O małżeńskim dryfowaniu w przeciwnych kierunkach opowiada zazwyczaj z perspektywy brzegu, ale ten dystans jest mu potrzebny dla wydobycia tego, co kino zwykle przegapia: przedstawienia związkowych potrzeb w codziennej dynamice gotowania obiadów, zbierania jagód, chodzenia na pikniki czy zaangażowania we własne (tak różne od siebie) przestrzenie zawodowe. To film o sednie wszystkich „rzeczy nieważnych”, budujących trwały fundament bycia ze sobą; nie o szalonych wyprawach i niesamowitych przygodach, a o tym, czy kłócicie się, wkładając naczynia do zmywarki, czy robicie to w cichych dźwiękach miłości, która zostaje na zawsze. Jedna to bezradne unoszenie się na powierzchni, druga – najprawdziwsze i najgłębsze zanurzenie.