Michał Oleszczyk

Mów mi Rockefeller

Reaction Shot
/fwm/article/M%C3%B3w+mi+Rockefeller-135495
Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Walka+%C5%BCywio%C5%82%C3%B3w-135353

Walka żywiołów

PERŁY LAMUSAPodziel się

Piotr Czerkawski przygląda się niedocenianemu filmowi Noah Baumbacha "Walka żywiołów". Sprawdźcie, co jest w nim takiego wyjątkowego.

Piotr Czerkawski przygląda się niedocenianemu filmowi Noah Baumbacha "Walka żywiołów". Sprawdźcie, co jest w nim takiego wyjątkowego. 
***


Noah Baumbach ma pecha. To prawdopodobnie najciekawszy współczesny reżyser, o którym większość Waszych znajomych nigdy nie słyszała. Amerykański twórca przypomina sportowca skazanego na czwarte miejsce – niewątpliwie utalentowanego, ale zawsze znajdującego się o krok od podium i związanych z nim zaszczytów. Ten kłopotliwy status Baumbacha potwierdził się także na ostatnim festiwalu w Wenecji. Choć wyreżyserowana przez niego "Historia małżeńska" od pierwszego pokazu uchodziła za murowanego faworyta do Złotego Lwa, ostatecznie Amerykanin wyjechał z Włoch z pustymi rękoma. Na całe szczęście twórca "Frances Ha" umie przekuwać niepowodzenia w artystyczne inspiracje. Trudno bowiem o reżysera potrafiącego wiarygodniej opowiadać historie bohaterów znających smak goryczy, niespełnionych, odrzuconych przez otoczenie. Szczególnie mocno widać to w "Walce żywiołów" (w oryginale "Squid and the Whale") z 2005 roku – znakomitym filmie, który – jakżeby inaczej – nigdy nie uzyskał należnego mu rozgłosu.

Komediodramat Baumbacha przedstawia losy inteligenckiej rodziny Berkmanów. Wszystkich jej członków łączy to, że wydają się solidarnie naznaczeni poczuciem klęski. Ojciec, Bernard (Jeff Daniels), to – wyglądający jak zgorzkniały sobowtór Slavoja Žižka – pisarz żyjący wspomnieniem dawnej sławy. Jego żona, Joan (Laura Linney), odniosła wprawdzie niespodziewany sukces literacki, ale nie może poradzić sobie z własnymi emocjami, na dowód czego bezustannie wikła się w pozamałżeńskie romanse. Skład osobliwej familii uzupełniają synowie – Walt (Jesse Eisenberg) – bezwstydny plagiator, który niemal wylatuje ze szkoły za przypisanie sobie autorstwa piosenki Pink Floyd, i młodszy Frank (Owen Kline) – bijący nowe rekordy w dziedzinie nastoletniego opętania seksem. Jak łatwo przewidzieć, ten "genialny klan na opak" znajduje się w głębokim kryzysie, a jego stopniowy rozpad staje się głównym tematem filmu Baumbacha.

Upadek domu Berkmanów

Całkiem możliwe, że uważne obejrzenie "Walki żywiołów" przyniosłoby tyle samo pożytku, co rok studiów na scenariopisarstwie.
Piotr Czerkawski
"Walka żywiołów" stanowi prztyczek w nos Thomasa Manna, Luchina Viscontiego i wszystkich innych artystów specjalizujących się w opisywaniu dziejów upadku rodziny. Podczas gdy większość podobnych narracji ma w sobie monumentalizm, patos i rozmach, Baumbachowi do opowiedzenia swej kameralnej historii wystarcza niecałe osiemdziesiąt minut. Amerykański reżyser okazuje się mistrzem inteligentnego skrótu i pomysłowej metafory. Całkiem możliwe, że uważne obejrzenie "Walki żywiołów" przyniosłoby tyle samo pożytku, co rok studiów na scenariopisarstwie. W wyzywająco krótkim filmie Baumbacha nie ma ani jednej zbędnej sceny, a pozornie niewiele znaczące szczegóły zdradzają nam o bohaterach prawdy, jakich najpewniej nie rozpoznali jeszcze oni sami.

Klasę reżysera zdradza już pierwsza scena, w której Berkmanowie rozgrywają przeciwko sobie mecz tenisowy. Składy drużyn – Bernard i Walt kontra Joan i Frank nie są przypadkowe, a alianse na korcie idealnie oddają charakter sojuszy nawiązanych w realnym życiu. Podczas rozgrywki na pierwszy plan wybija się rywalizacja między Bernardem a Joan – oboje walczą o zwycięstwo z zadziwiającą determinacją, grają nieczysto i robią wszystko, by wykorzystać słabe strony przeciwnika. Pod tym względem znaczący wydaje się już sam wybór ulubionego sportu Berkmanów. Tenis, z wierzchu elegancki, lecz w praktyce wyczerpujący do granic możliwości, idealnie pasuje jako hobby wyrafinowanych intelektualistów, którzy stopniowo odsłaniają przed nami coraz paskudniejsze wady.

Wiara, z jaką przyjmujemy stopniową transformację bohaterów, wynika z dwóch źródeł. Temat rodzinnego kryzysu wybrzmiewa w "Walce żywiołów" w sposób jednocześnie uniwersalny i głęboko osobisty. Baumbach otwarcie mówił o tym, że nadał opowiadanej historii wymiar autobiograficzny, a samego siebie ukrył pod postacią Walta. Żeby wzmocnić autentyzm opowieści, reżyser umieścił zresztą akcję filmu w Brooklynie lat osiemdziesiątych, a Jeffowi Danielsowi kazał nosić na planie ubrania własnego ojca. 

Na szczęście jednak "Walka żywiołów" okazuje się czymś więcej niż hermetycznym, Baumbachowskim rozrachunkiem z okresem dojrzewania. Tragikomiczny rys, z jakim reżyser przedstawia członków filmowej rodziny, rozciąga się na całą reprezentowaną przez nich warstwę społeczną. "Walka żywiołów" to finezyjny akt oskarżenia pod adresem inteligenckiej arogancji i narcyzmu. Podobnie jak przed laty Nabokov w "Lolicie", Baumbach podważa wygodny stereotyp, zgodnie z którym wysoki iloraz inteligencji automatycznie czyni ludzi moralnie lepszymi. Najmocniej dostaje się pod tym względem Bernardowi. Erudycja bohatera to wyłącznie efektowna fasada skrywająca głównie małostkowość i frustrację. Intelektualizm nie wzmaga kreatywności Bernarda i nie pomaga w tworzeniu wielkich dzieł. Służy mu wyłącznie jako pretekst do okazywania wyższości wobec tych, którzy robią coś nie po jego myśli – kochanków Joan, nauczycieli Walta czy odrzucających kolejne książki wydawców.



W tym kontekście przykład typowo Baumbachowskiej ironii stanowi samo nazwisko Bernarda. Berkman to przecież nic innego jak "Bergman" z literówką, czeski błąd stanowiący idealne podsumowanie zawodowych niepowodzeń bohatera. Przewrotnych zbiegów okoliczności jest zresztą w życiu Bernarda znacznie więcej. Nie bez powodu w filmie pojawia się choćby "running joke" związany z tym, że ktoś nieustannie zajmuje należne Berkmanowi miejsce parkingowe. Bernard za każdym razem reaguje na tę sytuację z przesadną impulsywnością, pewnie dlatego że widzi w niej przewrotną metaforę całej swojej egzystencji. Świadomość, że ktoś "zajmuje jego miejsce", towarzyszy bohaterowi także w życiu prywatnym. Problem nie polega nawet na tym, że żona Berkmana wikła się w pozamałżeński romans, to zdarzało się już wcześniej. Najbardziej dotkliwa jest dla Bernarda świadomość, że wybranek Joan jest jego zupełnym przeciwieństwem – pozbawionym szczególnej ogłady i intelektualnych ambicji trenerem tenisa.

Przeciw patriarchatowi

Baumbachowi udaje się uniknąć pójścia na łatwiznę i przedstawienia Bernarda jako postaci wzbudzającej wyłącznie śmiech. Rozumiemy, że facet, który powołuje się na przyjaźń z Normanem Mailerem, a w trakcie kłótni z żoną potrafi na wyrywki cytować Godarda, może roztaczać wokół siebie pewien czar. Spośród wszystkich przedstawicieli klanu Berkmanów, najmocniej działa on na Walta. Nastoletni chłopak, pierwotnie kryjący się w cieniu skonfliktowanych rodziców, z biegiem czasu wyrasta wręcz na głównego bohatera filmu. Choć ani Bernard, ani Joan nigdy nie przyznaliby tego wprost, stawką konfliktu pomiędzy nimi jest tak naprawdę dusza Walta. Początkowo chłopak wydaje się dużo bliższy ojcu. W pewnym sensie Walt jest wręcz karykaturą Bernarda, kimś, kto dzieli wszystkie jego wady, lecz eksponuje je w sposób dużo bardziej jaskrawy. Komiczna okazuje się zwłaszcza powierzchowność, z jaką Walt odbiera sztukę. W jednej z najzabawniejszych scen filmu bohater, chcąc zrobić wrażenie na swojej dziewczynie, poleca jej "Przemianę" Kafki, o jakiej niewiele wcześniej usłyszał od ojca. Gdy Sophie zapoznaje się w końcu z opowiadaniem i chce o nim porozmawiać, Walt nie ma do powiedzenia nic, poza tym, że jest bardzo... Kafkowskie.

Kompromitacja nie zmienia jednak podejścia Walta, który – przy aprobacie Bernarda – traktuje Sophie z cynicznym dystansem i nie odwzajemnia jej szczerego uczucia. Podobnie jak ojciec, bohater nie potrafi przyznać się do słabości ani pogodzić się z porażką. Bolesnym sprawdzianem strategii życiowej Walta okazuje się szkolny konkurs talentów, na którym chłopak planuje zaprezentować przygotowaną przez siebie piosenkę. Na kilka dni przed występem, w ramach próby generalnej, Walt występuje przed rodzicami. Choć zarówno Bernard, jak i Joan, są zadowoleni z syna, okazują to uczucie w inny sposób. Podczas gdy matka namawia go do dalszych ćwiczeń, ojciec mówi, że nie ma to sensu, bo "jeśli jurorzy nie poznają się na talencie Walta, okażą się po prostu kretynami".



Psychoanalityczny z ducha kontekst wyzwolenia się spod wpływu ojca wyrasta dziś na bodaj najciekawszy aspekt "Walki żywiołów".
Piotr Czerkawski
Widoczna w tej sytuacji różnica postaw dobrze charakteryzuje odmienne systemy wartości wyznawane przez bohaterów. Podczas gdy Bernard wzbudza sympatię syna, bezgranicznie go wspierając, matka budzi jego irytację, nie pozwalając spocząć na laurach i przypominając o znaczeniu ciężkiej pracy. W rzeczywistości postawa ojca okazuje się szkodliwa, bo zaszczepia w Walcie brzemienny w skutki narcyzm. Przekonanie o własnej bezkarności jest u chłopca tak silne, że pozwala mu splagiatować samego Rogera Watersa i przypisać sobie autorstwo wspomnianej piosenki "Hey You".

Rodzący się wokół plagiatu skandal okazuje się punktem zwrotnym dla całej fabuły. Dokonany przez Walta wybór utworu odsłania zresztą swój głębszy sens. Pochodzący z albumu "The Wall" szlagier stanowi wyznanie podmiotu, który zdał sobie sprawę, że odseparował się od społeczeństwa i został pozostawiony sam na sam ze swoimi lękami. W ustach Walta frazy z piosenki Pink Floyd stanowią zatem nic innego niż świadectwo życiowego zagubienia i apel o pomoc. Wstrząs, jakim staje się wykrycie plagiatu, ostatecznie okazuje się dla bohatera wyzwalający. W osiągnięciu tego poczucia pozwala mu psychoterapia, na którą Walt decyduje się, mimo że jego lekarz "nie zrobił doktoratu i jest tylko magistrem". W gabinecie terapeuty chłopak uczy się przyznawać do błędów i na powrót zbliża się emocjonalnie do matki (do ich wspólnej wizyty w Muzeum Historii Naturalnej odnosi się oryginalny tytuł filmu "Squid and the Whale").

Psychoanalityczny z ducha kontekst wyzwolenia się spod wpływu ojca wyrasta dziś na bodaj najciekawszy aspekt "Walki żywiołów". Dzieło Baumbacha opowiada o zmierzchu pewnego typu męskości – dominującego, nieznoszącego sprzeciwu i przytłaczającego otoczenie. Dopadająca Bernarda pod koniec filmu zapaść zdrowotna spowodowana "przemęczeniem" zyskuje znaczenie wyraźnie symboliczne. Równie nośną metaforą okazuje się postępujący kryzys twórczy bohatera, który ostatecznie zostaje przyćmiony przez sukces żony. Joan, choć niewolna od wad i chwilami irytująca, jest istotą współczującą, dobrą i z pewnością zasługującą na wyjście z cienia męża. Wszystko to sprawia, że – w dobie ruchu me too i Nagrody Nobla przyznanej pisarce niekryjącej swych feministycznych sympatii – "Walka żywiołów" wydaje się filmem jeszcze bardziej aktualnym niż w momencie premiery.
12