80 twarzy Balana

Dzięki ciężkiej pracy Naoto Ohshimy oraz Yuji Naki światło dzienne ujrzała legenda branży, Jeż Sonic. Ci dwaj uznani twórcy zdecydowali się na ponowne zbicie piąteczki i stworzenie wspólnej gry ...
"Balan Wonderworld" - recenzja
Dzięki ciężkiej pracy Naoto Ohshimy oraz Yuji Naki światło dzienne ujrzała legenda branży, Jeż Sonic. Ci dwaj uznani twórcy zdecydowali się na ponowne zbicie piąteczki i stworzenie wspólnej gry pod skrzydłami Square Enix. Obecność takich gwiazd powinna zwiastować, że efekt końcowy będzie co najmniej przyzwoity i warty uwagi. Niestety, jedyne, co pozostaje po kontakcie z "Balan Wonderworld", to rozczarowanie i wrażenie, że jego twórcy wciąż żyją tym, co sprawdzało się w latach 90.



Balan Company utknęło realizacyjnie w czasach, gdy tryumf święciły platformówki pokroju "Gexa", "Croca" czy też klasycznego "Super Mario 64". Spoglądając na architekturę i podejście do realizacji "Balan Wonderworld", można odnieść wrażenie, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło, a gatunek ten nie wie, co to ewolucja.

Historia przedstawiona w grze opowiedziana jest na tyle enigmatycznie, że trudno powiedzieć, czy to zamiar twórców, czy po prostu niechlujstwo i brak środków na zrealizowanie czegoś ambitniejszego. Zależnie od preferencji, wcielamy się w chłopca lub dziewczynkę, którzy zwiedzeni przez tajemniczego Balana podążają za nim do magicznego świata. Tam dwanaście zafrasowanych osób będzie potrzebowało ich pomocy. I to by było na tyle. Gdzieś w tle przewija się też postać złego Lance’a, którego motywu działania nigdy nie poznajemy. Ot, po prostu na kogoś trzeba zrzucić winę za to, że ludziom nie powodzi się w życiu. W tej grze rzeczy po prostu się dzieją. Bez wyraźnego powodu.



Pomimo całkiem sympatycznych początkowych przerywników filmowych urok szybko pryska, gdy postać zostaje wrzucona do zupełnie przypadkowego huba – tam czas zatrzymał się na bardzo wczesnym etapie produkcji. Niedopracowana wyspa, na której środku się znajdujemy, otwiera przed nami drzwi do kolejnych światów.

No dobrze, skoro historia praktycznie nie istnieje, to może gra nadgania chociaż w projekcie poziomów? Z tym bywa różnie. Jedne z nich wyglądają zaledwie poprawnie, inne zaś powodowały, że bezradnie rozkładałam ręce, powstrzymując się od zapłakania nad ich niedbałą prezentacją. Najzwyczajniej w świecie są brzydkie, niczym poziomy tworzone dwadzieścia lat temu w platformówkach przygotowywanych na potrzeby płatków śniadaniowych.



Niestety, na rozprawienie się ze wszystkimi poziomami będziemy musieli poświęcić trochę cennego czasu, gdyż gra robi to, czego najbardziej nie znoszę w tym gatunku. Mianowicie, wymaga zbierania poukrywanych znajdziek potrzebnych do otworzenia kolejnych etapów przygody. A nie wszystkie poukrywane tu i ówdzie statuetki tytułowego Balana są możliwe do zdobycia przy pierwszym podejściu. Regularne skakanie między poziomami jest tu na porządku dziennym i ściśle wiąże się z flagową mechaniką zastosowaną w grze, czyli systemem strojów.

Na gracza czeka osiemdziesiąt ubranek rozsianych po dwunastu światach gry. Większość z nich jest całkowicie bezużyteczna i służy jedynie sztucznemu wypełnieniu puli strojów. Można odnieść wrażenie, że dla projektantów rozpisano specjalny konkurs na najbardziej absurdalny i wykręcony koncept. Przywdziewając je, postać wygląda jak te niepokojące laleczki w kostiumach zwierząt popularne na przełomie lat 80. i 90. 



Kuriozalne zaś jest przypisanie umiejętności danego stworka pod wszystkie cztery przyciski na padzie (kółko, krzyżyk, trójkąt, kwadrat). Zmusza to nas do ciągłego żonglowania pozyskanymi strojami, gdy zdarzy się, że daną postacią możemy tylko skakać, a inną strzelać do przeciwników. Kontakt z wrogiem, wpadnięcie do przepaści lub oberwanie przeszkodą terenową powoduje, że dany kostium tracimy bezpowrotnie; by go ponownie zdobyć, znowu będziemy musieli znaleźć przypisany do niego żeton. Gdy dorzucimy do tego fakt, że niektóre ubranka pozyskujemy w sekwencji zdarzeń wymagających ciuszków z różnych poziomów trudno tu nie rzucić soczystym przekleństwem, gdy coś pójdzie nie po naszej myśli.

Pozytywnie natomiast odebrałam walki z bossami, które odbywają się w klasycznym schemacie na trzy uderzenia. Wykorzystują one stroje dostępne na arenie, więc nie musimy martwić się o to, że czegoś nam zabraknie. Zastosowanie odpowiednich taktyk nagradzane jest większą liczbą statuetek Balana. Same projekty przeciwników również należą do wyjątkowo udanych i muszę przyznać, że walki z nimi to jedyna rzecz, na którą czekałam w tej grze. No, może poza napisami końcowymi, żeby mieć już z głowy męczenie się z tym barachłem.



Warto podkreślić, że nie jest to zdecydowanie tytuł dla najmłodszych. Dzieciaki będą się szybko frustrowały konstrukcją poziomów, sekwencjami wymagającymi bardzo precyzyjnego działania i kompletnie niewyjaśnionymi mechanikami.

"Balan Wonderworld" to gra, która mogłaby zostać pozytywnie odebrana, gdyby wyszła ćwierć wieku temu. Przestarzałe mechaniki, odpychający wygląd poziomów i enigmatyczność towarzysząca fabule nie przystają do dzisiejszych platformerów. Nie zdziwię się, jeśli będzie to łabędzi śpiew Balan Company.
1 10
Moja ocena:
4
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
75% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Udostępnij: