Powiedziałbym, że bardziej "duchowy" i skłaniający do refleksji.
Do tego lepiej ułożony i wyważony, bez skrajnie absurdalnych scen, które w pierwszym sezonie wywoływały dysonans poznawczy i psuły ogólną ocenę.
A postać Żeni to chyba najbardziej chwytający za serce pozytywny bohater, którego widziałem do tej pory.
Niestety po mocno "ruskim" pierwszym sezonie, drugi choć zaczął się mocno, to od 4-5 odcinka polegał na przekrzykiwaniu się przez pół każdego odcinka przez bohaterów: "Loszaaa", "Miszaaa", "Nastiaaaaa", "Iraaa, Irrr, Iraaaa". Plus te słowiańskie, metafizyczne klimaty. Fuj. Oczekiwałem tutaj więcej brudu, syfu,...