Birmingham, rok 1940. Pośród chaosu rozszalałej wojny Tommy Shelby opuszcza miejsce wygnania, na które z własnej woli się udał i stawia czoła morderczemu wyzwaniu. Kiedy na szali leży przyszłość jego rodziny i kraju, musi wreszcie zmierzyć się ze swoimi demonami i zdecydować, czy chce zająć się swoim dziedzictwem, czy na zawsze je zniszczyć.
Klasyka gatunku, czyli żerowanie na uniwersum bez dołożenie czegokolwiek.
Miałkie, fabularnie bez sensu, na siłę, bez tempa, dziurawe jak te drzwi w samochodzie. Nawet niemiecki batalion w Anglii w środku bitwy o nią nie sprawił, że się uśmiechnąłem, choć miał to być chyba ukłon w strony Monty Pythona.
Nie oglądać...
Sztampowy, nudny, słaby.
Nawiązuje do najgorszych odcinków ostatnich sezonów. Czary Mary w głowie Tommy'go. Zero napięcia, zero sensu.
Zwykły skok na kasę.
Gdybym obejrzał to w kinie to ktoś dostałby starym kaszkietem po pysku....