Recenzja Sezonu 1

Co robimy w ukryciu (2019)
Taika Waititi
Jemaine Clement
Kayvan Novak
Matt Berry

Wampir też człowiek

To właśnie zderzenie średniowiecznej (wiktoriańskiej, findesieclowej czy innej) mentalności ze współczesnymi realiami sprawia, że "Co robimy w ukryciu" nie tylko doskonale sprawdza się jako ...
Wampir też człowiek
Jeśli z lekkim zażenowaniem wspominacie dziś młodzieńczą fascynację "Zmierzchem" (lub innym paranormalnym romansem, w którym na pozór zwyczajna śmiertelniczka zdobywa serce bladolicego dżentelmena), Taika Waititi i Jemaine Clement mają coś, co pozwoli Wam o tym zapomnieć. W serialowym spin-offie swojej produkcji z 2014 roku twórcy ponownie zapraszają nas do świata współczesnych krwiopijców. Tym razem ekipa dokumentalistów towarzyszy grupie wampirów mieszkających wspólnie w domu na obrzeżach Nowego Jorku. Podobnie jak Viago, Vladislav, Deacon i Petyr z oryginalnej wersji Nandor, Nadja, Laszlo i Colin Robinson niewiele mają wspólnego z zimnokrwistymi przystojniakami, do jakich w ostatnich latach przyzwyczaiły nas Stephanie Meyer, Charlaine Harris i L.J. Smith. Banda dziwaków nie do końca potrafiących odnaleźć się we współczesnym świecie służy scenarzystom do bezpardonowego obśmiania utrwalonego w popkulturze wizerunku romantycznego potępieńca skazanego na nocną wędrówkę przez wieki.


Te same elementy, z których autorki "Zmierzchu" czy literackiego pierwowzoru "Czystej krwi" budują fantazje o nieco staroświeckim, lecz namiętnym kochanku, Waititi i Clement wykorzystują jako źródło komizmu. Zdarza się Wam pomyśleć, że Wasi dziadkowie (a czasem nawet rodzice) są jacyś niedzisiejsi? To wyobraźcie sobie, jak odklejony od rzeczywistości musi być człowiek urodzony kilkaset lat temu – wywodzący się z nieistniejącej już kultury osadzonej w konkretnym okresie historycznym. To właśnie zderzenie średniowiecznej (wiktoriańskiej, findesieclowej czy innej) mentalności ze współczesnymi realiami sprawia, że "Co robimy w ukryciu" nie tylko doskonale sprawdza się jako komediowa odpowiedź na melodramaty i horrory dla nastolatek, ale też obnaża absurdy współczesnego świata. Twórcy często balansują na granicy dobrego smaku, rozważania o przynależności narodowej czy moralnej odpowiedzialności za żyjących potomków, punktując żartami opartymi na wampirzej fizjologii (nie chcecie wiedzieć, co się stanie, jeśli krwiopijca postanowi spróbować pizzy lub popcornu), seksualnych aluzjach (znajomość Laszlo i Nadji z pozbawionym genitaliów baronem) i slapstickowych gagach (jak pokonać dwumetrowego wilkołaka za pomocą piszczącej zabawki). 

   

Choć nie brakuje tu barwnych postaci – poza "tradycyjnymi" upiorami poznajemy m.in.  żerującego na kolegach z biura wampira energetycznego i konkurującą z nim o atencję współpracowników wampirzycę emocjonalną – największym zaskoczeniem dla widza może okazać się niepozorny Guillermo (Harvey Guillén), ludzki zaufany bezwzględnego Nandora (Kayvan Novak), który oprowadza nas po mrocznej rezydencji na Staten Island. Pochodzący z chrześcijańskiej rodziny chłopak marzy, że nadejdzie dzień, kiedy jego pan w podzięce za lata posługi przemieni go w krwiopijcę. Niestety lata mijają, kolejne wyrzeczenia młodego mężczyzny nie zostają docenione, a jego relacje z Nandorem i pozostałymi domownikami trudno określić nawet jako "przyjazne". Czara goryczy przelewa się w tej samej chwili, kiedy odkrywa on, że jego powołaniem bynajmniej nie jest dołączenie do nieświętej świty Dzieci Nocy. Pierwszy sezon zostawia nas z niepokojącym pytaniem o dalsze losy bohaterów. Miejmy nadzieję, że w drugim, emitowanym obecnie na HBO, twórcy zafundowali im jazdę bez trzymanki. 
1 10
Moja ocena sezonu 1:
7
Ewelina Leszczyńska
Rocznik '89. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisała pracę magisterską na temat bardzo złych filmów o rekinach. Dopóki nie została laureatką VII... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij: