Realizacja, jak to w produkcjach Apple’a, stoi na wysokim poziomie, sceny akcji są kompetentne i czytelne, a Taylor-Joy i Olyphant dodatkowo ciągną całość swoją charyzmą.
W 2020 roku zadebiutował miniserial "Gambit królowej", który szturmem podbił Netfliksa i długo utrzymywał się na liście najchętniej oglądanych produkcji platformy. Absolutną gwiazdą tamtej produkcji była Anya Taylor-Joy – rola Beth Harmon uczyniła z niej jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek młodego pokolenia i otworzyła drzwi do wysokobudżetowych produkcji (w grudniu ponownie zobaczymy ją na wielkim ekranie w trzeciej części "Diuny"). Po sześciu latach aktorka zdecydowała się na udział w kolejnym serialu – tym razem padło na "Lucky", które (podobnie jak "Gambit królowej") jest adaptacją książki.
Apple TV+
Pierwowzorem serialu produkcji Apple Studios jest wydana pięć lat temu powieść Marissy Stapley. Swego czasu książka bardzo przypadła do gustu Reese Witherspoon, która nabyła do niej prawa i wyprodukowała adaptację z ramienia swojej wytwórni Hello Sunshine. Fabuła serialu (której punkt wyjściowy nie do końca pokrywa się z tym, co możemy przeczytać w książce) opowiada o tytułowej Lucky, zmuszonej uciekać, gdy próba kradzieży dziesięciu milionów dolarów nie idzie zgodnie z planem. Nie tylko przed FBI, lecz także przed tymi, którzy chcą te pieniądze odzyskać. Lucky, jako zaprawiona w bojach oszustka (co jest wątpliwą zasługą ojca, aktualnie osadzonego w więzieniu), kombinuje jak może, by nie dać się złapać.
Za "Lucky" odpowiedzialny jest Jonathan Tropper, którego umiejętności Apple miało okazję przetestować już przy okazji serialu "Znajomi i sąsiedzi" (to z niego pochodzi słynna już scena z Jonem Hammem na dyskotece). Twórca zaadaptował powieść Stapley na siedem niespełna godzinnych odcinków – czyli wcale nie tak wiele, w związku z czym od samego początku w "Lucky" dzieje się dużo i szybko. Pierwszy odcinek jest bardzo dynamiczny i pozwala Taylor-Joy wejść w buty bohaterki kina akcji – w czym ma już doświadczenie dzięki "Furiosie" i wcześniejszej produkcji Apple’a – "Wąwozowi". Z początku może się wydawać, że "Lucky" skupi się głównie na tym "kaskaderskim" aspekcie występu i nie pozwoli aktorce szczególnie wykazać się aktorsko. Na szczęście kolejne odcinki weryfikują ten pogląd; jest tu niejedna scena, w której Taylor-Joy ma okazję błysnąć i zademonstrować swoje umiejętności w graniu trudnych emocji. Punktem zwrotnym staje się czwarty odcinek, jeden z najlepszych w całym serialu, świetnie łączący dramatyczne momenty z widowiskową akcją. Nie jest to poziom zniuansowanej roli w "Gambicie królowej" (bo i materiał na to nie pozwala), ale aktorka zalicza tu kolejny udany występ.
Apple TV+
Świetnym uzupełnieniem Taylor-Joy jest Timothy Olyphant, którego John jest zawieszony gdzieś pomiędzy "karierą" oszusta i chęcią zarobku, a autentycznym przywiązaniem do swojej córki. W ogóle rodzicielstwo to motyw stale przewijający się przez "Lucky" – nie tylko w kontekście relacji tytułowej bohaterki z ojcem. Scenarzyści eksplorują to zagadnienie także przez pryzmat Priscilli (Annette Bening) i Cary’ego (Drew Starkey), teściowej i męża Lucky. I ta relacja też jest skomplikowana – bowiem to właśnie Priscilla jest jedną z osób, które chcą odzyskać skradzione miliony dolarów. Nadaje to nieco potrzebnego niuansu postaci Bening – bez niego byłaby dość sztampową antagonistką, która robi groźne miny i wysługuje się swoim ochroniarzem.
"Lucky" zresztą nie jest szczególnie odkrywcze, jeśli chodzi o poszczególne składowe czy motywy przewodnie – przetwarza to, co miłośnicy gatunku będą już dobrze kojarzyć. Zafiksowana na punkcie rozwiązania sprawy agentka (Aunjanue Ellis-Taylor), pościg samochodowy, podszywanie się pod inne osoby, spotkania na odludziu w celu załatwienia biznesu i tak dalej. Nie przeszkadza to jednak w tym, żeby na "Lucky" się po prostu dobrze bawić. Realizacja, jak to w produkcjach Apple’a, stoi na wysokim poziomie, sceny akcji są kompetentne i czytelne, a Taylor-Joy i Olyphant dodatkowo ciągną całość swoją charyzmą. Po drodze twórcy serwują kilka zwrotów akcji (niektóre bardziej, niektóre mniej przewidywalne) i konstruują odcinki tak, by wykorzystać planowaną cotygodniową dystrybucję i podsycić oczekiwanie na kolejne.
Apple TV+
Nie przewiduję, by "Lucky" miało zostać takim fenomenem, jak poprzednia przygoda Ani Taylor-Joy z serialami, ale to dobra rozrywka – powinna usatysfakcjonować miłośników dynamicznej akcji i tych, którym zależy też na relacjach i emocjach postaci. Na letni wieczorny relaks przed telewizorem będzie jak znalazł.