Recenzja Sezonu 1

Sky Rojo (2021)
Eduardo Chapero-Jackson
Javier Quintas
Miguel Ángel Silvestre
Verónica Sánchez

Romeo musi umrzeć

Álex Pina i Esther Martínez Lobato nie znają umiaru, dlatego w swoim nowym serialu umieścili szybkie dziewczyny, wystrzałowe samochody i seksowne strzelby (albo jakoś tak). A dodatkowo czarny ...
Romeo musi umrzeć
źródło: materialy promocyjne
Godardowi do zrobienia dobrego filmu wystarczyła dziewczyna i pistolet. Tarantino osiągnął podobny efekt, angażując do swojej odsłony "Grindhouse" trzy dziewczyny, a broń wymienił na samochód. Álex Pina i Esther Martínez Lobato nie znają umiaru, dlatego w swoim nowym serialu umieścili szybkie dziewczyny, wystrzałowe samochody i seksowne strzelby (albo jakoś tak). A dodatkowo czarny humor, muzykę podsłuchaną u Danny'ego Boyle'a ("Perfect Day" przygrywające bohaterce w scenie przedawkowania) oraz ambicje, by "Sky Rojo" było czymś więcej niż dobrze skrojoną rozrywką na jeden wieczór. 


Oczywiście nie ma nic złego w chęci zabłyśnięcia nie tylko sprawnie poprowadzoną fabułą, lecz także inteligentnym komentarzem społecznym. Wydaje się jednak, że duet znany z takich dzieł jak "Dom z papieru" czy "Uwięzione" gubi się we własnej historii, nie do końca wiedząc, o czym chcą opowiedzieć. Żarty z seksu analnego przeplatają się więc ze statystykami dotyczącymi realiów, w jakich żyją zmuszane do prostytucji kobiety, a monologi mafioza ogarniętego ideą stworzenia najlepszego domu uciech na świecie kontrują przejawy rodzącej się między bohaterkami dziewczyńskiej przyjaźni. Tym samym reklamujące serial hasło "burdel na kółkach" można potraktować jako ironiczne podsumowanie produkcji. 

Świat przedstawiony zasiedlają postacie stworzone z klisz: dziwki o złotym sercu, wierny swojemu kodeksowi moralnemu chłopak od brudnej roboty czy bezwzględny stręczyciel. Scenarzyści sprawnie wykorzystują je do napędzania akcji lub stworzenia okazji do przewrotek fabularnych, dzięki czemu "Sky Rojo" ogląda się przyjemnie i potrzeba dużo silnej woli, aby oprzeć się pokusie włączenia kolejnego odcinka. Z drugiej strony trudno w pełni zaangażować się w dramaty bohaterów. Uzależnienie od narkotyków czy stanie się ofiarą handlu żywym towarem są przedstawiane jako nieszczęścia, z którymi można jakoś żyć, zaś wypadki przydarzające się dziewczynom lub ścigającym je bandytom zostały wzięte przez twórców w kreskówkowo-slapstickowy nawias. W konsekwencji o "Sky Rojo" zapomina się tuż po zakończeniu seansu, nawet pomimo cliffhangera sugerującego, że w planach jest kolejny sezon.

Twórcy grają grindhouse'ową estetyką, kreując serial na latynoski odpowiednik "Death Proof". O ile jednak Quentinowi Tarantino umieszczenie fabuły w ramach "męskiego" gatunku nie przeszkodziło w zrealizowaniu feministycznej historii o emancypacji, o tyle Álex Pina i Esther Martínez Lobato poradzili sobie średnio. W "Sky Rojo" nie chodzi o to, aby złapać króliczka (albo Strusia Pędziwiatra), lecz czerpać radość z pogoni (lub odwrócenia ról). Niestety na dłuższą metę scenarzystom nie udaje się utrzymać równowagi między lekkim tonem, w jakim prowadzą swoją opowieść, a poważnymi problemami społecznymi, które są jej tłem.


Nazwanie bohatera imieniem Szekspirowskiego kochanka jest ironiczne i jednocześnie demaskuje kulturę gwałtu leżącą u podstaw jego działalności. Romeo (Asier Etxeandia) to istny wirtuoz manipulacji. Przemienia pozyskane przez wspólników dziewczyny w uosobienie pragnień odwiedzających je gości, niczym wytrawny psychoanalityk wykorzystując naturalne predyspozycje młodych kobiet i wiedzę o oczekiwaniach klientów. Choć "miłość", jaką oferuje, sprowadza się do czysto fizycznej transakcji, ostatecznie prowadzony przez niego przybytek okazuje się miejscem, w którym można nie tylko spełnić najbardziej wyuzdane fantazje, ale także... odnaleźć drugą połówkę. Sprawy uczuciowe komplikują oczywiście zależności biznesowe, bohaterowie wydają się tym jednak specjalnie nie przejmować.

Wątpliwości budzi też status relacji, jaka łączy Romea z Coral (Verónica Sánchez). Bohaterka nie może się zdecydować, jakie uczucia żywi do stręczyciela. Mimo że nie wypowiada się o nim zbyt ciepło, podkreślając, z jak złym człowiekiem mamy do czynienia, jednocześnie odzywa się w niej współczucie, co niebezpiecznie upodabnia ją do heroiny telenoweli. Jeśli jednak nie oczekujecie od serialu realizmu psychologicznego, "Sky Rojo" powinno spełnić Wasze oczekiwania. Szczególnie jeśli tak jak Quentin Tarantino macie słabość do pulpowych historii i eksploatacyjnej estetyki. 
1 10
Moja ocena serialu:
6
Ewelina Leszczyńska
Rocznik '89. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisała pracę magisterską na temat bardzo złych filmów o rekinach. Dopóki nie została laureatką VII... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
83% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
Udostępnij: