Veronica Guerin

2003 1 godz. 38 min.
7,2 4 554
oceny społeczności
7,2 10 1 4554
4 073
chce zobaczyć
powrót do forum filmu Veronica Guerin
  • Cpt_Spaulding ocenił(a) ten film na: 5

    Nie jest to ani film kryminalny, ani obyczajowy, ani do końca biograficzny. Jest to raczej
    dugawa nowela o ostatnim roku życia i zabójstwie pani V. Guerin. Film irlandzki, czyli
    widzimy głownie brzydko-brudne widoczki z Dublina, oraz nieurodziwą ale poprawnie
    grającą Cate Blanchet. Reszta mocno odstaje poziomem. Nie jest to film ani dla miłośników
    ambitniejszego kina z jednej strony, ani dla miłośników typowych filmów sensacyjnych. Taki
    zwyklaczek, nakręcony w celach społecznych, po swego czasu głośnym w całej Iralandii
    zabójstwie.

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    Cpt_Spaulding Byłbym bardziej miłosierny (słabe 7/10 zmierzające do mocnego 6/10), ale generalnie zwróciłem uwagę na bardzo podobne minusy, co Ty: czyli przede wszystkim na to, że jak na konwencję kryminalno-sensacyjną to "Veronica Guerin" jest ciut nudnawa, a jako film społeczny - mało przekonująca, pozbawiona elementu prowokacji, wstrząsu, bez których (jak dla mnie) kino społecznego niepokoju nie istnieje. W sumie żadna warstwa tej opowieści - rodzinno-prywatna, politycznie zaangażowana, widowiskowo-rozrywkowa - nie została do końca wygrana, postacie są papierowe, niektóre sceny rażą swoją tandetnością (choćby zabójstwo bohaterki, bezwstydnie moim zdaniem zerżnięte z "Nietykalnych", z tym nieznośnym pseudo-irlandzkim rzępoleniem w tle), do tego jeszcze scenariusz rozłazi się na szwach aż trzeszczy. Dziw bierze, że film oparty na faktach mógł wyjść tak... nieprawdziwie po prostu. Jedynie Cate Blanchett (którą uważam za aktorkę wybitną) robi co może, ale i tu zgodzę się z Tobą, że wypada co najwyżej poprawnie: jest manieryczna, przerysowana, czasem aż karykaturalna, jakby sama nie wierzyła w swoją rolę.

  • Cpt_Spaulding ocenił(a) ten film na: 5

    Ras_Democritus Sądzę, że różnice w ocenianiu tego filmu, a może raczej i w ocenianiu filmów w ogóle, przede wszystkim są zależne od tego co uważa się za, np. film "dobry", czyli 7/10. Wg mnie film "dobry" jest na prawdę ciężko zrobić, w żadnym wypadku nie daję "7" filmowi, który ot, zwyczajnie obejrzałem i ani mnie specjalnie nie zachwycił, ani rozczrował. Tworzenie filmów "dobrych" to jest (coraz mniej spotykana) umiejętność i na --wg mnie-- tak wysoką ocenę trzeba sobie mocno zasłużyć. Dlatego moje "5/10" dla tego filmu nie jest oceną negatywną, raczej neutralną. Gdybym sam był reżyserem, bardzo bym chciał umieć robić filmy "dobre". Niestety, oceny najwyższe, są przez wielu forumowiczów przyznawane zupełnie bezpodstawnie. Jeśli się komuś film bardzo podoba, to może dać 8, ewentualnie 9. Tymczasem zauważam szastanie "10" na prawo i lewo. Wg mnie "10" jest zarezerwowana dla tych kilku całkowicie wyjątkowych filmów, których nie można inaczej wyróżnić niż wlaśnie poprzez najwyższą ocenę. pozdr.

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    Cpt_Spaulding I o to chodzi, i o to chodzi - jak mawiał jeden z bohaterów "Hydrozagadki"... Ja też mam zagwozdkę z tym ocenianiem, podchodzę do tego inaczej niż Ty, bardziej miłosiernie właśnie: mocniej się sugeruję nie siódemką (która na skali dziesięciopunktowej lokuje się faktycznie dość wysoko), a definicją opisową - "dobry", czyli, no właśnie, jak to ująłeś, "da się zmęczyć", czymś się tam wyróżnia, nie miażdży czymś wyjątkowo głupim, ale nic ponadto. Oceny wyższe też rezerwuję dla filmów, które z różnych względów, mniej lub bardziej, otarły się o wybitność - ale tu staram się uwzględniać szufladkę "w swojej klasie": takie na przykład "Zaćmienie" oceniłem dość wysoko, bo uważam, że wśród filmów tego typu jest on produkcją solidną, ale oczywiście nie śmiałbym go porównywać z "Truposzem", "Pillow Book" czy, bo ja wiem, "Mechaniczną pomarańczą". Nie wiem, może lepsza byłaby szkolna skala oceniania, sześciostopniowa?... Niemniej Twoje podejście jest dla mnie całkowicie zrozumiałe i w pełni je szanuję. Pozdrawiam wzajem.

  • Cpt_Spaulding ocenił(a) ten film na: 5

    Ras_Democritus Przywołany przykład "Zaćmienia" Antonioniego w mom przypadku może dobrze odzwierciedlić właśnie ocenę "10". Wg mnie to jedno z największych osiągnięć kinematografii w dosłownym znaczeniu. Stąd właśnie "10" ode mnie. Natomiast oczywiste jest dla mnie, że filmy należy oceniać w swoich gatunkach, ciężko porównać filmy psychologiczne do horrorów, czy nawet dramatów. pozdr.

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    Cpt_Spaulding Ekhm... Yyyy... Uhm... Mmmm... Jakby to, prawda, tego... Chodziło mi, wstyd powiedzieć, o to "Zaćmienie" z sagi "Zmierzch"; zapomniałem o tym Antonioniego. Ono oczywiście lokuje się u mnie znacznie wyżej, choć - no właśnie - nie wiem, czy aż na dychę - po prostu Antonioni nakręcił zbyt wiele innych znakomitych filmów (ot, kolejny problem w ocenianiu: czy "Full Metal Jacket" albo "Lolita" Kubricka to słabe filmy? Oczywiście nie, ale W PORÓWNANIU Z INNYMI FILMAMI TEGO SAMEGO REŻYSERA wypadają moim zdaniem przeciętnie). Tam - czyli na dziesiątkę dla Antonioniego - usadowiłbym "Zabriskie Point", ale już z "Powiększeniem" miałbym kłopot - tu przydałaby się jedenastka, dwunastka...

  • Cpt_Spaulding ocenił(a) ten film na: 5

    Ras_Democritus Ciekawe, wg mnie to właśnie "Zabriskie Point" jest najsłabszym filmem Antonioniego (chociaż doceniam eksplodującego kurczaka na końcu), również "Powiększenie" cenię wyłącznie za autentycznie wybitne zakończenie (właściwie to czekałem na nie cały film, nieco rozczarowany) Inaczej mam z trylogią, a zwłaszcza z "Zaćmieniem". Ciężko to uzasadnić, ot, poprostu. Dodatkowo cenię go za zakonczenie, które podsumowuje nie tyle sam film, co wszystkie części trylogii. Ciekawy zabieg.

  • debney ocenił(a) ten film na: 7

    Ras_Democritus Kolego Ras_Democritus, jak nazywasz tą muzykę "nieznośnym, irlandzkim rzępoleniem" to ja dziękuję. Co Ty byś niby chciał usłyszeć w tej scenie??? Dla zainteresowanych podaję link, gdzie można posłuchać tego małego arcydzieła muzycznego, skomponowanego przez Harry'ego Gregson-Williamsa: http://www.youtube.com/watch?v=7chbSWuEBoc Emocje, smutek, poruszenie... Czy nie tym powinna się charakteryzować dobra muzyka filmowa?

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    debney Maleńka poprawka: nie "irlandzkie", a "pseudo-irlandzkie" - to jednak spora różnica, jak (nie przymierzając) między muzyką poważną takiego na przykład Krzysztofa Pendereckiego a muzyką pseudo-poważną Piotra Rubika. Dla mnie ścieżka z tego filmu to po prostu kicz na bazie irlandzkiego folku, pop sprowadzający dźwięki z zielonej wyspy do karykatury i autoparodii. Co bym chciał usłyszeć?... Ot, choćby Clannad - może najlepsze połączenie tamtejszego folkloru z muzyką rozrywkową.

  • debney ocenił(a) ten film na: 7

    Ras_Democritus Przede wszystkim nie muzyką poważną, a klasyczną, taka maleńka poprawka ;) No i Krzysztof Penederecki jest przedstawicielem awangardy (nurt muzyki symfonicznej współczesnej), a Piotr Rubik łączy muzykę symfoniczną z rozrywkową (więc nijak nie można jej nawet nazywać "pseudo-klasyczną"). A w scenie egzekucji rozbrzmiewa oryginalna muzyka napisana specjalnie dla filmu, INSPIROWANA muzyką irlandzką. Jasne, można tu było wrzucić choćby CLANNAD, jednak nie byłaby już to muzyka ilustracyjna. I w sumie wtedy widz miałby skojarzenia, że ogląda teledysk, a nie scenę dramatyczną w filmie. No, chyba że należysz do tych, którzy chętnie widzieliby (słuchaliby?) w filmach utworów szeroko pojętej muzyki rozrywkowej, zamiast specjalnie doń komponowanej muzyki lustracyjnej...

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    debney Klasyczna, poważna... wiesz, chodzi o to, że jak słucham "Polskiego requiem" albo "Koncertów na wiolonczelę", to jakoś nie mam odwagi nazwać tego muzyką klasyczną - zbyt daleko to odleciało od Haydna czy Mozarta, więc mimo wszystko za bezpieczniejszy uważam termin "poważna", ale prawował się nie będę. Dalej, Rubik jest fenomenem polskiej muzyki właśnie z powodów, o których mówisz - że jako pierwszy zaczął tworzyć (w sposób otwarty, niczego nie udając i na nic się nie snobując - na co choruje choćby dziadzia Preisner) coś bez precedensu - czyli pop klasykę (albo klasyczny pop). Co nie zmienia faktu, że jest dostarczycielem wyższych wzruszeń muzycznych dla tych, którzy Lutosławskiego albo Góreckiego traktują jako bezładny bełkot. Co do muzyki ilustracyjnej - wyraziłem się nieprecyzyjnie, mea culpa: chodziło mi o to, że lepiej by było, gdyby taką ścieżkę SKOMPONOWAŁ Clannad (co jest z przyczyn obiektywnych oczywiście niemożliwe), tak jak to zrobili, zupełnie moim zdaniem genialnie, do takiego stareńskiego serialu o Robin Hoodzie. Uważam, że po prostu wyszłoby im to lepiej, bo mają (mieli) nieporównanie większą wyobraźnię muzyczną. Kolejni kandydaci do tego zadania (teraz właśnie zapukali mi do głowy): Lisa Gerrard albo Peter Gabriel (na pewno słyszałeś soundtracki do "Ostatniego kuszenia Chrystusa" albo "Ptaśka" - to są dopiero arcydzieła, aż wstyd je nazywać soundtrackami właśnie!). Inna rzecz, że dalej uważam, że nawet chóry archanielskie nie byłyby w stanie uratować "Veroniki Guerin".

  • googaify ocenił(a) ten film na: 8

    Ras_Democritus Mówicie, że scena jej śmierci zerżnięta z "Nietykalnych". A czy ktoś wie, jak Veronica Guerin naprawdę zginęła? Tzn w jakich okolicznościach, jak została zamordowana? Ja nic na ten temat nie wiem, nie wiem również czy w ogóle zostało to kiedyś ujawnione opinii publicznej, a jednak nie można stuprocentowo zakładać, że nie tak właśnie została zamordowana.

    Muzyka była naprawdę piękna, aż mnie to zaskoczyło, nie spodziewałam się tego. Ta ostatnia podczas jej pogrzebu bardzo wzruszająca.

    No faktycznie do sensacyjnej konwencji jak to ująłeś daleko, ale kto powiedział, że ten film miał taki być? Oczywiście że nie takie było założenie, więc trudno tego wymagać... Moim zdaniem to nie był ani mocny kryminał, ani thriller, bardziej zbliżał się do obyczajowego, że biograficzny to wiadomo, za to jako film społeczny naprawdę dobry. Generalnie tu się znalazło po trochę z wielu gatunków, jednak jeżeli spodziewaliście się jakichś specjalnych efektów, uczty wizualnej, dynamicznej akcji, wielkiego napięcia itd. no to wiadomo, zawiedliście się. Po prostu nie ten film, nie ten gatunek.
    Ja nastawiona byłam na właśnie taką wolną, melancholijną opowieść o niesamowitej (ciut szalonej?) kobiecie i to właśnie dostałam. Wydaje mi się, że wymagacie od tego filmu czegoś co w ogóle nie miało prawa się w nim znaleźć. No ale to oczywiście moje zdanie. Pozdrawiam.

  • googaify ocenił(a) ten film na: 8

    googaify Sprawdziłam, ona rzeczywiście została zamordowana dokładnie w taki sposób jak zostało to pokazane w filmie, także nie było żadnego ściągania z innego filmu, to same fakty, życie napisało scenariusz.

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    googaify Nie interesuje mnie, w jaki sposób zginęła - chodzi wyłącznie o sposób realizacji: rozciągnięcie w czasie, wyłączenie wszystkich dźwięków stopniowo przesłanianych przez ścieżkę muzyczną, symultaniczne ujęcia przerywane przez poboczne sceny. Moment jej śmierci można było wystylizować na x-sposobów i truizm "scenariusz napisało życie" nie ma tu nic do rzeczy.

    Co do muzyki - jednych wzrusza to, drugich tamto, nic mi do tego. Ale że ta była kiczowata - to ewentualnie dałoby się udowodnić. Żeby była jasność - mam mnóstwo muzycznych landszafcików, które mnie ruszają, ale nie mówię (sobie ani nikomu), że to rzeczy na poziomie "Ciemnych jutrzni" Couperina, "Kind of Blue" Davisa czy dwójki Led Zeppelin... Trzeba być ze sobą szczerym, przynajmniej czasem.

    Zwróć uwagę, że wcale nie powiedziałem, że "Veronica Guerin" mi się nie podobała, bo była "za mało sensacyjna" - uwierz mi, że potrafię docenić nie tylko mordobicia, strzelanki, gołe dupy i pościgi. Chodzi mi o to, że ten gniotek nie był ANI filmem sensacyjnym, ANI społecznym - na pierwszy jest zbyt nudny, na drugi zbyt mało prowokacyjny i dziecinnie naiwny. Kino społeczne to - jak dla mnie przynajmniej - Mike Leigh, czasem Olivier Stone, Pedro Almodóvar w "Złym wychowaniu". To coś, o czym dyskutujemy, do pięt im nie dorasta. Że nie porusza? Cóż, nie jestem w stanie wczuć się w bohaterów, którzy na milę cuchną celuloidem...

    Nie mylmy powolności ze ślamazarnością, melancholii z nudziarstwem, szaleństwa z bardzo, ale to bardzo usztucznioną histerycznością...

  • googaify ocenił(a) ten film na: 8

    Ras_Democritus to jakbyś sobie wyobrażał to zakończenie w takim razie? nie było przecież identyczne jak w "Nietykalnych". Uważam, że dobrze to zostało pokazane.

    Absolutnie nie zarzucam Ci, że doceniasz tylko "mordobicia, strzelanki, gołe dupy i pościgi". Chodziło mi o to, że wydaje mi się, że szukasz w tym filmie czegoś, co nie miało prawa mieć w nim miejsca.

    Nie wydaje mi się, abym cokolwiek w tym wypadku myliła. Film był dla mnie jak już zresztą napisałam powyżej powolny i melancholijny (na co własnie liczyłam i co mi się podobało), a nie ślamazarny i nudny.

    A o szaleństwie pisałam w stosunku do samej bohaterki, bo czyż to nie dziwi, że wiedząc co ja prawdopodobnie na mur beton czeka, a przede wszystkim, że może zginąć nawet jej dziecko, decyduje się nie przerywać swojej pracy. Szlachetne, odważne, ale czy też nie trochę szalone?

    A gdzie Ty widziałeś tam histerię to nie mam bladego pojęcia.

  • Ras_Democritus ocenił(a) ten film na: 7

    googaify "to jakbyś sobie wyobrażał to zakończenie w takim razie? nie było przecież identyczne jak w "Nietykalnych"."

    No weź, proszę Cię... a cóż to za argument na rzecz oryginalności - "nie było identyczne"? No pewnie, że nie było - bo to inny film był. Co nie jest żadnym dowodem na artystyczną samodzielność twórców "Veroniki Guerin": te same triki, te same chwyty operatorskie, ta sama estetyka, ten sam patent na budowanie napięcia i nastroju... długo by wymieniać.

    "wydaje mi się, że szukasz w tym filmie czegoś, co nie miało prawa mieć w nim miejsca"

    No to jeszcze raz: szukałem w nim dokładnie tego, co obiecywały mi temat, recenzje itd.: czyli udanego połączenia paradokumentu, prowokacji społecznej i wartkiej, quasi-sensacyjnej akcji. Zamiast pierwszego - była naiwność, w miejsce drugiego - tandetna laurka, trzecie zostało zeżarte przez nudę. I uwierz mi, gdyby film choć na jednym z tych trzech poziomów by się wybijał - nie czepiałbym się. Ale zachciało się reżyserowi złapać za ogon trzy sroki na raz, no i wyszła - że zacytuję klasyka - kompletna ciamcia-ramcia.

    "A gdzie Ty widziałeś tam histerię to nie mam bladego pojęcia."

    OK, termin nie był zbyt precyzyjny. Histeria to - grubo uogólniając rzeczy dość wiadome - dość specyficznie motywowana niewspółmierność reakcji jednostki na rzeczywistość. Tu chodziło mi o to, że Blanchett (którą jako aktorkę bardzo sobie cenię - i tym bardziej nie mogę jej tego filmu wybaczyć) jako Veronica była do bólu koturnowa, jej zachowania nijak się nie miały do tego, co przytrafiało jej się w filmie, rzeczywistość i jej na nią reakcje rozmijały się o lata świetlne. Była w swej roli - jakkolwiek staroświecko by to nie zabrzmiało - żałośnie nieautentyczna. Ale zgoda, histeria nie jest tu nazbyt fortunną diagnozą.

    "czyż to nie dziwi, że wiedząc co ja prawdopodobnie na mur beton czeka, a przede wszystkim, że może zginąć nawet jej dziecko, decyduje się nie przerywać swojej pracy. Szlachetne, odważne, ale czy też nie trochę szalone?"

    I widzisz: Ty to postrzegasz jako zaletę, a dla mnie jest to właśnie koronnym dowodem na fiasko tego filmu. Tak na moje, to nie było to ani szalone, ani szlachetne, ani odważne - to po prostu kwintesencja tandetności i nieprawdziwości "Veroniki Guerin". Myślę, że w podobnej sytuacji został przedstawiony bohater "Obywatela Milka" - ale tam Sean Penn, mistrzowsko prowadzony przez Van Santa, zrobił swoją robotę koncertową: i dostałem w jednym człowieku ból, zaangażowanie, wściekłość - ale też cielesną namiętność, żądzę władzy, strach i podłą małość. W "Veronice Guerin" - podobno społecznie wrażliwej, jakoby paradokumentalnej, rzekomo sensacyjnej - dostałem film z tezą, którą reżyser usiłował udowodnić potwornie nieporadnie. Życia było w tym tyle, co w kamieniach Dublina...

  • googaify ocenił(a) ten film na: 8

    Ras_Democritus Dobra to już 4 razy powiedzieliśmy sobie to samo ;) niech każdy więc zostanie przy swoim zdaniu, bo przecież ostatecznie to kwestia gustu co się komu podoba, a nie kwestia dyskusyjna.

    Natomiast to w czym się wreszcie po części zgodzamy muszę skomentować.
    Zgadzam się, że zachowania głównej bohaterki nijak się miały do wydarzeń w filmie, rzuciło mi się to w oczy.
    Ale trudno mi uwierzyć, żeby to była niewłaściwa gra samej aktorki, myślę że tak po prostu miało być.
    To nie to, że nie umiem krytykować Blanchett, bo krytyka to dobra rzecz i wiem gdzie zagrała lepiej gdzie gorzej, ale tu wydaje mi się, że te zachowania były tak nieadekwatne do tego co się Veronice przytrafiało, że to niemożliwe, by był to swego rodzaju "błąd". Przecież efekty widziała cała ekipa, reżyser itd. Wydaje mi się, że oni po prostu chcieli z Veronici zrobić taką najprościej to ujmując "olewającą" sytuację i to co się dzieje dookoła oraz po trupach dążącej do tego wyznaczonego sobie celu, nawet najwyższym kosztem swoim i swojej rodziny. Bo przecież mogła stać się jeszcze większa tragedia, mógł zginąć "przez nią" jej syn. Możemy przypuszczać, że prawdziwa Veronica Guerin taka była, bo w końcu mimo tak wielkiego zagrożenia wciąż drążyła temat, więc może ten pomysł na nią w filmie, to zachowanie po zamachu np. jakby nic się nie stało i wiele innych, wcale nie było pomyłką. Być może ona właśnie taka była, a sądząc po tym jak ostatecznie skończyła się jej historia, jestem nawet skłonna w to uwierzyć, bo czyż człowiek całkowicie rozumny (nie obrażając oczywiście tej wspaniałej postaci) nie odpuściłby dla dobra własnych bliskich? Może to właśnie znaczy, że naprawdę w tak wyjątkowo łagodny sposób reagowała na wszystko co jej się przytrafiało, a może nauczyła się odsuwać to od siebie, albo wmawiać sobie że nic się nie stało i nie stanie. Może gdyby taka nie była nie skończyłaby w ten sposób.

  • googaify ocenił(a) ten film na: 8

    googaify zapomniałam dodać, że przecież również starała się za wszelką cenę ukryć ten strach. W filmie pęka w jednej scenie, kiedy odbiera telefon z pogróżkami i nawet mówi mężowi, żeby nigdy nikomu nie mówił, że tak się bała, bo oni tego właśnie chcą.

  • olgiszon ocenił(a) ten film na: 8

    googaify nie potrafię oceniać ani muzyki tego filmu, ani gry aktorskiej ani nawet stanu uliczek dublina, no to wszystko składało się tylko na przesłanie tego filmu, na które zwróciłam główną uwagę. film ten nie ma eksonować gry aktorskiej blanchett, tylko wrócic uwage na problem i nieśc przesłanie. a scena pogrzebu była świetna.

  • Cpt_Spaulding indeed