Bracia Dardenne opowiadają o "Młodym Ahmedzie"

  • Informacja nadesłana
  • Filmy
"Młody Ahmed" klasyków europejskiego kina, Jean-Pierrea i Luca Dardenneów to nagrodzona na prestiżowym festiwalu filmowym w Cannes laurem za najlepszą reżyserię opowieść o procesie radykalizowania się młodego chłopca. Film celowo wrzuca widza w sam środek procesu przemian, skupiając się nie na powodach przemiany, a tym, czy istnieje jeszcze szansa na naprawienie sytuacji. O procesie pisania scenariusza, nieprzeniknionej twarzy młodego aktora oraz o podjętych wyborach artystycznych w prezentowaniu historii rozmawialiśmy z braćmi Dardenne.

835213_1.1.jpg


Michał Kaczoń: Wasz film opowiada o młodym radykalizującym się chłopcu. Dlaczego zdecydowaliście się pokazać tę historię dopiero od pewnego momentu? Od chwili przemiany. Z dialogów słyszymy, że wcześniej chłopiec był inny. Dlaczego zatem zdecydowaliście się nie pokazywać sposobów, dla których Ahmed tak rozkochał się w religii, ani ścieżki, która doprowadziła go do tego momentu?

Jean-Pierre: Jest tysiąc powodów, dla których młody człowiek może się radykalizować. Ekonomiczne, społeczne, personalne. Na ten temat powstało już tysiąc filmów. Nas interesowało jednak, czy bohater może jeszcze z tego wyjść z tego procesu.

Luc: Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się rozpocząć film w takim miejscu. Nie liczył się proces dojścia do tego momentu w przekonaniach chłopca, a jego ewentualny proces wyjścia. Chcieliśmy sprawdzić czy i w jaki sposób ktoś może jeszcze do niego dotrzeć, sprowadzić go z powrotem na właściwą drogę.

Ahmed to chłopiec o nieprzeniknionej twarzy, który niewiele mówi i zachowuje się w sposób wyjątkowo stateczny. Dlaczego zależało Wam, żeby właśnie w ten sposób ukazać tę postać i zatrudnić aktora o tak enigmatycznym obliczu?

Jean-Pierre: Zależało nam przede wszystkim na tym, aby była to postać niefilmowalna. Chcieliśmy pokazać, że bardzo trudno jest za nim nadążyć i oddać jego charakter. Ahmed ciągle nam ucieka. Proszę zwrócić uwagę, że bohater ciągle się przemieszcza. Kamera próbuje go gonić, ale nie zawsze jej się to udaje. Ucieka też jego spojrzenie. W zasadzie nigdy nie widzimy jego oczu.

Luc: On jest jedną wielką enigmą. Jego buzia, która jest jeszcze buzią dziecka, z tymi wszystkimi krągłościami, jest nieprzenikniona. Kamera nie jest w stanie uchwycić jego spojrzenia. Zależało nam też na tym, żeby pokazać postać, która jest w swojej bańce. Bohatera, który żyje we własnym świecie, nie do końca kompatybilnym z naszym. Poniekąd dlatego tak trudno jest go nam złapać.

W pewnym momencie z ekranu padnie nawet zdanie: "Wolę patrzeć na siebie zamgloną. Jak we śnie". Czy macie poczucie, że Waszemu filmowi udało się uchwycić postać Ahmeda w sposób wyrazisty czy może właśnie pokazujecie go trochę jak we mgle?

Luc: Dobrze, że pan to wyłapał (śmiech). Chcieliśmy celowo zagrać tym motywem patrzenia jak przez mgłę, gdyż w takich warunkach w różnych momentach możemy zobaczyć różne fragmenty danej osoby.

Jean-Pierre: Wydaje mi się, że mamy do czynienia z dwojakością natury Ahmeda. Z jednej strony mamy fanatyzm, któremu jest całkowicie oddany, a z drugiej wyraźnie widać, że jest on jeszcze dzieckiem. Jest trochę niezborny, niezdarny. Wydaje się, że czuje się nieswojo w swoim ciele. Ma jakąś taką dużą pupę, jego dłonie są niezręczne. Czuje się niekomfortowo w relacji z dziewczyną. Ma sporo zachowań dziecka. Takiego dużego dziecka, które nie weszło jeszcze w pełni w dorosłość. Zależało nam na tym, by pokazać momenty, które wymykają się temu fanatyzmowi. By pokazać, że walczą w nim dwie siły - naturalne odruchy organizmu oraz jego żelazne postanowienie. Wspomniana niezręczność bohatera wydała nam się dobrym sposobem na ukazanie tej dychotomii. Jak gdyby ciało sobie, a umysł sobie.

Luc: Mamy też moment, w którym Ahmed chowa nóż do skarpetki i gdy to robi, zacina się. W tym momencie z jego ust padnie głośne "Au!". To taka dziecięca, bezwarunkowa reakcja. Podkreśla nie tylko ten bój wewnętrzny ciała i umysłu, ale także każe zastanowić się widzowi, czy chłopiec rzeczywiście zrobi to, co planuje zrobić. Wszystkimi tymi zabiegami zależało nam na ukazaniu jak gdyby dwóch osób w jednym ciele.

Jean-Pierre: Zależało nam też na tym, aby ukazać, że Ahmed nigdy nie uważa, że jest wystarczająco czysty. Ma wrażenie, że ciągle potrzebuje dodatkowych ablucji. W tym kontekście, tworząc film pół żartem, pół serio odnosiliśmy się do niego jako: "Oda do nieczystości". Wszystko , co w nim pokazujemy znajduje się bowiem w kontrze do ideałów Ahmeda.

On ma obsesję czystości, a tymczasem nasz film jest właśnie odą do nieczystości i próbą wciągnięcia go ku temu kierunkowi. Myślę, że można ten proces nazwać też wspomnianym zamgleniem. Chcieliśmy ukazać bogactwo różnych twarzy, które mogą wyłonić się z tej mgły.

835220.1.jpg

Ahmed z własnej woli nie wchodzi w relacje z rówieśnikami. Jedyne momenty, kiedy ma kontakt z osobami w podobnym wieku, to chwile, w których dorośli niejako go do tego przymuszają - gdy pomaga koledze z klasy lub gdy będzie musiał pracować z dziewczyną na farmie. Dlaczego zależało Wam, aby właśnie tak ukazać tę postać? Dlaczego np. zdecydowaliście się, żeby nie ukazać żadnej interakcji rówieśniczej w zakładzie poprawczym? Dostajemy jedynie scenę sztafety, w której w zasadzie bohater nie rozmawia z nikim młodym.

Luc: Zrobiliśmy to w pełni celowo. Chcieliśmy wyraźnie unaocznić, że Ahmed świadomie odmawia jakimkolwiek przejawom życia w grupie. Dlatego tak ważne były też sceny modlitwy. Modlitwy, którą trzeba odmawiać w konkretnych godzinach, a na dodatek poprzedzić specjalnymi ablucjami. Chcieliśmy pokazać, że z tego powodu Ahmed jest niekompatybilny czasowo z rówieśnikami, którzy mają w tym czasie inne zajęcia.

Jean-Pierre: Chcieliśmy unaocznić, że on jest teraz w innym świecie. W świecie martyrologii, męczeństwa i wielkich ideałów. Nie ma czasu na nic innego. Myślę, że to jest też jeden z powodów, dla którego bycie jakimkolwiek fanatykiem, w tym wypadku religijnym, czyni z człowieka pewnego rodzaju więźnia. Człowiek zatraca się w tej jednej rzeczy, odcina od wszystkiego innego. Odżegnuje się od wszystkiego, co łączyło go z poprzednim życiem. I nic więcej już nie ma.

Luc: Aby uświadomić to jeszcze klarowniej specjalnie napisaliśmy scenę rozmowy z matką, w której kobieta wspomina, że jeszcze niedawno chłopiec grał z przyjacielem w gry komputerowe. Kolegi, którego wspomina nie zobaczymy jednak ani razu na ekranie, gdyż Ahmed całkowicie urwał z nim kontakt.

Sceny w ośrodku dla nieletnich kręciliście w prawdziwym ośrodku poprawczym. Na jakim etapie prac go znaleźliście? Czy interakcje z osobami, które tam pracują, bądź są podopiecznymi ośrodka miały wpływ na waszą pracę czy najpierw napisaliście swój scenariusz, a dopiero potem szukaliście ośrodka?


Jean-Pierre: Ośrodek znaleźliśmy na dość wczesnym etapie prac nad filmem. Spędziliśmy w nim dużo czasu, poznając jego mieszkańców i opiekunów, przyglądając się tamtejszym rytuałom. Wizyty te mocno wpłynęły na proces powstawanie scenariusza, doinformowywały nas w tym zakresie.

Luc: Rzeczywiście wiele czasu poświęciliśmy na poznawanie rutyny dnia codziennego ośrodka. Zależało nam w szczególności, aby zobaczyć panujące tam codzienne zwyczaje. Przyglądaliśmy się, w jaki sposób nakrywa się do stołu, jakie interakcje mają miejsce na korytarzach, jak wyglądają pokoje mieszkańców. Co ważne - mówi się o nich właśnie pokoje, a nie cele, mimo że jest to de facto ośrodek zamknięty.

Jean-Pierre: Choć sztafeta, którą widzimy w filmie była naszym pomysłem, zainspirowało ją to, że w ośrodku, który odwiedzaliśmy mieszkańcy często uczestniczyli w różnego rodzaju grach zespołowych.

Luc: Warto też podkreśli, że choć kręciliśmy w prawdziwym, działającym zakładzie poprawczym, wszystkie osoby, które widzimy na ekranie to część ekipy filmowej. Aktorzy i statyści. Prawo zabrania bowiem nagrywać prawdziwych mieszkańców takich miejsc.

835226_1.1.jpg

W Waszym filmie prawie w ogóle nie ma muzyki. Skąd wynikał ten zamysł twórczy? Jakie znaczenie mają zatem te dwa utwory, które rzeczywiście się pojawiają? Jak chociażby ten, którego opiekun słucha w samochodzie? 


Luc: Brak muzyki wynikał bezpośrednio z przekonań samego Ahmeda. Chcieliśmy w ten sposób niejako pokazać świat jego oczami. Odkąd zaczął coraz mocniej angażować się w religię, wyrzekł się muzyki, jako coś, co jest nieczyste.

Wspomniana scena w samochodzie była więc dla nas momentem symbolicznym, ważnym. Zależało nam, aby ukazać opiekunowi oraz samemu widzowi, że Ahmed się zmienia. Decydując się, że w aucie będzie lecieć muzyka, zgadza się, że ktoś inny może chcieć jej słuchać. Ba! Że sam ma prawo jej słuchać. Nawet wbrew zakazom religii.

Jean-Pierre: Jeśli zaś chodzi o sam wybór utworu, to jest to po prostu piosenka belgijskiej grupy Intergalactic Lovers, którą lubił Olivier Bonnaud, aktor wcielający się w opiekuna. Właśnie z tego powodu zdecydowaliśmy, że pojawi się ona w filmie.

Luc: Pod sam koniec obrazu mamy natomiast sonatę Franza Schuberta. Utwór ten wydał nam się zwyczajnie świetnym zwieńczeniem ostatniej sceny. Przez chwilę zastanawialiśmy się też nad Fryderykiem Chopinem, ale finalnie wygrał Schubert (śmiech).

Film "Młody Ahmed" już od 6 grudnia w kinach.

Michał Kaczoń

zobacz też:

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię