Przedsmak nowego "Kwasa" – beta test "Quake Champions"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Przedsmak+nowego+%22Kwasa%22+%E2%80%93+beta+test+%22Quake+Champions%22-123057
Choć zapowiedź prac nad nowym arenowym "Quake’em" nie wzbudziły we mnie dzikiego entuzjazmu (zawsze bardziej byłem tym z obozu "Unreal Tournament"), nie mogłem odmówić sobie sprawdzenia wersji beta strzelanki od id Software. Uruchamiałem grę pełen obaw – wszak współczesne gry multiplayer nie przypominają stylem rozgrywki maniakalnie ogrywanych w czasie wolnym na informatyce w liceum mapy DM3, DM4 czy DM6 z pierwszego "Kłeja".


Na szczęście pierwszy mecz rozwiał moje obawy. "Quake Champions" jest szybki. Bardzo szybki. Zamiast złożonej strategii i taktyki pierwsze skrzypce zaczynają grać odruchy, refleks, gra na słuch i zapamiętanie układu mapy wraz z rozkładem broni i wspomagaczy. W jednej chwili odmłodniałem o jakieś 20 lat!

Każdy, kto grał w stare "Kwasy", powinien poczuć ten sam dobry klimat. Znajome pukawki, charakterystyczne elementy układów map, szalone tempo, i co najważniejsze – frajdę ze zdobytych fragów. Podczas meczu nie ma chwili wytchnienia. Zatrzymanie się choć na moment oznacza rychłą śmierć. Trzeba pędzić przed siebie, być w pełni skupionym, obserwować otoczenie i dołączać do każdego starcia! No i ta frajda, kiedy załapiemy się na legendarny Quad Damage! Przez krótki czas praktycznie stajemy się niepowstrzymani, a każdy, kto nawinie się nam pod celownik, kończy jako kolejny frag do kolekcji. "Quake Champions" ma szanse stać się idealnym tytułem sieciowym relaksującym po ciężkim dniu w kilkugodzinnej sesji nieustającej jatki, ale także jako "szybki strzał" w oczekiwaniu na żonę/męża, który przecież "prawie jest gotowy do wyjścia" (czyt. masz 15 minut na szybkiego "mecza").



Czy to oznacza, że "Quake Champions" jest jedynie remakiem starych odsłon? Nie do końca. Największą nowością są zróżnicowani bohaterowie, którymi można grać. Każdy z nich charakteryzuje się trochę innymi statystykami, np. ilością zdrowia lub szybkością, każdy ma także umiejętność specjalną. Może to być czasowe zwiększenie zadawanych obrażeń, możliwość widzenia przez ściany albo też chwilowy sprint połączony z mocą śmiertelnego taranowania wszystkiego na swojej drodze.

Twórcom już w wersji beta udało się całkiem dobrze zbalansować postacie i podczas wielu meczy nie zauważyłem, żeby któraś z nich wybijała się na tle innych. Ta różnorodność pozwala też na pewne dopasowanie bohatera do swojego stylu gry. Osobiście wolę grać bardziej pancernymi postaciami, dlatego szybko odnalazłem się w skórze potężnego Scalebearera.

Podczas zabawy z wersją beta gry byłem pozytywnie zaskoczony optymalizacją kodu. "Quake Championsbezproblemowo śmigał, przekraczając 60 klatek na sekundę, a przy tym wyglądał naprawdę zacnie na wysokich ustawieniach graficznych. Mapy, choć nie wyprane z barw, nie raziły oczu zbytnią feerią kolorów, a dostępne dwa poziomy widocznie różniły się atmosferą.

 

Za rozgrywane mecze będziemy zdobywać punkty "favor", które są jednym z rodzajów waluty w grze. Pozwolą nam one m.in. na… wypożyczanie nowych bohaterów. Tak, wypożyczanie. Uruchamiając "Quake Champions", będziemy mieć dostęp tylko do jednej postaci – Rangera. Pozostałe będzie można wykupić za prawdziwe pieniądze lub wykupić do nich czasowy dostęp za zgromadzone punkty. Przyznam, że ten model wyciągania pieniędzy od graczy zupełnie mi się nie podoba. Osobiście wolałbym już długotrwałe ciułanie punktów, aby móc zakupić na stałe czempiona.

Zgodnie z panującym trendem, w nowym "Kłeju" nie zabrakło skrzynek z najróżniejszymi dobrami dla postaci. Dzięki sporemu wyborowi elementów zbroi i modeli uzbrojenia będziemy mogli bardziej spersonalizować naszego ulubionego bohatera.


Przyszedł czas na wstydliwe wyznanie. Byłem zaskoczony, jak dobrze grało mi się w "Quake Champions". Lepiej niż w dostępną wersję alfa "Unreal Tournamenta". Widać, że id Software wyciągnęło to, co najlepsze ze starych, dobrych "Kłejów", opakowało to we współczesną oprawę graficzną oraz dorzuciło ładnie zbalansowanych czempionów. Jedyne, do czego nie jestem przekonany, to model płacenia za zawartość w grze. Wiele jednak będzie zależało od finalnych cen za poszczególnych bohaterów oraz balansu zbierania "favoru". Na tę chwilę jestem przekonany, że finalna wersja nowego "Kwasa" będzie stałym gościem na moim dysku twardym.
Udostępnij: