Ja wiem, że do filmów, seriali trzeba podchodzić z dystansem. Ale naprawdę nie potrafię zrozumieć, jakim cudem bomba, która rozerwała ścianę budynku siedziby NASA oszczędziła Karen Baldwin na tyle, żeby chwilę przed śmiercią w iście hollywódzkim stylu leżała pod gruzami praktycznie nietknięta, pokryta jedynie kurzem? A od miejsca wybuchu stała dosłownie kilkanaście metrów... Świetny serial, ale no najwyraźniej producenci nie pozwoliliby sobie nie odlecieć w stylu amerykańskich filmów zamykając sezon.
Ten wybuch w ogóle był kuriozalny. W jaki sposób mógł tak spustoszyć salę centrum kontroli lotów skoro wszystkie ściany ocalały? Jedyne co w takim przypadku mogli poczuć to wstrząs. Ale takich głupotek jest wiele, praktycznie większość tego co się dzieje poza Ziemią w trzecim sezonie.