Rozkodowywanie irańskiego reżimu: zaciskająca petla na szyi napędzonego strachem, bólem i paranoją społeczeństwa, gdzie władza nie musi już nawet trzymać liny.
Duchów nie ma, ale jest tyle rzadkiego w PL kinie dobra, że nie tylko w mieszkaniu, ale i w apartamencie (i nie z patodeweloperki) trudno byłoby je pomieścić ;)
Dobrze, że Lebron nie może stwierdzić, że to jego ulubiony film z dzieciństwa, bo przynajmniej jest szansa, że potencjalnego uniwersum nie zabije marny sequel ;)
Urokliwa tęsknota za dziecięcą czystością nie zatrutą jeszcze skazą nudnej dorosłości: może i nie wie się nic, ale widzi i chłonie(!) się właściwie wszystko.
Historia jako jedna wielka jak operacja specjalna: pisana przez niewidzialnych 'tajnych agentów', których opowieść kolejne pokolenia próbują skleić z pozostawionych skrawków w swoją całość.
Liczę, że Bogowie filmu zlitują się zmieniając oscarowe zasady, bo Fiennesowi za jego piekielnie(hehe) dobre show nominacja należy się już teraz a nie dopiero za 12 miesięcy.
Potrzeba symbiozy z naturą brzmi mądrze i bardzo szczerze, bo wprawienie tych animo-cudeniek w ruch, przecież wcale nie zużywa wody na poziomie małego miasta ;)
Teraz jeszcze brzmi jak "nie nasza sprawa", ale poczekaj korpo-klaso średnia, kiedy za kilka lat będziemy zabijać się o ostatnie posadki nie zajęte przez AI.
Surowa ocena arabskiej wiosny, gdzie różnica między poprzednim a obecnym reżimem jest taka, że ten aktualny lepiej umie w terror i nachalną propagandę.
Stewart debiutuje całkowicie na swoich warunkach i nawet jeśli nie wszystkie śmiałe decyzje utrzymują film na powierzchni, to zdecydowanie widać, że wie czego w tym wszystkim szuka.
Nie wiem który Bradley prawdziwszy: ten muzyczny czy ten życiowy, ale z pewnością kiedy nie sili się na fabułę pisaną wielkimi literami to jest bardziej zjadliwy.
Dość naiwna pigułka wyrzutów sumienia uprzywilejowanego białego człowieka, tym bardziej niewiarygodna, że nia ma opcji, że za jakiekolwiek zło na świecie może być odpowiedzialna Jessica Chastain... ;P
Gdyby tylko trochę z pola emocjonalnego szantażu i wstrząsu na zamówienie przenieść na lepiej przemyślany scenariusz, pierwszy krzyczałbym że to arcydzieło.
Nachalnie coolerski i w łapaniu zeitgeistu strasznie toporny, ale przy masowym ataku perfekcji AI, coraz częściej doceniam, kiedy coś jest tak po ludzku dalekie od doskonałości.
Teatr Kabuki jak Opera: doceniam kunszt i dążenie do perfekcji w trudnej i niszowej sztuce, ale na Szoguna! Dlaczego to musi być tak nud..ekhm, długie ;)
Alpy Lanthimosa zalane amerykańskim lukrem z Dunkin Donuts: ważny temat samotności i potrzeby namacalnych emocji podany w formie wyciskołezkowego fast-fooda.
Wiele można powiedzieć o Prezydencie w wersji Toniego Servillo, ale nie to, że w podpisywaniu ustaw zachowuje się jak nasz rodzimy i słusznie miniony Długopis;)
Podejrzewam, że gdyby ledwie kilka z licznych i wielowarstwowych metafor i art-fajerwerków przerzucić na odcinek większego tempa, naprawdę nic by to filmowi nie ujeło ;)
Antyklerykalny, 2,5h musical z Seyfried brzmi w teorii jak mój seans idealny, dlatego zawód jest tym większy, że w praktyce to jednak tylko ciekawy kawał monotematycznego snuja.
Idealna równowaga w opowieści o dwójce osób, próbującej na nowo odnaleźć sens życia: trochę poczciwej, rozczulającej prawdy, trochę męczącego nudziarstwa.
Nie ma nic złego w byciu fan-boyem Michaela Manna, ale dla aktrakcyjności fabuły to problem, jeśli ze 101 pomysłów na jej zagęszczenie, większość z nich jest na poziomie scenopisarstwa 1.0.1.
Filmy z Jasonem Stathamem są jak prawdziwa telenowela: fabuła z wyblakłego ksera, dialogi kłują uszy, acz siada się do tego z pewną wstydliwą przyjemnością ;)
Kiedy ambicje sięgają skali feministycznego "Jokera", a pomysłu i talentu(?) starcza na stereotypowy wrzask o emancypacji, gdzieś między Cruellą a Harley Quinn.
Taki to film, że zaczynam powątpiewać czy Dardennowie to jeszcze czujni obserwatorzy codzienności, a nie już tylko wykalkulowani mistrzowie emocjonalnego szantażu.
Leniwa, powtarzalna, przemielona po któryś raz papka tych samych pomysłów, czyli filmowy organizm skażony wszystkim co złe w dzisiejszym kinie rozrywkowym.
Ten tani harlequin/wanna-be-Fincher z banalnym plot twistem potrzebuje pomocy w tylu dziedzinach, że najprościej byłoby go zmielić, zapomnieć i nakręcić w całości od początku.
Propagandowy wysryw o NAJWSPANIALSZEJ KOBIECIE ŚWIATA, nie tylko bijący standardy tvp, ale robiący wszystko by konkurować z filmami made in Korea Północna ;) #fakemovie <3