Recenzja Sezonu 2

1670 (2023)
Maciej Buchwald
Kordian Kądziela
Bartłomiej Topa
Katarzyna Herman

Żydzi wciąż władają Polską?

Scenografia, kostiumy, lokacje zaskakują na każdym kroku. To tak jakby ktoś z produkcji chodził po planie i cytował Rafała Paczesia słowami “jebać biedę”.
Gdy Netflix wbije się w przysłowiową żyłę złota to ciężko im odpuścić. W tym wypadku wbija on nóż w plecy Macieja Buchwalda - reżysera serialu - a kontynuacja to tylko szansa, aby wbić w niego widły i jeszcze więcej na tym zarobić. Czy aby na pewno intencje twórców i producentów są cyniczne i zamykają się w zwiększaniu dochodów, czy jednak nadal chcą oni bawić widza w swój niekonwencjonalny sposób, a może nawet mają nam coś do przekazania?

W drugiej minucie nowego sezonu 1670 piosenka Jana Pawła (Bartłomiej Topa) kończy się spadnięciem chłopa z dachu, któremu w plecy wbijają się widły. Krótkie ujęcie pozwala nam dostrzec reżysera, który w pierwszym sezonie odegrał rolę chłopa z nożem w plecach (wniosek prosty - serial będzie trwał póki nie skończą się ostrza do pleców Buchwalda). Zaczynamy zabawę na ostro, bo poza drastycznym upadkiem i śpiewem pojawia się także pierwsza “kurwa”. Te kilka minut i już widzimy, że kontynuacja hitu nazywanego - najlepszym polskim serialem komediowym - nie będzie już taka sama. 

Jakie są różnice? Pierwsza część to aksamitna, bezprecedensowa, komiczna i satyryczna opowieść o niczym. Nie ma co ukrywać, że rewatch nie był nikomu potrzebny, a podsumowanie zbędne, bo sedno serialu leżało nie w fabule, a w jego zabawności. Kontynuacja stara się opowiedzieć nam historię za którą kryją się nie tylko żarty, lecz także pewne przesłanie. Jest pewnego rodzaju próbą reakcji w sposób kpiący na niektóre zachowania i postawy w społeczeństwie, jednak ta piękna i ciekawa wartość dodana - zdaje się być przykryta bardziej prymitywnymi żartami. Nie da się ukryć, że przekleństwa w formie pointy lub żarty skierowane do mniej inteligentnego widza stają się codziennością. W początkach historii spotykaliśmy się z świetnymi scenkami komediowymi, które nie miały ograniczeń, a fabuła była tylko osią, która miała dawać spójność. Dziś mamy fabułę, która nadal ma być śmieszna, więc spada jakość żartu. Gdyby tylko udało się połączyć wzrost krytyki społeczeństwa ze wzrostem jakości żartów, które nie mają ograniczeń - to oglądalibyśmy serial iście genialny i unikatowy do tego stopnia, że stałby się legendą (pewnie i tak stanie się klasyką). Z drugiej strony “Dzień Świra” też nie opierał się na najinteligentniejszym żarcie, a miał świetną wartość. I tak te produkcje można zestawić - skończmy ze świętością twórczości Koterskiego, gdy nastaje nowa era legend.  Jednak brakuje tutaj trochę tego braku ograniczeń - drugi sezon nie ma swojego żartu o żydach, którzy po cichu władają polską. To zdecydowanie coś nowego i innego, jednak ciężko odpowiedzieć na pytanie, która z części była lepsza.

Zdecydowanie nie był to skok na kasę. Bardziej skok na kolejne wyzwanie i zabawę podobną konwencją, lecz z odmienionym przekazem. Gdy zrozumiano, że serial przyniósł ogromny dochód to zdecydowano, żeby na kontynuację wydać jeszcze więcej (i bardzo dobrze, a nie oszczędzanie i zarabianie na marce). Więcej kasy widać na każdym kroku - wszystko co było na wysokim poziomie wskakuje na jeszcze wyższy. Scenografia, kostiumy, lokacje zaskakują na każdym kroku. To tak jakby ktoś z produkcji chodził po planie i cytował Rafała Paczesia słowami “jebać biedę”.

Poprzeczka była naprawdę wysoko, bo wykreowane w pierwszym sezonie - który był zaskoczeniem dla wszystkich - poczucie humoru, masa nawiązań do współczesności i zabawa konwencją, jest bardzo ciężkie do przeskoczenia. Jednak nadal możemy znaleźć tutaj świetne żarty z intelektualnej półki, te sytuacyjne, te niższych lotów oraz nawiązania do popkultury (jak Gerard z Rumii). Jednymi słowy każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. 

Aktorstwo to tutaj zwykła szansa na dostrzeżenie Bartłomieja Topy, który od lat prezentował nam świetne role, ale nigdy nie spotkał się z tak pozytywnym odbiorem społeczeństwa. Ta role pozwala mu odebrać oklaski za wszystkie swoje zasługi, a zarazem udowadnia, że gatunki nie mają dla niego żadnego znaczenia. Cała obsada reprezentuje dość wysoki poziom, zdaje się wyczuwać, że biorą udział w czymś świetnym i niepowtarzalnym. Powiedzenie “beka na planie, dno na ekranie” raczej nie ma tu zastosowania, tutaj po prostu wszyscy dobrze się bawią, aktor i widz. 

Dla tych, którzy nie widzą w drugim sezonie tego pierwszego pragnę przypomnieć, że 1≠2. I trudno oczekiwać, że będzie to coś takiego samego. Należałoby wręcz docenić, że to coś innego. Jest ciekawie, jest śmiesznie, jest inaczej. Jednymi słowy Adamczycha daje radę i pokazuje, że jest jedną wielką rodziną, która żyje w zgodzie i potrafi rozmawiać o wszystkim (tak to jest żart, szczególnie w odniesieniu do finału).
1 10
Moja ocena serialu:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja 1670
To podróż do XVII-wiecznej Polski, gdzie sarmacka szlachta, niezachwiana w swoim poczuciu wielkości,... czytaj więcej
Recenzja Sezonu 1 serialu 1670
Serial "1670", który pojawił się na platformie Netflix w połowie grudnia ubiegłego roku przenosi widzów w... czytaj więcej