więc demonów tym bardziej. Żal tylko dziewczyny, która zamiast leczenia psychiatrycznego
dostała machanie różańcem przed twarzą.
Raczej to niewierzący są leniwi intelektualnie. Odrzucają wszelkie idee, które mogłyby poprzeć istnienie Boga. Nieważne jak bardzo argument byłby przekonujący, ateista i tak powie, że to bzdury. Nie wiem dlaczego, ateistką nie jestem i w Boga wierzę, ale sądzę, że to właśnie przez bycie -jak to ujął JesusChrysler- leniwymi intelektualnie istotami, którym mózgownicy wysilić się nie chce i dla których Bóg jest zbyt trudnym do pojęcia bytem. ;P
udowadnia sie istnienie czegos a nie nieistnienie. nie ma czegos takiego jak NAUKOWE dowody na istnienie boga.
szczegolnie dla einsteina jest trudnym do pojecia bytem. jaki on byl glupi i leniwy intelektualnie w porownaniu do ciebie.
Witaj, przepraszam że tak długo ale zabieganie mam ostatnio duże.
Przepraszam nawet nie zwróciłem uwagi na Twój nick, zwykle to faceci tak się bronią hasłami "Boga niema" na forach, stąd odpisałem bezpośrednio na hasło.
Gdybym zaczął krzyczeć że krasnoludki istnieją, z pewnością by się nie pojawiły ponieważ:
a) nie istnieją
b) jak już wspomniałem moje słowa nie mają właściwości stwórczych
Jeżeli zaś chodziło ci zaś o przyrównanie istnienia Boga do istnienia... krasnoludków;)
No to widzę że racjonalności masz jeszcze niezbyt dojrzałą;)
Otóż moja droga Bóg obiecał że KAŻDYEMU (ateista, katolik, hindus czy animista) kto WEZWIE GO - CAŁYM SERCEM - On mu się objawi i to z całą potęgą!
Nie wierzysz? Zatem jeżeli jesteś otwarta (racjonalizm domaga się otwartości) Pójdź jak będziesz na to gotowa do najbliższego kościoła, stań przed Tabernakulum czy siądź w ławce
i krzycz! Jak wolisz w myślach czy na głos: To co masz w sercu, absolutnie szczerze jeżeli chcesz używać nawet wulgarnych słów - używaj! Bądź po prostu s z c z e r a (całym sercem w hebr. znaczy wszystkim: myślami, emocjami, całą swoją decyzją).
A poznasz Boga, On sam będzie działał takie cuda które zdawały Ci się jedynie 'głupimi bajkami dla naiwnych'. Odważysz się?
Czy może tu nie chodzi o "istnienie Boga" a jedynie o d e c y z j ę: samemu ustanawiania swojego prawa, innymi słowy bycia samemu dla siebie bogiem? A Ten który mnie stworzył i całe stworzenie wszechświata woła do mnie o Jego potędze, najzwyczajniej mi przeszkadza w moich 'genialnych' planach?
Życzę racjonalności! Ponieważ R a t i o jest w pełni zdolne, samo z siebie poznać Veritas, ale niestety ratio możemy mylić z i g n o r a n t i a ...
„Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. J 14,21
Kiedyś wierzyłam w boga, chodziłam co tydzień na msze, modliłam się przed snem, ufałam mu, rozmawiałam z nim. Nie chciałam niczego w zamian, chciałam tylko żeby ze mną był. Pewnego dnia wstałam z myślą, że sama siebie oszukuje. Przeżyłam bardzo dużo i to nie bóg pomógł mi w walce z chorobą, tylko ja pracowałam na moje wyzdrowienie. I nie było tam żadnej boskiej ręki, to ja poświęciłam kilka lat swojego życia. W tym czasie ani razu o nim nie pomyślałam. Teraz wiem czemu ludzie w niego wierzą - ze strachu. Moja prababcia w młodości nie chodziła do kościoła, teraz, w wieku 90 lat stała się bardzo wierząca. Czemu? Bo boi się śmierci. Ja już niczego się nie boję, dlatego wizja, że ktoś wszechmogący istnieje nie jest mi już potrzebna. Jak dla mnie nie ma żadnego dowodu na istnienie boga, jak i nie ma żadnego dowodu na jego nieistnienie. Ale ja nie wierzę i nie ma mnie co namawiać na nawrócenie.
Hmm, przykra sprawa.... Myślę że mogą użyć słowa ‘rozumiem’ dlatego że też w życiu przeszedłem przez 14 lata ciężkiej choroby. Jednak dla mnie był to czas z a u f a n i a Bogu... :) Choroba dla jednych jest momentem przylgnięcia do Boga dla innych podjęciem decyzji o odejściu od Niego... Szkoda że nie wałczyłaś tylko poszłaś z nurtem...
Hmm myślisz że starsi ludzie głupieją i zaczynają się bać Boga? Owszem boją się, może nie samego Boga co sprawiedliwego sądu o czasie próby który... Miast dawać się ludziom, używali ludzi dla siebie.
Rozumieją że życie nie polegało na tym co myśleli. Duch Święty porusza od środka dając głębokie, często jednak niezauważalne poczucie Drogi z jakiej zeszli, uważając że "wiedzą lepiej".
Gdyby choć zaufali błędom swoich rodziców i dziadków już byli by szczęśliwsi, ale nie każdy zna "przepis na sukces instant" ;) I tak restart nauki po rodzicach i zaczynamy błądzić od nowa... To dopiero głupie! ;)
Co do cierpienia o które oskarża się Tego który najbardziej nie chce jakiegokolwiek cierpienia, nieładu, grzechu (o ile ja buntuję sie na niesprawiedliwe cierpienie o ileż bardziej buntuje się przeciw niemu Ten który mnie stworzył - Pełnia miłości? Do rozpaczy! Zszedł na ziemię (naiwnie brzmi?) Jechał na osiołku? Jeszcze naiwniej;) I pozwolił oddać swoje pełne Chwały i czci Święte życie za ta żebyśmy mogli raz jeszcze wrócić do Niego z tej pustyni! Oskarżamy często o cierpienie Tego który sam doświadczył tej niesprawiedliwości na ziemi „Sprawiedliwy – jak niemowie- za niesprawiedliwych” a my tym ... gardzimy. Wolna wola...
Na temat sensu cierpienia którego sprawcą jest: Człowiek, nasza głupota, ignorancja, własny grzech, czyjś grzech, szatan i zniszczona przez człowieka natura – które jedynie d o p u s z c z ,(a nie stwarza) Bóg tylko w celu p e d a g o g i c z n y m żebyśmy zaczęli być ludźmi - Wiele napisał Gottfried Leibnitz w słynnej Teodycei. Polecam poczytać na googleach;)
Dlaczego mówiż że "dla mnie" niema żadnego dowodu na istnienie Boga? Przeciez mówiłem Ci już że wystarczy ... do Niego móić, amiętnie szczeże - pojawia sie w Towim życiu takie dowody że będziesz conamniej onieśmielona;) Ale jak zauważyłaś, na razie niechcesz...
Mniejsza z tym, nie mówimy już na temat wiary – skończyłem tylko wątki które zaczęliśmy.
Rozumiem że w życiu wiele wycierpiałaś? Mam takie wrażenie bo czuć to w tym co jak piszesz, nie tylko ze mną ale z innymi. Zwykle dzieje sie to przez naszą rodzinę, cierpimy przez bliskich. Choć nie zawsze oni tego chcieli. Skąd jesteś? Ile tak w ogóle masz lat? Wiem że nie powinienem pytać;) Może przejdziemy na fejsa?
Pozdrawiam.
„Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga” 1Kor 1,27
Wydaje mi się, że przestając wierzyć nie należałam do większości, więc nie popłynęłam z nurtem. W szpitalach ludzie częściej się nawracają, niż odwracają od boga. Rozumiem Twoje zdanie i nie chcę go zmieniać, ale mnie żadne obecne argumenty naprawdę nie ruszą. Nie wierzę w słowo boże, nie wierzę w żadne przytaczane przez katolików cuda. Dla mnie i dla naprawdę wielu ludzi bóg nie istnieje. A ja jestem agnostyczką - jeśli chociaż jeden argument będzie dla mnie powodem do uwierzenia to uwierzę. Ale póki co jeszcze takiego nie było.
Moja rodzina nie jest winna mojej chorobie. Mimo, że nie wspierała mnie na początku, później dotarło do niej, że muszą ze mną być. Jestem z Warszawy. Wieku zdradzać nie muszę, napiszę tylko, że pełnoletnia już jestem. ;)
Można popłynąć z nurtem należąc właśnie do mniejszości...:)
Zauważam pewną sprzeczności w tym co mówisz, choćby w ostatniej wypowiedzi. W trzecim zdaniu mówisz że "żadne obecne argumenty naprawdę nie ruszą", ale już w szóstym zdaniu stwierdzasz "jeśli chociaż jeden argument będzie dla mnie powodem do uwierzenia to uwierzę" Hmm ;) Przecież powiedziałem Ci już tym b a r d z o empirycznym argumencie: Wezwaniem Boga! A tu mówisz że jeżeli będzie "dla mnie jeden argument" - jest!
Myślę że nadal chodzi tu o d e c y z j ę - w y b ó r ;P
Mówiłaś także o tym że starsi ludzie nagle zwracają się do boga. Może właśnie nie należy traktować ich jako naiwnych, ale właśnie jako tych w których pod koniec życia rusza sumienie? Gdy dziecko nabroi, rozumie że głupia ciągła ucieczka niema sensu – wtenczas wraca ze spuszczoną głową do rodziców… :)
Z Wawy? A to od zawsze z warszawy? Wiem że to intymne pytanie, ale czy mógłbym wiedzieć jaka to choroba?
Pozdrawiam!
Ja nie widzę sprzeczności w tych dwóch zdaniach. OBECNIE nie ma żadnego argumentu który do nie przemawia, ale nie wykluczam, że w przyszłości takowy się pojawi.
Od zawsze z Warszawy, a o mojej chorobie szczegółowo rozmawiać nie chcę, bo jest to dość wstydliwe.
Hmm, domyślam się że było to trudne dla Ciebie.
Jest to zawsze trudna sprawa, jednak nie beznadziejna.
Moja znajoma dostała kilka lat temu wyrok: nieuleczalna białaczka. Półtorej roku temu modlił się nad nią charyzmatyk z Ugandy o. John Bashobora. Po tej modlitwie jest juz całkowicie zdrowa i wolna! Bóg nie chce naszej choroby to często my sami ją 'lubimy' lub nie wierzymy, stąd cierpimy przez całe życie.
Coraz częściej gdy obracam się w środowisku osób naprawdę ufających Bogu, szysze o niesamowitych uzdrowieniach i uwolnieniach z nałogów. Inny mój znajomy został bezdomnym z powodu alkoholizmu, pił ostro przez 10 czy 12 lat już nie pamiętam, gdy jego rodzina zaczęła sie za niego gorąco modlić i powiedzieli mu o tym w jednym dniu wyrzekł się tego nałogu i od tamtego dnia już nie pije - bez żadnych objawów choroby alkoholowej i bez detoksu.
To jest dla mnie tak normalne i zwyczajne że Bóg chce nas uleczyć, to my stawiamy Mu warunki, a on chce tak po prostu za darmo... Odpowiedziałem na temat Twojej choroby znowu przez wiarę, wybacz inaczej bym skłamał mówiąc "oj biedna ty, przykra sprawa, współczuję itp" :)
Bez urazy, ale według mnie pisze pan kompletne bzdury. Póki co nie wyczytałem z pańskich postów zupełnie nic co nie byłoby pustą gadaniną. To jak bardzo gorliwym (rzekłbym nad) jest pan katolikiem, widać po przeczytaniu już pierwszych postów. Przykładowo "myślisz że jak tak będziesz mówił to spwoodujesz że Bóg zniknie?". Po przeczytaniu tego postu dostałem napadu niekontrolowanego śmiechu. "Zniknie"? Czy powiedzmy próżnia może zniknąć? Skoro ma znikać najpierw musiałby istnieć w postaci materialnej. Ach, specjalnie dla pana pójdę na plebanię do jednego z moich dwóch szkolnych katechetów by dowiedzieć się w jaki sposób wezwać boga - nadmieńmy że całym sercem - by mi się objawił. Zupełnie rozumiem wiarę w boga - może nie koniecznie w boga, siedzącego na cumulusowym tronie, przewodzącemu zastępom aniołów, zbawcy ludzkości, pasterzowi który oddaje niesforną owieczkę, czy w niektórych wypadkach baranka do wściekłego, czerwonego ludzika, wyposażonego w pasterskie widły, lwi ogon, rogi, wielkie owłosione przyrodzenie oraz wielką chęć do wrzucenia swojej, małej, wełniastej ofiary do kotła z wrzącą oliwą - ale jednak rozumiem. Nie rozumiem jednak jednej rzeczy cytowania z pamięci wersów ze świętej objawionej księgi, czy wiary w objawienia i opętania w dobie komputerów, robotów i lotów w kosmos. Sam nie do końca jestem ateistą, lecz dla mnie wiara katolicka to opium dla mas. Nie mówię że nie jest potrzebna - wręcz przeciwnie jest niezbędna dla wielu ludzi, szczególnie dla starych, chorych lub w inny sposób pokrzywdzonych. Zaznaczam jeszcze raz potrzebna jest wiara - a nie fanatyzm. Inną sprawą jest wtykanie swojego kinola w cudze sprawy gdy brakuje panu argumentów. A propos czym różni się mieszkaniec Krakowa, Łomianek czy innego Pierdziszewa Dolnego od mieszkańca Warszawy? Sam mieszkam w Warszawie i zapewniam że chamstwo jakie tu niekiedy panuje jest znacznie gorsze niż to wiejskie.
Ale zbyt się rozpisuję, w końcu i tak wszyscy dobrze wiedzą, że do pana nic nie dotrze. Cały film oglądany o wpół do drugiej w nocy mniej mnie przeraża niż postawa ludzi takich jak pan.
PS: Bardzo podobało mi się porównanie boga do krasnoludków
Pozdrawiam Kuba
Drogi Kiupen. Widzę że nie zrozumiałeś prawie zupełnie, tego o czym pisałem.
Większość rzeczy jaki mi zarzuciłeś zostały błędnie przez Ciebie zinterpretowane.
Również jestem przeciwnikiem fanatyzmu religijnego. Jestem za to zwolennikiem Wiary do której wystarczy prosta, nie zmącona ignorancją i własnym "ja wiem lepiej" - Logika.
Tak mówię tu dokładnie o tej logice (nauce) jaką wykłada się między innymi na UJ czy UW.
Co do zdania o tym że "Bóg zniknie" przeczytaj proszę je raz jeszcze, bo widzę że nie zrozumiałeś treści.
Zupełnie nie chodzi mi o 'znikanie Boga" ale o to że jeżeli będę się wszędzie afiszował i mówił że "Boga niema" to przestanie istnieć. Owszem przestanie, w moim postrzeganiu świata - bo tak będę chciał.
Jednak człowiek musi to dopiero w sobie zdusić. Dlaczego Jezus powiedział że jeżeli nie będziemy tacy jak małe dzieci nie będziemy w stanie wierzyć? Małe dziecko jest p e ł n e - trzech cnót teologolnych: wiary, nadziei, miłości - oczywiście coraz częściej nawet u małych dzieci jest jej mniej, za sprawą nie mających wartości rodziców, którzy tak c h c i e l i wychować swoje dzieci.
Jestem także przeciwnikiem religijności! Religijność jaką widzimy często w kościołach, buduje fałszywy obraz Wiary. Sama religijność jest taką zabawa, dla ludzi którym wydaje się że Ufają Bogu. Jednak koncentrują się jedynie na doznaniach i przeżyciach – emocjonalnie traktują ufność wobec Tego który nie potrzebuje nic więcej do Chwały a my czasami myślimy że jak damy na tacę 10zł albo będziemy kumplować się z księdzem proboszczem to jesteśmy ‘mili w oczach Boga” – chyba tyko naszego wyobrażenia Boga. Jest to naiwne myślenie, mniemające wiele wspólnego z greckim Pistis – wierzyć Bogu! Nie zaś wierzyć w Boga. Sama wiara w Boga świadczy o nie dojrzałości. Człowiek dojrzały wie że samo myślenie że dany autobus mnie gdzieś zwiezie, n i c nie daje, zaś zaufanie – wejście do autobusu – już tak.
Napisałeś:
"Zupełnie rozumiem wiarę w boga - może nie koniecznie w boga, siedzącego na cumulusowym tronie, przewodzącemu zastępom aniołów, zbawcy ludzkości, pasterzowi który oddaje niesforną owieczkę, czy w niektórych wypadkach baranka do wściekłego, czerwonego ludzika, wyposażonego w pasterskie widły, lwi ogon, rogi, wielkie owłosione przyrodzenie oraz wielką chęć do wrzucenia swojej, małej, wełniastej ofiary do kotła z wrzącą oliwą" - niema takiego Boga, a nie takich ludzi. Może masz taki obraz według którego żyjesz, ale jednak obraz jaki mamy o kimś a jaki jest na prawdę to zupełnie inne rzeczy.
Jeżeli masz taki obraz Boga, czy kościoła to mogę cię jedynie prosić żebyś zaczął b a d a ć. Ponieważ zwłaszcza dziś w "dobie komputerów, robotów i lotów w kosmos" jak nigdy o Kościele i Bogu narosło i rozpowszechnia się dziesiątki mitów a nawet kłamstw w które wierzą nawet niektórzy księża.
Niesforna owieczka? - Jeżeli tak masz obraz Chrystusa to proszę przeczytaj choć jedną ewangelię, ale nie po łepkach ale według egzegezy biblijnej. Zobaczysz tą niesforna owieczkę która podburzyła całą sieć układów i manipulacji ówczesnego Izraela. Która nie bała się nazwać cyników pobielanymi grobami, a przewrotnie rządzącym powiedzieć ze "nie rzuca się Pereł przed wieprze". W końcu przeczytaj o Lwie z pokolenia Judy - w apokalipsie:)
Opium dla mas??? Mam nadzieję ze nie powtarzasz tanich tekstów, bez żadnych historycznych postaw. Jedynie zaś w oparciu o fora dla ateistów, czy coraz to modne kino antyteistyczne?
PS. Najzwyczajniej na świecie zapytałem Kitty o to skąd pochodzi, ty zaś już wyczytałeś nie wiem skąd że o jakąś prowincje mi chodzi? ;)
PS. Nie musisz iść do księdza katechety. Wystarczy własny rozum – ratio.
Polecam świadectwo Braiana Head Welch – byłego wokalisty Korn. O tym jak wezwał Boga a jak Bóg z całą mocą zadziałał. Dlatego że Brania … c h i a ł Boga:)
http://www.youtube.com/watch?v=gsnpweTRyRY
PS. Nie odbieraj powyższego postu jako „sprzeczkę” albo prowokację. Być może przez moja interpunkcję można odeprać to jakbym chciał poróżnić nas, nie mam takiego zamiaru. Pozdrawiam:)
Drogi panie zwyczajny, wybacz ale nie mam pojęcia czym są skróty UJ czy UW, więc pierwszy akapit pozostawię bez komentarza.
Co do drugiego mam pewne obiekcje.
Cytuję: "Co do zdania o tym że "Bóg zniknie" przeczytaj proszę je raz jeszcze, bo widzę że nie zrozumiałeś treści.
Zupełnie nie chodzi mi o 'znikanie Boga" ale o to że jeżeli będę się wszędzie afiszował i mówił że "Boga niema" to przestanie istnieć. Owszem przestanie, w moim postrzeganiu świata - bo tak będę chciał. " Skoro faktycznie tak pan myśli, niech wyjaśni mi pan jedno - co obchodzi panią kitty pańskie postrzeganie świata. Zakłada pan że coś czego pan nie widział, nie słyszał i zna pan tylko z starożytnego zbioru ksiąg i kilku teologicznych (w mojej opinii bzdurnych) książek. Gdyby nie fakt że setki ludzi w ten sposób rozumują, nazwałbym to schizofrenią.
Idąc dalej, dochodzimy do wygłaszanych przez pana cytatów Jezusa - słów które wypowiedział dwa tysiące lat temu, które zna pan z jednego ze swoich przekłamanych teologicznych tomów, czy może nawet ze swojej przenajświętszej księgi. Co do następnego zdania: małe dzieci mają wiele cnót - wiara nie występuje naturalnie i w przeciwieństwie do dwóch pozostałych musi być wpajana.
Pisze pan że kościoły budują fałszywy obraz wiary - nic bardziej mylnego. One budują pospolity obraz wiary. Myśli pan że dlaczego wszyscy starzy ludzie chodzą do kościoła? Bo takie kiedyś były czasy? Bzdura. Bo boją się śmierci i tego co po niej nastąpi.
Cytując moje słowa mówi pan że taki bóg nie istnieje. Nie wiem czy zdaje pan sobie sprawę co to jest ironia. Celowo użyłem takiej karykatury boga, ze względu na śmieszne założenia katolicyzmu. Nie żyję obrazem takiego boga, bo nadmienię jeszcze raz nie wierzę w zupełnie coś innego, bardziej skomplikowanego i przede wszystkim zawierającego naukowe potwierdzenia (od razu mówię że nie zamierzam pana w żaden sposób, z nią zapoznawać bo po prostu zajęło by to zbyt wiele czasu).
Nie zamierzam czytać żadnej ewangelii, gdyż po prostu wiem że nie przebrnąłbym przez tak nudną literaturę. Co innego gdyby zaproponowałby mi pan przeczytanie nowej książki fabryki słów. Co do tej niesfornej owieczki - tu miałem na myśli przykładowo takiego mnie bądź panią kitty. Jeśli chodzi zaś o Chrystusa, to powiem tak: Moim zdaniem, podkreślam moim, jego postać ma pan idealnie przedstawioną w "Jesus Christ Superstar". Zdaję sobie zupełnie sprawę z tego jak trudno panu przyjdzie panu potraktować musical poważnie, jednak wyobrażenie człowieka który pomagał innym, aż w końcu został okrzyknięty mesjaszem, w co potem sam uwierzył. Zwracam się jednak do pana z prośbą, żeby darował pan sobie przekonywanie mnie co do tego, bo po prostu nie chce mi się prowadzić kolejnej jałowej dyskusji na ten temat.
A co do mojego stosunku do wiary najlepszym źródłem historycznym były krucjaty, czy wkładanie chorych do rozgrzanego pieca na "trzy zdrowaśki". Nie czytam forów ateistycznych, bo to straszne bzdury. Jeśli chce pan dowiedzieć się jakie filmy oglądam, zapraszam na mój profil. Oglądanie antyteistycznego kina w wieku czternastu lat to pewien rodzaj absurdu - nie uważa pan?
Co z kolei tyczy się pańskich pytań do pani kitty - skoro w taki sposób pyta pan "Najzwyczajniej na świecie", to znaczy że musi pan być bardzo nieprzyjemny w obyciu. Chodziło mi też o pytanie dotyczące choroby. Co to pana interesuje? Może rak, może cukrzyca, może katar. Brak panu dobrego wychowania i wyczucia stylu. Co do wokalisty Korn - nie przeczę że widział boga. Podobnie jak Cobain, Beatelsi i paru innych. To nazywa się LSD lub DMT.
PS1: Pańskiego postu nie odbieram jako próby poróżnienia, jednak i tak nie imponuje mi pan w żadnym stopniu, ani zachowaniem, ani postawą co do swojej wiary.
PS2: Myślę że uzdrowienie z alkoholizmu - takie jakie przytrafiło się pańskiemu znajomemu - powinno przytrafić się również panu.
PS3: Powyższy post może pan odbierać jak pan chce, bo i tak pana nie lubię i nie obchodzi mnie pańskie zdanie na mój temat.
Pozdrawiam Kuba
Kiupen.
Widzę ża nadal niewiele rozumiesz. Być może właśnie dlatego że masz jeszcze 14 lat. Nie mowie tego złośliwie, po prostu będąc w twoim wieku tez uważałem sie za wszechwiedzącego 'boga'.
Teraz jestem dojrzały i kieruję się rozumem, nie zaś emocjami.
Wybacz że nie odpowiem na Twoje pytania i zastrzeżenia, ale to bez sensu ponieważ cokoliwek powiem jaką koliwek apologię, ty z miejsca ją wyśmiejesz i zaczniesz szydić. Ja do Ciebie usiłuję mówić racjonalnie ty zaś z zadziwiającą łatwością to olewasz - emocjami.
Zachęcam również byś sprawdził co oznacza słowo IGNORANCJA ponieważ twoja mowa bardzo jest nia nacechowana... Nie przystoi ateiście być ignorantem;)
Jeżeli jednak chcesz porozmawiać bez emocji - daj tylko znać, będę na filmwebie dopiero za 2 tygodnie więc proszę o cierpliwość.
Usiłowałem odpisać wczoraj i przedwczoraj ale filmweb czasami mnie nei che zalogować.
PS. Myślę że nie oglądałeś świadectwa Head Welcha, ponieważ z niezwykła łatwością wsadziłeś go do worka "naćpany narkoman" Gdybyś słuchał uważnie to obecnie i w chwili nawrócenia nie był naćpany a właśnie teraz nadal nie chce tych całych "bogactw" które miał.
Mam wrażenie że na koniec zaznaczyłeś iż nie chcesz ze mną rozmawiać, nie dlatego że "niemasz ochoty" ale dlatego żw widzisz zagrożenie że mogę udowodnić Ci moc i potęge działania Boga w twoim życiu. Innymi słowy nie będziesz mógł już się afiszować 'boga niema, blablabla" ;)
Pozdrawiam!
Drogi panie Zwyczajny
Faktycznie, nie wiem czy zrozumiałem dokładnie to, co chciał mi pan powiedzieć, jednak nigdy nie uważałem się za boga. Nie zna mnie pan i nie wie pan jak zachowuję się i jak postrzegam świat. Nie chcę żeby to zabrzmiało jak atak, ale nie jestem taki jak pan. Nie wiem jak bardzo się różnimy, jednak wiem jak bardzo różnię się od moich rówieśników. Wiem brzmi to dość pompatycznie i żenująco, jednak jestem dużo dojrzalszy.
Zgodzę się z panem w jednej kwestii - olewam pana, i to co próbuje mi pan przekazać. Nie robię tego jednak, z czystej chęci zdenerwowania i popsucia panu dnia. Robię to ze względu na pańskie słowa, które nijak do mnie nie przemawiają.
Wiem co znaczy słowo ignorancja, więc spokojnie mogę stwierdzić że myli je pan z terminem "arogancja". Co więcej, nie jestem ateistą, po prostu nie jestem chrześcijaninem.
Co do wokalisty korn - owszem wrzuciłem go do tego worka, jednak nie wrzuciłem tam ani Beatlesów ani Cobaina. Jeśli jednak uważa pan ich za "naćpanych narkomanów", to pańska sprawa.
Co więcej nie napisałem że nie chcę z panem rozmawiać, tylko że pana nie lubię, a jeśli chodzi o "zagrożenie" nawróceniem, to życzę powodzenia.
PS: Nigdy nie afiszowałem się brakiem wiary.
Pozdrawiam Kuba
Cieszy mnie to że rozminęliśmy sie jedynie na poziomie słów:)
Jednak znowuż w połowie wypowiedzi wykazałeś ignorancję "olewam pana, i to co próbuje mi pan przekazać." - To nie jest arogancja ale ignorancja. Wrzucenie wokalisty Corn do worka z narkomanami to także ignorancja - On mówi w tym świadectwie o dramacie swojego życia, a ty najzwyczajniej określasz "był naćpany"...
Ignorancja nigdy nie jest dojrzała.
Uważanie się za Boga nie zawsze musi być świadome. W tym uważaniu siebie chodzi jedynie o: Ustanawianie samemu 'prawdy', wartości i ogólnie pojęty relatywizm...
Stąd na podstawie tego jak się wysławiasz w postach stwierdziłem że są to cechy należne Bogu...;)
PS. Nie chodzi o wiarę w Boga (ona nie zbawia) ale o wiarę Bogu!
PS. Myśle że rzeczywiście wielu miejscach nie zrozumieliśmy sie na poziomie myśli, stąd wybacz jeżeli cię coś mogło urazić. Chodzi mi o piętnowanie postaw, nie osoby.
To bardzo przykre,że chorowałaś i naprawdę ci współczuję,ale szczerze powiedziawszy to dla mnie gówniany argument . Zachorowałaś,ok-i wg ciebie to dowód na nieistnienie Boga? Każdy człowiek na Ziemi coś przeżywa,z czymś się zmaga a jednak większość jest wierząca,bo są głęboko uduchowieni. Człowiek jest naprawdę bardzo prymitywną istotą zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy duchowne. Wszystko chciałby wytłumaczyć,pojąć rozumem,zobaczyć-ludzie są jak niewierny Tomasz-póki nie zobaczą na własne oczy,nie uwierzą. A Bóg każdemu stawia próby wiary,twoją próbą była choroba. To nie Bóg zsyła choroby,po prostu stało się,jesteśmy tylko ludźmi i choroby zawsze istniały tak jak zło. Ale próba polegała na tym,żeby sprawdzić czy nadal będziesz wierzyć czy odwrócisz się i zwątpisz. Jak napisałam wcześniej,po śmierci nie ma odwrotu-jeśli za życia świadomie odwróciłaś się od Boga,nie zostaniesz zbawiona. Nie wstydzę się mówić o religii w przeciwieństwie do większości moich rówieśników.
a pomyślałaś że może oni chcą mówić o religii bo ich ten temat nie interesuje? wydajesz się być gorliwą katoliczką która chętnie by wszystkich nawracała,może inni nie chcą z Tobą rozmawiać? Twoje posty mnie osobę niewierzącą wprowadzają w zażenowanie. Bo kim Ty jesteś żeby prawić morały komukolwiek kogo na dodatek nie znasz. Pozwalasz sobie panienko na zbyt wiele
>może inni nie chcą z Tobą rozmawiać?
Do czego pijesz?? To jest chyba forum,a wiesz na czym polega? Na pewno nie ta tym,żeby na nim nie rozmawiać :D
>wydajesz się być gorliwą katoliczką która chętnie by wszystkich nawracała
Nie sądzę,to raczej wy(ludzie niewierzący),wydajecie się być gorliwymi ateistami-i to bardzo. Wasze posty wprowadzają mnie w jeszcze większe zażenowanie-próbujecie coś udowodnić...prosta rada-jeśli jesteś niewierzący to przestań przesiadywać na forum i mówić wszystkim "Bóg nie istnieje",bądź sobie ateistą,mnie to naprawdę nie obchodzi. Zastanawia mnie tylko dlaczego się w to tak angażujesz skoro religię masz w poważaniu. Odkopujesz stare wypowiedzi tylko po to,by coś komuś wytknąć i pokazać,że się myli.
Bo jak sama zauważyłaś to jest forum,nie wiedziałam że jest limit czasowy
"wydajecie się być gorliwymi ateistami-i to bardzo. Wasze posty wprowadzają mnie w jeszcze większe zażenowanie-próbujecie coś udowodnić...prosta rada-jeśli jesteś niewierzący to przestań przesiadywać na forum i mówić wszystkim "Bóg nie istnieje" - gdzie ja tak napisałam? ja odnoszę osobiste wrażenie do Twojej osoby a Ty mnie wrzucasz do worka razem ze wszystkim ateistami tego świata
Poza tym zanim zaczęłaś coś pisać może powinnaś przeczytać własny post "Nie wstydzę się mówić o religii w przeciwieństwie do większości moich rówieśników." już wiesz o co chodzi? nie,szkoda
Masz jakiś problem ze sobą,nie wiem nie akceptujesz samej siebie coś w tym jest,poza Tobą nikt nie stwierdził że jest głęboko uduchowiony. Bardziej Ty epatujesz swoją głęboką wiarą niż ja czymkolwiek innym
Ciekawi mnie skąd wysnułaś wniosek,iż nie akceptuję siebie? Otóż w pełni akceptuję siebie a tobie widocznie brak po prostu sensownych argumentów.Użyję twoich słów- Bo kim Ty jesteś żeby prawić morały komukolwiek kogo na dodatek nie znasz. Zgrywasz inteligenta,bo innego wyjaśnienia nie ma. Pozdro i życzę dalszego udzielania się w sprawy,które rzekomo cię nie interesują.
Wskaż mi miejsce w którym prawie Tobie morały
Skąd wniosek? Z Twoich wypowiedzi
Zainteresowała mnie Twoja wypowiedź i Twoja osoba
Nie wiem gdzie napisałam że mnie temat nie interesuje,po raz kolejny nie czytasz ze zrozumieniem
Tobie zabrakło argumentów do dyskusji bo ktoś Ci wytknął błąd i nie potrafisz się teraz obronić,wcale nie muszę nikogo zgrywać. Jak masz problem z tym że ktoś może zwrócić Ci uwagę na niewłaściwe zachowanie to najlepiej nie odpowiadaj na posty bo tylko jeszcze bardziej się pogrążasz
Po Twoich słowach bardzo łatwo można się domyślić, że nie tyle nie wierzysz w boga, co po prostu go odrzucasz i tyle. Skoro kiedyś wierzyłaś, a nagle stwierdziłaś "hej, bez sensu, ludzie wierzą bo się go boją, haha głupcy, ja się nie boję" to tylko i wyłącznie pokazuje jak butna jesteś i jak sama sobie starasz się wpoić to, że to co nam opowiadasz to prawda. Ave dziecko. ;)
Marne ze mnie dziecko, bo 18 lat skończyłam już dosyć dawno temu. :) Nie mogę odrzucać czegoś co nie istnieje. To tak jakbym odrzucała możliwość istnienia smoków, ale to nie ma większego sensu, bo wszyscy wiemy, że ich nie ma.
Lubię takie puste laleczki, które nie posiadają podstawowej wiedzy teologicznej, a udają proroków. Ach te warszawskie plastiki.
W proroków też nie wierzę, więc ich nie udaję. Ale za to wierzę, że twoja wiedza teologiczna jest tak ogromna, że umiesz kontaktować się z bogiem, który opisał jaka jestem.
Odpowiedź dla Litr_na_dwoch : Nie nazywaj Kitty 'pusta laleczka".
Ona ma swoje życie, trudne i nie znasz jej historii życia. Wiem że może chcesz bronić wiary takimi komentarzami, jednak nie szanujesz C z ł o w i e k a - więc trudno powiedzieć że sam jesteś naprawdę wierzącym. Chyba ze tylko z nazwy? Nie oceniaj w ten sposób.
Owszem Kitty nie zna może dobrze teologii ale nie masz prawa jej tak za t o nazywać. Z tego wynika że Ty także nie znasz :P
Dokładnie,proszę Pani. Boga nie ma, mamy XXI wiek a sekta katolicka nadal ogłupia naiwniaków. Pozdrawiam serdecznie.
Sekta? Proponuję poczytać SJP lub PWN i r a c j o n a l n i e wypowiadać się na filmwebie, nie emocjonalnie.
Właśnie dlatego że mamy XXI wiek - jak widać nie zauważyłeś że powtarzasz puste hasła które lansuje się w mediach.
Polecam myśleć, nie być zaś biernym wobec debilizujących nasze dzieci mediów. Właśnie ten wiek jak żaden inny jest pełen szydzenia z Tego który nas stworzył z miłości i ... oddał swoje życie za nas z miłości. Pozdrawiam:)
Sekta [łac.], grupa rel. wyodrębniona z religii macierzystej lub powstała na styku różnych tradycji rel. i kulturowych;
Za mnie nikt życia nie oddawał. Jeśli mowa o tym czarodzieju co chodził po wodzie i zamieniał wodę w wino. To gratuluje naiwności. Stworzył z miłości abyśmy żyli w bólu, logika sekty katolickiej.
Pozdrawiam serdecznie.
"Stworzył z miłości abyśmy żyli w bólu"? Jak widzę niezbyt rozumiesz teologię... ;) Polecam czytać a nie opierać sie na rozmowach z kolegami;)
Hmm 'czarodziej"??? Jeśli chcesz to dam, a właściwie zaproponuję Ci dowód że ten "czarodziej" na prawdę jest Bogiem i na prawdę Cie KOCHA. Nie tak słitaśnie jak to media promują, kocha do granic - oddał życie. Oczywiście możesz to zignorować ale to trochę głupio zignorować to że ktoś oddał za mnie swoje życie - żebym mógł żyć... Więc jak odważysz się? Czy 'wiesz już wszystko'? :)
Teologia jaki Bóg jest wymysłem ludzi.
"Oddał za mnie swoje życie - żebym mógł żyć"
To nie bóg tylko jego bękart z astralnego stosunku z matką wieczną dziewicą. Nawet nie wiadomo czy istniał. Co do oddania życia to każdy oszust co został ukrzyżowany oddawał życie za Pana?
Wiadomo że istniał, a tym samym mysiał być Bogiem. Większosć historyków nie ma co do tego wątpliwości. Zwłaszcza że po Nim zostały setki spisanych nauk, po artstotelesie, platonie bardzo niewiele. Stąd oni również musieli by nie istnieć;)
Poza tym jak juz wspomniałem: Moge udowodnić Ci jak bardzo Bóg Cię kocha i jak bardzo tęskni. Ale czy c h c e s z ?
Z tymi astralymi stosunkami, to jzu pojechałes po całosci i udowodniłeś, że nie masz pojącia o Teologii. Iwesz tyle ile wymyśliłeś... Ech...
Mniej wiecej tak, symbolicznie widzisz jakby witraż z zewnątrz kościoła, szary i jakbt popekany. Wejdź do środka to zrozumiesz jak bardzo jest piękny i żywy. Nie zniszczony kłamstwami i ciągłym pluciem przez media i anty teistów...
* Arystotelesie, Platonie - z dużej litery (z rozpędu napisałem mala) Oni są róniez gigantami Teologii - ich myślenie było bardzo podobne do teologii katolickiej. Co zaznaczał Św. Augustyn i św Tomasz z Akwinu.
Nie ma jasnych dowodów na istnienie Jezusa. Jego nauki zostały spisane 100 lat po jego śmierci. Większość dzieł Platona i reszty starożytnych wybitnych umysłów przetrwało dzięki muzułmanom. Bo chrześcijanie w swej ciemnocie, resztę spuścizny po Imperium Rzymskich utracili.
Jezus nie był bogiem tylko jego synem. Tu jest różnica. Narodził się w łonie śmiertelniczki, co wskazuje, że był tylko oszustem podszytym pod mesjasza jakich w tamtym czasie nie brakowało.
Czy Pan się kontaktuje z Bogiem, że wie czy on kocha i tęskni? To Pan niech przedstawi dowód na istnienie swojego bożka.
Widzisz. Są jasne dowody na istnienie Chrystusa, tylko ty ich nie przyjmujesz i nie przyjmiesz ponieważ t a k c h c e s z. Mam wrażenie że ta rozmowa to typowe odpijanie piłeczki w stylu przeciętnego ateisty, pełnego szyderstwa i pogardy. Wybacz, ja chcę rozmawiać merytorycznie, nie emocjonalnie.
Z każdym przyocznym wersem udowadiasz jak niewiele wiesz na temat teologii. "Jezus był jedynie synem Boga???" - tożdo jedna z pierwszych herezji która szybko wyparowała bo była zbyt naiwna, wobec tysięcy świadków któzy widzieli jego potegę. Także Sam zapewnia we wszystkich Ewangeliach o tym że "Kto Mnie widzi, widzi i Ojca (Por. J 14, 9)" czy Ja Jestem <JHWH>.
"...Łonie śmiertelniczki"? - czy ty takie chasła powtażasz po serialach telewizyjnych? Niema śmiertelników (w mitologii Greckiej i Rzymskiej są) Ale człowiek jest wieczny, nie jest czymś "gorszym' Chyba że sam za takowo się uważa. Umieramy, przez skażoną hamartią naturę ale nasza dusza w czasach paruzji znowu będzie miała ciało.
Oczywiście mozesz wrzeszczeć: Ja w to nie wieże, blebleble ale ja mogę to udowodnić.
Ty zaś możesz jedynie wrzeszczeć i szydzić.
Przepraszam za to porównanie, ale czytając Twoje słowa mam wrażenie że gadam z takim 'małym demonem' który tylko neguje, oddycha cynizmem,a żywi się sceptycyzmem.
Dlatego mówię Ci: Bóg Cię kocha i jest szaleńczo ZAKOCHANY, a ty z największa łatwością... masz to gdzieś.
Nie jestem rzecznikiem Boga. Dlatego żebyś sam mógł przekonać sie że Kościół katolicki mówi Prawdę... sam to sprawdź! Czy kżyczałeś kiedyś do Boga?
Po prostu wołaj chociaż kilkanaście sekund dziennie: Boże jeżeli naprawdę istniejesz, to pokieruj mnie do siebie! Zostałeś mi fałszywie przedstawiony, przez ludzi, kolegów, media rodziców. Proszę napraw to co złe w moim myśleniu. Działaj cuda! G W A R A N T U J Ę CI że bóg na pewno będzie działał cuda, pokaże ci piękno Kościoła nawet tak że bedziesz chciał być księdzem, lub zakonnikiem (to częste, u nawróconych ateistów), będziesz silny i radosny mimo trudów tego zepsutego świata. Ale czy Ty tego CHCESZ? Ponieważ jedyne co oddziela nas od Boga to... NASZA DECYZJA.
kżyczałeś, tożdo, chasła powtażasz, nie wieże :D Pomódl się do boga o poprawną pisownie.
Pisze o dowodach a jeszcze żadnego nie podał.
Czekam na istnienie Jezusa, Boga i duszy.
"Ale człowiek jest wieczny, nie jest czymś "gorszym' Chyba że sam za takowo się uważa. "
Jest na równi z bożkiem i jego bękartem?
"Po prostu wołaj chociaż kilkanaście sekund dziennie: Boże jeżeli naprawdę istniejesz, to pokieruj mnie do siebie! "
Modlitwa/religia(nie tylko katolicka) zapewnia bezpieczeństwo i uspokaja, ale też otępia niczym narkotyk czego Pan jest najlepszym przykładem.
Pozdrawiam serdecznie.
Znowu szydzisz.
Właśnie podałem Ci dowód: s a m zawołaj do Boga, a On odpowie z c a ł ą mocą!
Widzę że nie tyle nie rozumiesz, co nie przyjmujesz.
Nie mówiłem Ci o modlitwie w znaczeni potocznym, religijnym jakimś zatęchłym folklorze. Ale o ŻYWYM kontakcie z Bogiem!
Ty najprościej w świecie powiedz wreszcie coś do Boga, a On będzie mógł się Tobą opiekować, ponieważ puki co jesteś w sferze panowania szatana (mówię tu o oddaleniu od Boga, nie opętaniu). Stąd do puki nie będziesz C H C I A Ł Boga - On nie może Ci wiele pomóc bo... ty sam tego chcesz...
Pogląd o tym że niby modlitwa jest 'opium' jest bezpodstawny, dlatego ze jego autorzy nigdy nie spróbowali modlitwy <r o z m o w y z Bogiem> ... Tak krzyczeć każdy może, ale jak już mówiłem, krzyczeć sobie można.
PS. Przepraszam za błędy ortograficzne. Są one winą mojego wychowania, moich zranień z młodości i szkoły. Nie zaś winą Boga.
Pozdrawiam.
Skoro Pan rozmawia z bogiem. To jest schizofrenikiem, leczy się Pan?
Nie tylko błędy ortograficzne, ale też racjonalne myślenie. Przykro mi, że miał Pan ciężkie dzieciństwo. Nikt nie mówił, że życie to bajka usłana różami.
Pozdrawiam serdecznie.
Dlaczego nie wspomniałeś o tym dlaczego nie chcesz zawołać do Boga?
Racjonalne myślenie? Mój drogi, moja wiara w pełni opiera się na rozumie (Fides et ratio). Za to Ty cały czas spłaszczasz wszystko do poziomu Twojego pojmowania świata (to nie jest rozum) ponieważ rozum przyjmuje że jest skończony i slaby.
Mylisz swoje postrzeganie świata (empiryzm) z Racjonalnością...
PS. Czy czytałeś całość tego co na pisałem? Ot tak choćby z szacunku dla tego że poświęcam swój czas i myśli na rozmowę z Tobą? Tak racjonalnie?
A co bóg to piesek , który reaguje na zawołanie. Gdyby jakieś zawołanie wystarczyło to każdy został by katolikiem.
Jakim rozumie? Gdzie są dowody wiary? Biblia słowo boże jest pełna absurdów jak i historia sekty katolickiej.
Tak czytałem też poświeciłem czas na to. Pozdrawiam serdecznie.
Przepraszam że dopiero piszę, ostatnio jestem w rozjazdach.
Czy pisząc 'c co bóg to piesek' - na prawdę mnie pytasz o to jak Bogu ogromnie, ba transcendentnie ! Zależy na tym żebyśmy byli szczęśliwi? Czy chciałeś mnie sprowokować porównywaniem w słowach Boga do stworzenia? Jeżeli pierwsze to powtarzam raz jeszcze: Bóg jest w Tobie BEZ PAMIĘCI ZAKOCHANY.
(Użyłem dużych liter żeby zaznaczyć szczególną miłość Boga, nie żeby krzyczeć;)
Również powtarzam: Jeżeli będziesz go jakkolwiek wzywał, nawet kłócąc się używając trudnych słów - Bóg z całą pewnością pokaże Ci swoją obecność i cuda o których czytałeś w Biblii myśląc że są bajkami, będziesz szczęśliwy!
Boga 'blokuje' wyłącznie nasz grzech - decyzja że go niechcę, ponieważ bardziej wolę siebie si swoje przyjemności (przyp. Ludzie obecnie nagminnie mylą przyjemność ze szczęściem - przyjemność sama w sobie jest jedynie elementem szczęścia która w dodatku z a w s z e frustruje. Stąd przez ciągła frustrację-przyjemnosć-frustrację- przyjemność tworzy się błędne koło - tak zwana pogoń za szczęściem, która zazwyczaj trwa do śmierci. A wystarczy odrobina p o k o r y żeby zaufać że prawdziwe szczęście daje jedynie ten który nasz stworzył i wie czego potrzebujemy.
PS. Nie lubię używać słowa "szczęście" ponieważ dziś wszyscy je gwarantują, jest cukierkowatym i przereklamowanym słowem. Stąd miej na uwadze czytając mój post, że szczęście które na tym "łez padole" daje nam Bóg jest p o m i m o, nie zaś jak nierealnie ludzie bajają 'ponieważ'. Bóg je daje za darmo gr. "Charisma" stąd głupimi jesteśmy jeżeli sami chcemy je "twożyć" całymi dziesiątkami lat, miast ... zaufać:)
PS. Jesteś empirystą czy racjonalistą?
PS. Nie będzie mnie przez najbliższe 8 dni na necie - ide na pielgrzymkę, więc proszę o cierpliwość:)
Panie zwyczajny, mam wrażenie, że pan usiłuje ludzi uszczęśliwić na siłę. Niech wierzą w boga ci, którzy go potrzebują. Podobnie jak kilku moich poprzedników nie wierzę w niego i tej wiary nie potrzebuję. Pan twierdzi że bóg kocha każdego, ale ja tej miłości nie odczuwam, bo mi wystarczy w zupełności moja rodzina, nie potrzebuję drugiego ojca, wystarczy mi ten który jest ze mną. Ja rozumiem że gdzieś w biblii jest napisane żeby nawracać niewierzących, ale mamy XXI wiek i każdy żyje według swoich metod. Jeżeli panu się to nie podoba, to trudno, nikt panu nie każe zostać ateistą, tak samo pan nie powinien nikomu wciskać bajek o tym że powinien uwierzyć.