Übermensch końca świata

Jeżeli nastawialiście się na kolejną grę o ratowaniu świata, to muszę Was rozczarować. Wydarzenia przedstawione w "Shin Megami Tensei Nocturne" rozpędzają się do setki nadzwyczaj szybko i zanim ...
Jeżeli nastawialiście się na kolejną grę o ratowaniu świata, to muszę Was rozczarować. Wydarzenia przedstawione w "Shin Megami Tensei Nocturne" rozpędzają się do setki nadzwyczaj szybko i zanim się zorientujemy, ludzkość zostaje zmieciona z powierzchni ziemi. W ruinach Tokio wygodnie rozsiadają się maszkary z najgorszych koszmarów, główny bohater zostaje przemieniony w półdemona, a pięcioro pozostałych przy życiu ludzi realizuje wizję obecną w "Tako rzecze Zaratustra" Friedricha Nietzschego.



O ile gry z gałęzi "Persony" dotykały bardziej przyziemnych tematów, jak miłość, wolność jednostki czy osamotnienie, o tyle główny nurt "Shin Megami Tensei" wkraczał zawsze w bardziej metafizyczne zagadnienia. "Nocturne" żywcem czerpie z najsłynniejszego dzieła niemieckiego filozofa, włącznie z koncepcję nadczłowieka, który zaczyna jako jednostka wyalienowana, postępująca zachowawczo i unikająca konfrontacji. Trudy, którym zostaje poddany, prowadzą do powolnego samodoskonalenia się i priorytetyzacji własnych potrzeb. Pokonanie istoty człowieczeństwa i stanie się nadjednostką jest tym, czego oczekuje się od głównego bohatera.





By doprowadzić do odrodzenia świata, Demi-fiend musi urealnić jedną konkretną koncepcję spośród przyświecających pozostałym przy życiu osobom. W tym przyjaciół, którzy byli mu drodzy, a teraz stają się jedynie przeszkodami bądź trampoliną do polepszania własnego ja. Idąca ścieżką siły Chiaki hołduje darwinistycznemu podejściu, w myśl którego przeżyją najsilniejsi. Odczuwający ból istnienia Isamu polega na izolacjonizmie i oderwaniu od reszty ludzkości.

To wciąż zaledwie wstęp do fabuły, która pomimo enigmatycznego prowadzenia kryje coś więcej. "Shin Megami Tensei Nocturne" wydany jeszcze w czasach Playstation 2 nie bez powodu uważany jest za jedną z najtrudniejszych gier marki. Pot przelany przez głównego bohatera przekłada się na emocje odczuwane przez gracza. Nawet na zwykłym poziomie trudności gra wymaga od nas wtopienia dziesiątek godzin, żonglowania demonami i umiejętnościami, a niezdecydowanie i nieumiejętność określenia własnego celu może się skończyć przedczesnym game over. 



Eksploracja zgliszczy Tokio nie będzie zwykłym spacerkiem po parku, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że mamy do czynienia z klasycznym dungeon crawlerem. Cel majaczy gdzieś daleko za horyzontem, a podpowiedzi dotyczące naszych następnych kroków są podawane tak szczątkowo, że nietrudno tu o napady frustracji z cyklu "gdzie mam teraz iść". A gdy wreszcie dotrze do nas, że brak tu różnorodności i kolejne lochy stają się kalkami poprzednio zwiedzanych miejscówek z dodatkowymi teleportami, podłogą lawą i innym magicznym mumbo jumbo, nóż sam otwiera się w kieszeni.

Na szczęście główny bohater nie będzie osamotniony w tej nierównej walce. Fani serii zaznajomieni są z możliwością rekrutowania napotkanych demonów. Każdy z nich ma oczywiście swoje mocne i słabe strony, z których korzystać będziemy w kolejnych walkach. Dodatkowo Demi-fienda wspomogą poukrywane tu i ówdzie magatamy, swego rodzaju pasożyty, dzięki którym nasze odporności będą zmieniały się zależnie od potrzeb. 



Starcia nawet ze zwykłymi przeciwnikami potrafią dać mocno w kość. I nie myślcie, że po prostu jakoś to będzie. Bossowie bez wahania wytrą Wami podłogę, a pomioty lokalnych plemion zjedzą w mgnieniu oka. No, chyba że gracie na easy. Wtedy bez większych problemów przebrniecie przez ten tytuł w jakieś dwadzieścia godzin.

Same założenia tego remastera niezbyt do mnie trafiają. Niektóre scenki wciąż widzimy w ratio 4:3 (z delikatnym rozmyciem po bokach ekranu), piksele potrafią wydłubać oko, a krawędzie nie zawsze są tak wygładzone, jak należałoby się tego spodziewać. Ponadto, w pakiecie podstawowym nie otrzymujemy nawet tej wersji gry, która była dostępna na Zachodzie. Atlus dogadał się z Capcomem i umożliwia nam spotkanie Dantego z "Devil May Cry". Szkopuł w tym, że Dante dostępny jest teraz w płatnym DLC, a podstawowa edycja stawia nas oko w oko z (podejrzewam mało znaną polskim fanom) postacią Raidou Kuzunohy, protagonistą dwóch gier z cyklu "Devil Summoner".



Ocenienie tej osiemnastoletniej gry (licząc od premiery w Japonii) jest dziś dla mnie niezwykle trudne. Miałam okazję zagrać w oryginał i rzeczy, które wtedy przyjmowałam takimi, jakimi były, obecnie mocno mnie drażniły. Wszechobecność miliona znaczników czy też łopatologiczne wykładanie fabuły w niektórych grach mocno rozleniwia i sprawia, że aż strach czasem wracać do swoich ulubionych tytułów z przeszłości w obawie przed tym, że ich idealny obraz rozsypie się w proch. "Nocturne" jest fantastyczną grą swoich czasów. Porównywanie go z tuzami współczesnych jrpgów zdaje się mocno nie na miejscu. Nie zmienia to jednak faktu, że remaster został wykonany mocno po macoszemu. Gra zrobiłaby pewnie o wiele lepsze wrażenie, gdyby ją najzwyczajniej w świecie zremake’owano.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Udostępnij: