą stronę lustra i sprawne działania reżysera tudzież scenarzysty mogły sprawić, że film byłby naprawdę interesującą, niesztampową propozycją. Jednak to, co dostajemy w "Verbo", zakrawa na nieudany, niesmaczny żart. Nie chcę zdradzać za dużo, to naprawdę trzeba zobaczyć samemu. Istna kopalnia bon motów wychodzących z ust zakapturzonych potomków elfów na deskorolkach. Istny postmodernizm i dadaizm. Całość dopełnia makabrycznie kiczowate zakończenie rodem z filmów ze stajni Disneya.

Reasumując, w przypadku filmu Eduardo Chapero-Jacksona otrzymujemy dzieło, które niezwykle rozczarowuje. Coś co miało zadatki na całkiem smaczną filmową propozycję, w rezultacie okazało się potrawą wyjątkowo niestrawną.
1 10
Moja ocena:
3
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
22% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Udostępnij: