Skąd te zachwyty nad filmem?

Obejrzałem ten film specjalnie przez liczne nominacje w kraju wujka Sama i nie rozumiem zachwytów nad filmem. Na plus gra Afflecka i Chandlera, a reszta powiela znane schematy widoczne w multum produkcji. Nużąca muzyka, dialogi nie interesujące, w wielu momentach był "nudny".

PS. Lubię dobre dramaty, ale tutaj nikt nie był wystarczająco charyzmatyczny, żeby jakoś mnie związać z nimi emocjonalnie w przeciwieństwie np. do captain fantastic gdzie każda osoba reprezentowała na swój sposób coś wyróżniającego

75
  • Mylisz się. Właśnie siła tego filmu polega na tym, że unika powielania schematów innych dramatów rodzinnych. Na przykład: [SPOILER] wujek ma się zaopiekować bratankiem z którym kontakt przez lata, po tragedii był prawie żaden, przyjeżdża w dniu śmierci ojca/swojego brata, w dodatku bratanek jest nastolatkiem, a wiemy jak zachowują się dziś nastolatki. Zakłądam, że większość widzów myślało, że początkowo młody będzie sprawiał kłopoty i główny bohater dopiero oswoi go ze sobą po czasie. Tymczasem widzimy zupełnie co innego. Młody jest całkiem ułożony, inteligentny i nie sprawia większych problemów "bo tak". Dla mnie jest to pełnokrwista postać na swój sposób przeżywająca śmierć ojca. 99% scenarzystów zdecydowało by sie iść w schemat że młody ma sprawiać problemy.

    Drugi przykład [SPOILER]: Relacja główny bohater - była żona po tragedii. Początkowo brakowało mi tego, że nie pokazano jak wyglądały ich rozmowy (choć z rozmową pewnie miałoby to mało wspólnego) tuż po tragedii, jak ona pewnie życzy mu śmierci i mówi rzeczy "za które powinnam spłonąć w piekle" jak sama stwierdziła. Ale jak to przemyślałem to uważam, że to genialna zagrywka reżysera, który najpierw pokazuje nam tragedię, rozpacz matki w czasie pożaru. Widz czeka na kolejne flashbacki, w których ona będzie go obwiniać o całą sytuację, tym czasem pierwsza ich rozmowa pokazana w filmie to słynna już scena, w której mówi mu że go kocha i nie umie znieść świadomości, że jest on właściwie chodzącym trupem, który z życiem ma wspólnego tylko tyle, że oddycha. W ogóle film funduje widzom znakomitą huśtawkę nastrojów, idealnie wyważonych. To fajne, że widzowi udaje się usmiechnąć kilka razy mimo że jest świadom, iż ogląda film o gościu który przypadkowo spalił żywcem troje swoich dzieci.

    • Może mógłbym przyjąć pierwszy przykład, ale rudy zagrał wg. mnie tak rolę że wszystko sztucznie wyglądało. Jest sporo filmów, które przełamują schematy a oskarów nie powinno się przyznawać za coś co jest tylko "dobre" czy "niezłe".

      Może problemem jest to że czytałem same świetnie opinie co z sześcioma nominacjami powinno = arcydzieło. Gran Torino o wiele lepiej przełamał dotychczasowe schematy filmowe, ocierając się o doskonałość a nie mógł nawet liczyć na nominację

      • Tyle dramatu w tym filmie bez dramatu!!!. Film bez charyzmy , schematyczny. o co to całe halo ?

      • Zgadzam się z tą opinią. Film mnie bardzo rozczarował. Uwielbiam dobre psychologiczne kino, nad którym trzeba się zastanowić, gdzie ważna jest gra, klimat, muzyka, zdjęcia, przesłanie... Williams, której nie lubię za bardzo, zagrała chyba najlepiej ze wszystkich filmów, w jakiej ją wdziałam (mimo iż to kolejny obraz, w którym gra nieco neurotyczną żonę w nierównej małżeńskiej relacji). Nie rozumiem zachwytów nad Affleckiem, zagrał nijako. Zaraz ktoś napisze, że taką miał rolę, a jednak mi czegoś w tym zabrakło. I przede wszystkim nie rozumiem przesłania tego filmu. Opowiada jakąś historię. Nie widzę jednak przesłania, nie czuję nadziei, film nie zmienił nic. Pozostanie jedynie poczucie niedosytu, trochę zmęczenia obejrzanym obrazem. Kolejna przykra, paraliżująca historia, jakich dzieje się codziennie mnóstwo. Osobom nam bliższym, dalszym, niekiedy nam samym... Jedyna refleksja to taka, że w moim życiu jest więcej nadziei, że po prostu trzeba żyć, mimo wszystko... Oskary już dawno straciły wiarygodność, mimo wszystko jak dla mnie nagrodzenie tego filmu tyloma nominacjami uważam za przesadne. Jeżeli kogoś jakoś bardzo ujął ten film, poruszył, zostawił z jakimś przesłaniem to chętnie przeczytam taką wypowiedź. Może potrzebuję więcej czasu na "przetrawienie", na refleksję, film widziałam dziś, a może ktoś pokaże mi swoją refleksję i odbiór tego filmu.

    • też byłem przekonany, że wujek w końcu postąpi tak jak większość myślała, czyli jednak zostanie z bratankiem w jego domu. a tu mały psikus. A ta rozmowa byłej żony, jak nagle mówi, że go kocha.... Trochę to było dziwne, ale równie zaskakujące. Ale tak czy siak, film niesamowicie mnie wynudził. Tyle zachwytu nad tym filmem.... Przynajmniej Casey wyszedł z cienia brata ;)

  • Zdecydowanie zgadzam się z określeniem, że film był po prostu... nudny.
    W prawdzie Affleck odegrał dobrze swoją rolę, natomiast brakuje takiego nieuchwytnego klimatu obecnego choćby w kinie skandynawskim. Emocje są permanentnie stłumione za zaciśniętymi ustami głównego bohatera; szkoda że na tym się kończy.

    Moim zdaniem, jeżeli film ma być przede wszystkim emocjonalnym dramatem, to bardziej przemawia do mnie styl X.Dolana...

  • Z bólem serca muszę się zgodzić... film na pewno nie jest wybitny. Nie poruszył mnie ani nie powalił na kolana. Jest tzw. "jednym z wielu", choć nie brakuje mu zalet.

    Moja skromna recenzja:
    http://skazaninapopcorn.blogspot.com/2017/02/cicha-katastrof...

  • film nie byl zly ale za co ludzie daja oceny 10 9 albo 8 to tego tez nie rozumiem bo cala historia wtdaje sie zbyt malo porywajaca nie wiele sie tam dzieje

  • Dokładnie. Też liczyłam na cudowne kino, a się tylko w pełni zawiodłam.

  • mam podobnie .. troche taki TRUDNE SPRAWY tylko w wydaniu hollywood za pare milionow .. zreszta czesto tak bywa z pseudo ambitnymi filmikami .. np mini serial MALE KLAMSTEWKA to nic innego jak paradokument typu wlasnie UKRYTA PRAWDA tylko ze graja lepsi aktorzy i scenografie fajniejsze :) ....

  • Trafiłam przypadkiem na Cinemaxie. Taki glośny tytuł więc stwierdzilam, że obejrzę.Po pierwszych 20 minutach miałam ochotę zmienic kanał, ale póżniej mnie wciągnął natomiast szału nie ma

  • Niestety muszę się zgodzić. Również uwielbiam dobre, nawet te 2 godzinne dramaty, które dla pewnej części osób mogą być określane jako nudne. Ale to już drugi (obok Moonlight) taki "hajpowany" film, który nie przypadł mi do gustu. Są takie produkcje, o których wiesz, że będą dobre i trafią w Twoj gusta. I właśnie taki miał być ten film. Niestety, był nudny. I brakowało i tu tej typowej dla dramatu bomby emocjonalnej. Najjaśniejsze punkty to rozmowa Randi z Lee i pożar. I tyle. Cała reszta to takie mijanie się bohaterów. I jak ktoś wspomniał wyżej, nikt nie wydał się mi się na tyle charyzmatyczny, żeby poprawić jakość filmu... Rozumiem, że może się podobać, ale do mnie niestety nie trafił i szybko o nim zapomnę.

  • też w pełni się zgadzam z założycielem tematu. Wbrew osobom, którzy bronią filmu, "bo wymyka się ze schematów" muszę stwierdzić, że chyba ktoś tu przekombinował z tym odejściem od schematów i film mimo ponadprzeciętnej gry aktorskiej i kilku naprawdę ciekawych scen...w ogólnym rozrachunku zwyczajnie przynudza i nie zapada w pamięci na dłużej. tylko mocne 6

  • Nie rozumiem kompletnie zachwytów nad tym filmem. Nie jest on ani wizualnie zapierający dech w piersiach, ani grą aktorską mnie nie porywa a nawet sama historia nie jest dla mnie w żaden sposób odkrywcza. Wydarzenia, jak to wydarzenia muszą być w jakimś stopniu dramatyczne ze względu na gatunek.... jednak pomimo tego, że istnieje masa dramatów zostawiających mnie aż drżącą i dochodzącą do siebie po seansie parę dni, tak ten po prostu spłynął po mnie jak po kaczce. Lubuję się najbardziej w dramatach i dlatego być może tak surowo oceniam ten film (jedynie 6 na filmwebie). Może uczucia, przedstawiona sytuacja i zachowania postaci nie mają w moich doświadczeniach życiowych żadnego "styku" i przez to najzwyczajniej "nie czuję" tego filmu... nie wiem.

  • Mam jeszcze taką refleksję, że amerykańskie społeczeństwo inaczej odbierze ten film, bo wymyka się z "tamtejszych" schematów, schematów typowego amerykanskiego dramatu. W Polsce mamy mocne kino, mamy inną wrażliwość. Na myśl przychodzą mi chociażby "Erratum", "Lęk wysokości" czy "Skaza", które są spokojne, stonowane, a jednocześnie przekazują tak wiele treści...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: