Hotel Small Budapest

Tinto Brass bawi się w postmodernistę.
Giancarlo Giannini jako prawa ręka wpływowego gangstera, bliżej znana pod przezwiskiem "Adwokat" (z powodu wykształcenia). Dostaje od szefa zadanie specjalne. Ma przewieźć jego dziewczynę do Budapesztu, by tam poddała się ona aborcji. Szybko okazuje się że bohater także darzy tą kobietę głębokim uczuciem. Czekając na zabieg podróżuje ulicami miasta i poznaje Molecola, nastoletniego opryszka, który marzy by zbudować własne imperium oparte na seksie i terrorze.
Cała historia rozgrywa się w sennej scenerii. Kadry przepełnia granatowy kolor. Budapeszt ukazano jako krainę gdzie nawet w dzień jest ciemno, po mieście przechadzają się głównie prostytutki, a w tle rozbrzmiewają dźwięki automatów do gry. Miejsce akcji stanowią opuszczone magazyny, bądź zrujnowane domy i mokre chodniki. Giannini spaceruje między tym wszystkim obojętnie jak Marcello Mastroianni po Rzymie przyjmując identyczny wyraz zrezygnowania. Spotyka na swej drodze postaci z koszmaru, których marzeniem jest jedynie rozpusta.
Brass tym razem odpuścił sobie tworzenie filmu erotycznego. W całości znajdziemy zaledwie jedną scenę seksu. Nagości jest za to sporo, gdyż wszystkie postaci kobiece zostały pozbawione bielizny. Czasami przed kamerą mignie nam jakiś tyłek, bądź bohaterce niespodziewanie wypadnie pierś. Uroczo wygląda scena strzelaniny gdy półnagie prostytutki celują z broni przekładanej pomiędzy nogami.
"Snack Bar Budapest" jest dziełem nietuzinkowym. Daleko mu jednak do genialnego. To zbiór sennych obrazów i dziwnych symboli, które powoli pojawiają się w tle. Ogląda się to bardzo przyjemnie i wiele ujęć pozostaje w pamięci. Na przykład François Négret wymachujący nożem na stole i opowiadający o swych chorych marzeniach. Rewelacyjna jest też sekwencja niszczenia kina, w którym wyświetlany jest wcześniejszy film Brassa "Klucz". Nabiera ona zresztą głębszego znaczenia, gdy bohaterowie nazywają obraz "pornografią" i później powoli tną sprężynowcami płótno na którym jest rzutowany.
Warto wspomnieć jeszcze o świetnym soundtracku. Zucchero wpasował się w klimat filmu. Syntetyczne dźwięki znakomicie współgrają z obrazem beznadziei.
Mocne 6. Jak na razie mój ulubiony film Tinto Brassa.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    Ostatnio odwiedzone
    wyczyść historię