Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2019%3A+Buntownicy+bez+wyboru-131841

BERLINALE 2019: Buntownicy bez wyboru

  • autor: Adam Kruk, Jakub Popielecki
  • Relacja
W konkursie Berlinale dwa filmy o fatalistycznym dziecięcym buncie. "La paranza dei bambini" (reż. Claudio Giovannesi) opowiada o wzlocie i upadku 15-letnich włoskich gangsterów. "Systemsprenger" (reż. Nora Fingscheidt) to natomiast historia niemieckiej 9-latki uwięzionej w gabinecie luster systemu pomocy społecznej. Recenzują Adam Kruk i Jakub Popielecki. 

***

Straceni chłopcy ("La paranza dei bambini", reż. Claudio Giovannesi)

Zawsze razem, wszyscy tak samo ostrzyżeni (bo strzygą się sami), palą jointy i bujają się skuterami po Neapolu. Młode wilczki z dzielnicy Sanità mają po 15 lat i duże ambicje – trząść kiedyś całym miastem. Najlepiej z nich kombinuje Nicola (Francesco di Napoli), który szybko wyrasta na przewódcę bandy. Napatrzył się, jak matka płaci mafiozom cotygodniowy haracz, więc wie, jak działają. Wie również, że aby się z nimi rozprawić, najpierw musi zostać jednym z nich. Żaden jednak z niego Robin Hood: chce pomóc matce, ale chce też nowe najki, chce imprezować po klubach, chce imponować na dzielni – szczególnie poznanej właśnie Letizii. By to osiągnąć, grupę przyjaciół z podwórka przekształca w młodociany gang, zwany tutaj paranza, szuka powiązania ze starszymi bosami kamory, którzy mogliby zaopatrzyć ich w broń. Kumple, kasa i spluwa – to fajnie wygląda na selfie.

201913537_2_RWD_1380.jpg

Kiedy chłopcy pną się po drabinie przestępczej kariery, dziewczynki startują w konkursach piękności, jak Letizia, którą ojciec widzi jako Miss Wezuwiusza. W przyszłości zostają najczęściej samotnymi matkami, bo ich mężczyźni albo już nie żyją, albo siedzą w więzieniu, albo ukrywają się w ramach programu ochrony światków. Oczywiście świat przestępczy to nie jedyne prezentowane w filmie oblicze tętniącego właściwą tylko sobie kulturą Neapolu. Jest i pizza, i opera, są serenady, wystawne wnętrza, a za ich oknami plaże i wzgórza – pod jakimkolwiek kątem sfotografować by miasto, wygląda ono uroczo i żywiołowo. Zasługa w tym oczywiście samego Neapolu, ale też odpowiedzialnego za zdjęcia Daniele'a Ciprì, jednego z najbardziej wziętych włoskich operatorów ostatnich lat. Aurę obcowania z autentycznym charakterem miasta zapewniła też świetnie poprowadzona obsada – reżyser Claudio Giovannesi znany jest zresztą we Włoszech z umiejętnego portretowania młodych ludzi. Mówiących w napoletano małoletnim naturszczykom, którym podobne historie znane są z sąsiedztwa, partnerują bardziej doświadczeni lokalni aktorzy: Aniello Arena ("Reality") czy Renato Carpentieri ("Czułość"). Dzięki nim łatwo jest uwierzyć w – podkreślaną przez twórców – prawdziwość prezentowanego świata.


Całą recenzję Adama Kruka przeczytacie TUTAJ.

***

Krzyczę, jestem ("Systemsprenger", reż. Nora Fingscheidt)

"Systemsprenger" wita nas – odpowiednio – krzykiem. Bohaterka wydziera się na całego, a tytułowy napis wali po oczach agresywnie różową czcionką, przywodząc na myśl wulgarne grafitti maźnięte na wewnętrznej stronie ekranu kinowego. Tak mógłby rozpoczynać się film o zbuntowanej nastolatce czy innej punkowej rebeliantce, która – napędzana burzą hormonów i zdrową popkulturową tradycją – pokazuje światu środkowy palec. Reżyserka Nora Fingscheidt opowiada jednak o zaledwie dziewięcioletniej dziewczynce. A "łamanie systemów", do którego odsyła tytuł, nie oznacza tu żadnej fotogenicznej rewolucyjnej pozy – raczej instytucjonalny impas dotykający dzieci w rodzaju małej Benni (Helena Zengel). Jej dziki bunt nie przynosi bowiem katharsis czy emancypacji. To tylko desperacki wyraz niemocy wobec sposobu działania świata. 

Systemsprenger-2019.jpg

Co zrobić, kiedy ani rodzona matka, ani armia pedagogów, opiekunów, lekarzy i zastępczych rodziców nie potrafi sobie z tobą poradzić? Bernardette – w skrócie: Benni – ma tylko jedno rozwiązanie: bić, kopać, bluzgać i krzyczeć w odpowiedzi na każdą regułę, każdy zakaz, każdy zawód. Ktoś wyciąga do ciebie pomocną dłoń? Ugryź. Dziewięciolatka jest popychadłem niemieckiego systemu opieki społecznej, krąży po zamkniętym obiegu, odbijając się od każdej kolejnej placówki. W środowisku cieszy się już złą sławą – na sam jej widok niektórzy opiekunowie załamują ręce i przewracają oczami, wiedząc, że czeka ich zaraz kolejna awantura. Benni chciałaby po prostu wrócić do matki, ale ta nie jest w stanie sprostać wybuchowemu temperamentowi córki. I koło się zamyka.

Fingscheidt nie szuka jednak winnych, pokazuje problem w całej jego ambiwalencji. Matka dziewczynki bywa skrajnie nieodpowiedzialna, ale z dwójką innych dzieci na głowie i podejrzanym partnerem na horyzoncie daleko jej do czarnego charakteru. Analogicznie: pracownicy opieki społecznej nie są tu żadnymi aniołami altruizmu. Reżyserka pokazuje, że chcą dobrze, ale – podobnie jak Benni – również oni są jedynie trybikami systemu. Dobre intencje nie wystarczą, zwłaszcza jeśli rodzą tak absurdalne pomysły, jak idea wysłania trudnego dziecka do Kenii. W obiektywie Fingscheidt wygląda to raczej jak desperacki chwyt za brzytwę niż jakieś cudowne rozwiązanie. 


Całą recenzję Jakuba Popieleckiego przeczytacie TUTAJ.


zobacz też: