Ale też jakby srał na muzykę, realia (wokeizm w operze XD), stroje, a szczególnie scenografię (to elektryczne światło w operze i te złote modernistyczne balustrady XD), ale największym nasraniem jest wypróżnienie się na wybitny materiał scenariuszowy. Coś obrzydliwego. Ledwo dociągnąłem do końca pierwszego odcinka.
Widać próby nawiązywania do dzieła Formana w wielu scenach, a jednocześnie jest drętwo i bez polotu. Nawet przebolałabym Mozarta z azjatyckimi rysami, ale ten brak polotu i zły dobór np.: muzyki w początkowej scenie jednak rozwala.
Piszę to po połowie pierwszego odcinka, może obejrzę dalej, jeśli nie zacznę ziewać od...